Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Lily, nic dziwnego, że ten facet w autobusie chciał cię zamordować – powiedziała Sherlock. – Wiedzieli, że muszą działać szybko. Na szczęście, dałaś mu niezły wycisk. Chcę ich wszystkich wsadzić za kratki, Dillon.
Simon, który przyglądał się Dziewiczej podróży, nagle podniósł głowę.
– Co to znaczy, że dała facetowi wycisk? Ktoś panią zaatakował? Przecież była pani po operacji.
– Zapomniałem ci o tym powiedzieć – usprawiedliwiał się Savich.
– Nie było powodu, żeby o tym mówić – stwierdziła Lily. – Tak, byłam pięć czy też sześć dni po operacji. Czułam się dobrze, dzięki psychiatrze, który… nieważne. W każdym razie świetnie się czułam. Jakiś młody facet wsiadł do pustego autobusu, usiadł obok mnie i wyciągnął nóż. Miał szczęście, że udało mu się uciec.
Lily uśmiechnęła się do niego szeroko, był to pierwszy prawdziwy uśmiech, jakim go obdarzyła.
– To świetnie. Brat panią nauczył?
– Tak, po tym, jak Jack… nieważne.
– Dość dużo rzeczy uważa pani za „nieważne”, pani Savich.
– Będzie się pan musiał do tego przyzwyczaić. – Zorientowała się, że zarejestrował w pamięci tego Jacka.
– Jeśli chodzi o czwarty obraz, Marionetkę, myślałem początkowo, że wszystko jest w porządku. Dopiero po chwili zorientowałem się, że skopiował ją ten sam fałszerz, który namalował poprzednie obrazy. Nie ma jeszcze żadnych poszlak, ale znajdziemy Marionetkę. Sądzę, że jest w rękach tego samego kolekcjonera.
Raleigh Beezler był wstrząśnięty. Wycierał czoło elegancką, lnianą chusteczką.
– To byłaby katastrofa dla muzeum, panie Savich – powie dział. – Jak laska dynamitu w rurze wydechowej mojego mercedesa. O ile dobrze rozumiem, panie Russo, ma pan nadzieję, że może się panu uda odzyskać oryginalne obrazy?
– Tak – przyznał Simon. – To może mi się udać. Niech pan trzyma w pogotowiu sztalugi z czarnym aksamitem.
– Porozmawiam z ludźmi z sekcji oszustw w świecie sztuki, zobaczę, co mi poradzą – powiedział Savich. – Co prawda, teraz FBI nie prowadzi żadnego śledztwa w sprawie skradzionych dzieł sztuki, więc liczę na to, że to Simon dowie się, kto ma skradzione obrazy.
– Najpierw skontaktuję się z moimi informatorami, sprawdzę, kto jest tym kolekcjonerem, znajdę fałszerza i przycisnę go do muru. Kiedy kolekcjoner dowie się o moich poszukiwaniach – a ta wiadomość dotrze do niego w bardzo krótkim czasie – z pewnością na nią zareaguje. Są różne możliwości: sam może zniknąć na jakiś czas, ukryć obrazy albo zrobić jeszcze coś innego, ale to już nie będzie miało znaczenia.
– Co pan rozumie przez „coś innego”? – spytała Lily. Savich rzucił ostrzegawcze spojrzenie. Simon wzruszył ramionami.
– Właściwie to nic – powiedział szybko. – Ponieważ jednak mam zamiar zrobić duże zamieszanie, będę uważał, kto mi stoi za plecami. Aha, Savich, cieszę się, że nie użyłeś firmy transportowej, którą ci polecił pan Monk.
– Nie, wynająłem Bryersona – odrzekł Savich. – Znam tę firmę i mam do niej zaufanie. Wykluczone, żeby pan Monk, Tennyson i ta cała reszta dowiedzieli się, gdzie teraz przechowujemy obrazy. Na wszelki wypadek zadzwonię do Teddy'ego Bryersona i poproszę, żeby dał mi znać, gdyby ktoś się o nie dopytywał. Simon, myślisz, że gdyby wszystkie obrazy znalazły się na widoku publicznym, to ktoś zorientowałby się, że są wśród nich cztery falsyfikaty?
– Prędzej czy później ktoś by to zauważył.
– Nie mogę pozwolić na to, żeby muzeum zawiesiło cztery falsyfikaty – powiedziała Lily do pana Beezlera. – Nie zawiesiłby pan wszystkich obrazów w swojej galerii? Zobaczymy, co z tego wyniknie.
– Tak, powieszę je – powiedział pan Beezler. – Z przyjemnością.
– Naprawdę pan wierzy w odzyskanie tych obrazów? – Lily zwróciła się do Simona.
