Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 167
Перейти на страницу:

— Teraz odprowadzi mnie pan.

— Dokąd?

— Tam, dokąd idę.

— Ale dokąd pani idzie?

— Zobaczy pan, ponieważ pożegna się pan ze mną przy bramie.

— Czy mam na panią czekać?

— To zbyteczne.

— Wróci pani zatem sama?

— Może tak, a może nie.

— Ale kto będzie pani towarzyszyć, mężczyzna czy kobieta?

— Nie wiem jeszcze.

— Ale ja będę wiedział!

— Jakim sposobem?

— Zaczekam, by zobaczyć panią wychodzącą.

— W takim razie, do widzenia!

— Jak to?

— Nie jesteś mi pan potrzebny.

— Ale prosiła pani...

— Pomocy szlachcica, ale nie opieki szpiega.

— Słowo nieco za ostre!

— Więc jak nazywa się tych, którzy śledzą ludzi wbrew ich woli?

— Wścibskimi.

— Słowo nieco za łagodne.

— Widzę, pani, że trzeba mi czynić wszystko, co zechcesz.

— Dlaczego wyrzekłeś się pan zasługi, którą byś zyskał, gdybyś tak postąpił od razu?

— Czy nie ma zasługi w skrusze?

— A czy skrucha pana jest szczera?

— Sam nie wiem. Ale obiecuję uczynić wszystko, co pani zechcesz, jeśli pozwolisz mi towarzyszyć ci tam, dokąd idziesz.

— I opuścisz mnie potem?

— Tak.

— Nie śledząc mnie, gdy będę wychodzić?

— Nie.

— Słowo honoru?

— Słowo szlachcica!

— Proszę mi zatem podać ramię i chodźmy.

D’Artagnan podał ramię pani Bonacieux, która wsparła się na nim, roześmiana i drżąca zarazem, i ruszyli ulicą La Harpe[*]. Tu młoda kobieta zawahała się jak na ulicy Vaugirard, jednakże rozpoznała bramę i zbliżywszy się do niej, rzekła:

— A więc, mój panie, mam tu sprawę do załatwienia; dzięki stokrotne za towarzystwo, wybawiło mnie ono od niebezpieczeństw, na jakie idąc sama byłabym wystawiona. Ale oto chwila, kiedy trzeba ci będzie dotrzymać słowa: jestem u celu.

— Czy nie będzie się pani bała wracać?

— Mogę się obawiać jedynie złodziei.

— Alboż to fraszka?

— Cóż mogą mi zabrać? Nie mam ani grosza przy sobie.

— Zapomniała pani o tej pięknie haftowanej chustce ozdobionej herbem.

— O jakiej chustce?

— Tej, którą znalazłem u pani stóp i którą włożyłem do twej kieszeni.

— Milcz, milcz, nieszczęsny! — zawołała młoda kobieta. — Czy chcesz mnie zgubić?

— Widzi pani przecie, że grozi ci niebezpieczeństwo, skoro jedno słowo przyprawia cię o drżenie i skoro sama powiedziałaś, że gdyby ktoś usłyszał to słowo, byłabyś zgubioną. Ach, pani — zawołał d’Artagnan ujmując jej rękę i ogarniając ją płomiennym spojrzeniem — bądź bardziej wspaniałomyślna, zaufaj mi. Czy nie wyczytałaś w moich oczach, że w sercu mam tylko oddanie i przyjaźń dla ciebie!

— Zapewne — rzekła pani Bonacieux — toteż możesz pytać o moje tajemnice, nie będę ich ukrywać; jeśli jednak idzie o cudze, sprawa wygląda zgoła inaczej.

— Dobrze — powiedział d’Artagnan — odkryję je, skoro mogą mieć wpływ na pani życie. Te tajemnice muszą się stać moimi.

— Strzeż się — zawołała młoda kobieta z powagą tak wielką, że mimo woli dreszcz przebiegł d’Artagnana. — Och, nie wtrącaj się pan do niczego, co mnie dotyczy, nie próbuj pomagać mi w tym, co czynię. Proszę cię o to w imię życzliwości, jaką masz dla mnie, w imię usług, które mi oddałeś i których nigdy nie zapomnę. Zechciej uwierzyć w to, co mówię. Nie zajmuj się mną, nie istnieję dla pana, jak gdybyś mnie nigdy nie widział.

— Więc wolałabyś, by uczynił to Aramis, pani? — rzekł d’Artagnan dotknięty.

— Już po raz drugi czy trzeci wymawia pan to imię, choć powiedziałam, że go nie znam.

