Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 167
Перейти на страницу:

“A gdybym zaofiarował jej swe usługi? — pomyślał. — Z postawy widać, że jest młoda, może jest też ładna. O, tak! Ale kobieta, która śpieszy ulicą o tej porze, może się udawać tylko do kochanka. Do licha! Gdybym przeszkodził spotkaniu, nie byłby to dobry sposób zawarcia znajomości”.

Tymczasem młoda kobieta wciąż szła naprzód licząc domy i okna. Nie było to zresztą trudne i nie zajmowało wiele czasu. W tej części ulicy znajdowały się zaledwie trzy domy i tylko dwa okna na nią wychodziły: okno pawilonu umieszczonego równolegle do tego, w którym mieszkał Aramis, i okno Aramisa.

— U kaduka! — rzekł d’Artagnan, który przypomniał sobie siostrzenicę teologa. — U kaduka! Byłoby zabawne, gdyby ta zapóźniona gołąbka szukała domu naszego przyjaciela. Ho, ho, na honor, bardzo mi na to wygląda. No, mój drogi Aramisie, tym razem chcę wiedzieć dokładnie, o co chodzi.

I d’Artagnan, skuliwszy się jak mógł najbardziej, ukrył się w najciemniejszym zakątku ulicy obok kamiennej ławki umieszczonej we wnęce.

Młoda kobieta szła dalej naprzód. Prócz lekkości kroku zdradził ją kaszeclass="underline" głos miała świeży i młody. D’Artagnan pomyślał, że ten kaszel jest sygnałem.

Tymczasem kobieta zbliżyła się do okiennicy Aramisa bez wahania — czy to dlatego, że odpowiedziano na ten sygnał innym sygnałem, który rozproszył niepewność nocnego gościa, czy dlatego, że sama stwierdziła, iż jest u celu — i zapukała trzy razy w równych odstępach czasu.

— Do Aramisa — szepnął d’Artagnan. — Ach, mości hipokryto! Więc to tak wygląda twoja teologia!

Zaledwie przebrzmiało pukanie, gdy ktoś otworzył okno i przez szpary w okiennicy zabłysło światło.

— Ho, ho! — rzekł d’Artagnan. — Ho, ho, więc spodziewano się wizyty! Zaraz okiennica się otworzy i dama wejdzie przez okno. Wybornie!

Ale ku wielkiemu zdziwieniu d’Artagnana okiennica pozostała zamknięta. Co więcej, światło, które migotało przez chwilę, znikło i znowu zapanowały ciemności.

D’Artagnan pomyślał, że nie potrwa to długo, wytężył wzrok i nastawił ucha. Miał rację: po kilku sekundach dwa krótkie uderzenia rozległy się wewnątrz.

Młoda kobieta na ulicy odpowiedziała jednym uderzeniem i okiennica się otworzyła.

Można sobie wyobrazić, z jaką wielką ciekawością patrzył i słuchał d’Artagnan.

Niestety, światło przeniesiono do innego pokoju, ale oczy młodzieńca przyzwyczaiły się do ciemności. Zresztą, jak powiadają, Gaskończyk widzi w nocy niczym kot.

D’Artagnan ujrzał więc, jak młoda kobieta wyjmuje z kieszeni biały przedmiot. Była to chusteczka. Rozwinąwszy chusteczkę wskazała na jej róg swemu rozmówcy.

To przypomniało d’Artagnanowi znalezioną u stóp pani Bonacieux chustkę, która wydała mu się podobna do chustki upuszczonej przez Aramisa.

Co, u diabła, miała oznaczać ta chustka?

Ze swego miejsca d’Artagnan nie mógł widzieć twarzy Aramisa — młodzieniec nie wątpił bowiem ani przez chwilę, że to jego przyjaciel rozmawia z damą pod oknem — ciekawość wzięła jednak górę nad ostrożnością i korzystając z tego, że para była całkowicie zajęta chusteczką, opuścił swą kryjówkę i bezszelestnie, szybki niczym błyskawica, przypadł do węgła muru, skąd mógł doskonale widzieć wnętrze mieszkania Aramisa.

Ale tu d’Artagnan omal nie krzyknął ze zdumienia: z nocnym gościem nie rozmawiał Aramis, lecz kobieta. D’Artagnan widział dość dobrze, by dostrzec jej strój, ale nie dość dobrze, by rozpoznać rysy.