Simon Russo zatarł ręce. Był podniecony jak mały chłopiec, który po raz pierwszy bawi się kolejką na szynach.
– Och, tak – powiedział tylko.
Lily zobaczyła go oczami wyobraźni, jak w czarnym kostiumie, z twarzą pomalowaną czarną farbą, opuszcza się na linie do jakiegoś dobrze strzeżonego skarbca.
– Jeszcze jedna rzecz, Simon – odezwał się Savich. – Kiedy dowiesz się, kto kupił obrazy, to ja z tobą pójdę.
– Chcesz powiedzieć, że ty, agent specjalny FBI, naczelnik biura, pójdziesz, żeby zabrać komuś cztery obrazy? – Sherlock zamrugała ze zdziwienia.
– Odebrać – poprawił ją Savich. – Zwrócić prawnemu właścicielowi.
– Ja będę współpracować z panem Russem – powiedziała Lily – przy poszukiwaniu osoby, która je skopiowała, i nazwiska kolekcjonera, który je kupił. Dopiero wtedy będziemy mieli dowód, który pozwoli nam przygwoździć Tennysona.
– Nie – zaprotestował Savich. – Lily, nie pozwolę, żebyś się oddaliła poza zasięg mojego wzroku.
– Nie ma mowy – poparła go Sherlock. – Nie ma mowy, żebyś się oddaliła również poza zasięg mojego wzroku. Poza tym Sean chce, żeby ciocia trochę z nim pomieszkała.
Simon Russo popatrzył na Lily Savich i z wolna pokiwał głową. Był głęboko przekonany, że jeśli ta kobieta coś sobie postanowi, to niełatwo będzie ją od tego odwieść.
– OK, może pani ze mną współpracować. Ale najpierw musi pani całkowicie wyzdrowieć.
– Będę gotowa na poniedziałek – stwierdziła Lily. Gdy brat chciał zaprotestować, powstrzymała go gestem dłoni. – Wy macie dość własnych zmartwień, mam na myśli tę Tammy Tuttle. To przerażająca postać. Dillon, musicie się skoncentrować na obławie na nią. W porównaniu z tym moje zadanie to drobnostka, trochę pracy, żeby prześledzić drogę, jaką przebyły obrazy. Może trzeba będzie też prowadzić rozmowy z artystami. Ja umiem to robić. Mogę służyć pomocą panu Russowi.
– Tak – skwitował Simon.
Sherlock zaczęła bawić się swoimi loczkami. Savich wiedział, że robiła to tylko wtedy, kiedy była zestresowana lub zmartwiona.
– Ona ma rację, Dillon – przyznała – co nie znaczy, że mi się to podoba. Ale my mamy teraz na głowie nie tylko Tammy Tuttle. Coś ci powiem: dziś rano dzwonił Ollie, tuż przed naszym wyjściem z domu.
– Naprawdę? – Savich uniósł brwi. – A ty nie uznałaś za stosowne mnie o tym poinformować?
– Dziś jest piątek, Gabriella była rano u dentysty i ja musiałam się zająć Seanem. To nasza niania – dodała Sherlock, patrząc na Simona. – Poza tym już wcześniej uprzedziłeś Olliego i Jimmy'ego Maitlanda, że będziesz w pracy później. Miałam ci o tym powiedzieć po drodze.
– Wiem, że mi się ta wiadomość nie spodoba, ale mów, Sherlock. Jakoś to zniosę.
– Poza sprawą Tammy Tuttle jest jeszcze potrójne morderstwo we Flowers, małym miasteczku w Teksasie. Gubernator zażądał przyjazdu FBI, więc będziemy musieli tam pojechać. ATF też bierze w tym udział. ATF specjalizuje się w przestępstwach z użyciem broni palnej – wyjaśniła niewtajemniczonym. – Podejrzewają, że za zabójstwo szeryfa i jego dwóch zastępców, którzy chcieli przeprowadzić inspekcję na ich terenie, odpowiedzialna jest miejscowa sekta. Ciała znaleziono w rowie, poza granicami miasta.
– To jakieś wariactwo – zauważył Simon.
– To prawda – przyznała Sherlock i zwróciła się do właściciela galerii: – Czy nie mógłby pan zostawić nas na chwilę samych? To są raczej tajne informacje.
Widać było, że pan Beezler jest bardzo niezadowolony, ale ruszył do wyjścia.
– A pani szwagierka i pan Russo? – spytał jeszcze od drzwi.
– Ich potrafię utrzymać pod kontrolą – wtrącił Savich. – Pana nie mógłbym bezkarnie pobić.
Po chwili usłyszeli jego śmiech, kiedy prosił Dyrlanę o miętową herbatę.