— Nie zna pani człowieka, do którego okiennicy pani pukała? Widzę, że uważasz mnie za bardzo łatwowiernego!

— Niech pan przyzna, że wymyślił pan tę historię, by dowiedzieć się czegoś ode mnie. Wymyślił pan również tę osobę.

— Nic nie wymyśliłem, pani, mówię jedynie prawdę.

— I powiadasz, że twój przyjaciel mieszka w tym domu?

— Mówię i powtarzam po raz trzeci, że w tym domu mieszka mój przyjaciel, a tym przyjacielem jest Aramis.

— Wszystko to wyjaśni się później — szepnęła młoda kobieta — a teraz przestań o tym mówić.

— Gdybyś mogła widzieć moje serce — rzekł d’Artagnan — wyczytałabyś w nim tyle ciekawości, że miałabyś litość nade mną, i tyle miłości, że natychmiast zaspokoiłabyś mą ciekawość. Tych, co cię kochają, nie powinnaś się obawiać.

— Zbyt prędko mówisz o miłości — rzekła młoda kobieta kiwając głową.

— Bo pokochałem prędko, po raz pierwszy w życiu, a nie mam jeszcze dwudziestu lat.

Młoda kobieta spoglądała na niego ukradkiem.

— Proszę posłuchać, jestem na tropie — powiedział d’Artagnan. — Przed trzema miesiącami omal nie doszło do pojedynku między mną i Aramisem z powodu chusteczki podobnej do tej, którą pokazała pani kobiecie znajdującej się w jego mieszkaniu; chusteczka była znaczona tak samo, jestem tego pewien.

— Panie — rzekła młoda kobieta — przysięgam panu, że bardzo mnie męczysz tymi pytaniami.

— Ale czy pani, taka ostrożna, pomyślała o tym, że byłabyś skompromitowana, gdyby cię aresztowano z tą chusteczką i gdyby ci ją zabrano?

— Dlaczego? Przecież to moje inicjały: K.B., Konstancja Bonacieux.

— Albo Kamila de Bois-Tracy.

— Zamilknij, raz jeszcze ci powtarzam. Jeśli myśl o niebezpieczeństwach, na jakie się wystawiam, nie powstrzymuje pana, pomyśl o tych, co mogą grozić tobie samemu!

— Mnie?

— Tak, panu. Znajomość ze mną grozi więzieniem, grozi śmiercią!

— W takim razie nie opuszczę pani.

— Panie — rzekła tonem błagalnym młoda kobieta, składając ręce — panie, w imię nieba, w imię honoru żołnierza, pomnij na rycerskie obyczaje, oddal się. Bije północ, a o tej godzinie czekają na mnie.

— Pani — powiedział młodzieniec z ukłonem — nie potrafię odmówić, gdy tak prosisz; ciesz się, odchodzę.

— Ale nie będzie pan szedł za mną, nie będzie pan mnie śledził?

— Wracam natychmiast do domu.

— Wiedziałam, że jest pan dzielnym młodzieńcem — zawołała pani Bonacieux wyciągając do niego rękę, a drugą sięgając do kołatki umieszczonej przy furtce w murze.

D’Artagnan ujął podaną dłoń i ucałował ją gorąco.

— Ach, wolałbym wcale pani nie znać! — zawołał z tą naiwną brutalnością, która często milsza jest kobietom od uprzejmych słówek, odsłania bowiem głąb myśli i dowodzi, że uczucie bierze górę nad rozsądkiem.

— Cóż — podjęła pani Bonacieux głosem niemal pieszczotliwym, ściskając rękę d’Artagnana, który nie wypuścił jej dłoni — przecie jeszcze nic straconego. Kto wie, czy kiedyś, jeśli będę wolna od tajemnicy, nie zaspokoję pańskiej ciekawości.

— Czy ta obietnica dotyczy mojej miłości? — zawołał d’Artagnan pijany radością.

— Nie mogę nic przyrzekać, to zależy od uczuć, jakie zdoła pan we mnie wzbudzić.

— A więc dziś jeszcze, pani...

— Dziś czuję jedynie wdzięczność.

— Nazbyt jest pani czarująca — rzekł d’Artagnan ze smutkiem — i zwodzisz mnie tylko.

— Nie, korzystam jedynie z pańskiej wielkoduszności. Ale wierzaj, potrafię twe postępowanie ocenić.

— Czynisz mnie pani najszczęśliwszym z ludzi! Nie zapomnij tego wieczoru, nie zapomnij tej obietnicy.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)