W tej samej chwili kobieta znajdująca się wewnątrz wyciągnęła inną chustkę z kieszeni i wymieniła na tę, którą jej pokazano. Obie rozmawiały przez krótką chwilę, wreszcie okiennicę zamknięto. Kobieta znajdująca się na ulicy zawróciła i przeszła w odległości kilku kroków od d’Artagnana, nasuwając kaptur płaszcza; ale uczyniła to zbyt późno, d’Artagnan rozpoznał bowiem panią Bonacieux.

Pani Bonacieux! Podejrzenie, że to właśnie ona, zaświtało już w umyśle młodzieńca, kiedy wyciągnęła chusteczkę z kieszeni; czy mógł jednak przypuszczać, że pani Bonacieux, która posłała go po pana de La Porte, by udać się w jego towarzystwie do Luwru, przebiega ulice Paryża o wpół do dwunastej w nocy, ryzykując, że zostanie porwana po raz wtóry?

Wynikało stąd, że sprawa jest wielkiej wagi. A jakaż może być sprawa wielkiej wagi dla kobiety dwudziestopięcioletniej? Miłość.

Ale czy we własnym interesie, czy dla kogo innego wystawia się na tak wielkie niebezpieczeństwo? Takie pytanie zadawał sobie młodzieniec, kąsany w serce przez demona zazdrości, jak gdyby był już naprawdę kochankiem pięknej kramarki.

Był zresztą prosty sposób stwierdzenia, dokąd udaje się pani Bonacieux: iść za nią. D’Artagnan wiedziony instynktem zastosował go bez namysłu.

Na widok młodego człowieka, który wyskoczył zza muru niczym posąg z niszy, i na odgłos kroków, pani Bonacieux krzyknęła i rzuciła się do ucieczki.

D’Artagnan pobiegł za nią. Dopędzić kobietę, której przeszkadzał płaszcz, nie było dla niego rzeczą trudną. Po chwili znalazł się przy niej. Nieszczęsna niewiasta była u kresu sił nie tyle że zmęczenia, ile ze strachu, i kiedy d’Artagnan położył rękę na jej ramieniu, uklękła wołając zduszonym głosem:

— Możesz mnie pan zabić, jeśli chcesz, ale nic się nie dowiesz!

D’Artagnan podniósł ją obejmując ramieniem; ponieważ widać było, że jest bliska zemdlenia, pośpiesznie zapewnił ją o swoim oddaniu. Te słowa nie znaczyły nic dla pani Bonacieux, można je bowiem wygłaszać mając najgorsze zamiary, ale głos rozstrzygnął o wszystkim. Młodej kobiecie wydało się, że poznaję dźwięk tego głosu. Otworzyła oczy, spojrzała na człowieka, który ją tak bardzo przestraszył, i poznając d’Artagnana wydała okrzyk radości.

— Och, to pan, pan! — zawołała. — Dzięki ci, Boże!

— Tak, to ja — rzekł d’Artagnan. — Bóg mnie posłał, bym czuwał nad panią.

— Czy to w tej intencji idziesz pan za mną? — zapytała z zalotnym uśmiechem młoda kobieta.

Wrodzona skłonność do drwin brała w niej teraz górę. Cały jej strach znikł z chwilą, gdy rozpoznała przyjaciela w człowieku, którego wzięła za wroga.

— Nie — rzekł d’Artagnan — nie, przyznaję, to przypadek skierował mnie tutaj. Zobaczyłem, że kobieta puka do okna jednego z mych przyjaciół...

— Jednego z pańskich przyjaciół? — przerwała pani Bonacieux.

— Oczywiście, Aramis jest moim przyjacielem.

— Aramis! Któż to jest?

— Jak to, powiesz mi pani, że nie znasz Aramisa?

— Słyszę to imię po raz pierwszy w życiu.

— I po raz pierwszy była pani w tym domu?

— Tak.

— Nie wiedziała pani, że mieszka tam młody człowiek?

— Nie.

— Muszkieter?

— Skąd znowu!

— Więc nie przyszłaś pani po to, by się z nim zobaczyć?

— Bynajmniej. Zresztą widział pan przecie, że osoba, z którą rozmawiałam, to kobieta.

— To prawdą, ale ta kobieta jest przyjaciółką Aramisa.

— Nic mi o tym nie wiadomo.

— Mieszka przecie u niego.

— To mnie nie obchodzi.

— Ależ któż to taki?

— O, to nie jest moja tajemnica.

— Droga pani Bonacieux, jest pani uroczą, ale zarazem najbardziej tajemniczą z kobiet...

— Czy mi z tym nie do twarzy?

— Nie, przeciwnie, jest pani czarująca.

— Jeśli tak, proszę mi podać ramię.

— Z przyjemnością. I co teraz?

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)