Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 167
Перейти на страницу:

Wieczorem, w dzień po aresztowaniu biednego Bonacieux, kiedy Atos opuścił d’Artagnana, by udać się do pana de Tréville (wybiła dziewiąta i Planchet, który nie posłał jeszcze łóżka, zabierał się do tej pracy) rozległo się stukanie do bramy: ktoś wpadł w pułapkę.

D’Artagnan rzucił się ku Otworowi w podłodze, położył się na brzuchu i nastawił uszu.

Wkrótce rozległy się krzyki, potem jęki, które starano się stłumić. O przesłuchaniu nie było mowy.

— Tam do licha — rzekł do siebie d’Artagnan — zdaje się, że to kobieta. Rewidują ją, ona się opiera, zadają jej gwałt, nędznicy!

I d’Artagnan, choć tak ostrożny, musiał się mocno trzymać w garści, by nie wmieszać się do sceny, rozgrywającej się na dole.

— Ale powiadam wam przecie, że jestem panią tego domu, że jestem pani Bonacieux, że należę do dworu królowej! — wołała nieszczęsna kobieta.

— Pani Bonacieux — mruknął d’Artagnan. — Czy byłbym tak szczęśliwy, by znaleźć tę, której wszyscy szukają?

— Właśnie na panią czekamy — odparli tamci.

Głos stawał się coraz bardziej stłumiony; od gwałtownego szamotania się zadrżały boazerie. Ofiara stawiała opór, o ile kobieta może się opierać czterem mężczyznom.

— Łaski, panowie, łas... — wyszeptała. Potem było już tylko słychać nieartykułowane dźwięki.

— Kneblują jej usta, chcą ją uprowadzić — zawołał d’Artagnan zrywając się na równe nogi. — Moja szpada! Aha, mam ją przy boku. Planchet!

— Słucham pana.

— Biegnij do Atosa, Portosa i Aramisa. Któryś z nich będzie z pewnością w domu, a może nawet wszyscy. Niech wezmą broń i śpieszą tutaj. Ach, przypominam sobie, Atos jest u pana de Tréville.

— Ale dokąd pan idzie?

— Wychodzę przez okno — zawołał d’Artagnan — by zyskać na czasie; ty zaś połóż z powrotem deski, zamieć podłogę, wyjdź przez drzwi i biegnij tam, gdzie ci kazałem.

— Och, panie, panie, pan się zabije — zawołał Planchet.

— Milcz, głupcze — rzekł d’Artagnan. I chwyciwszy się ręką za futrynę okna skoczył z pierwszego piętra, które szczęściem nie było zbyt wysokie, nie poniósł więc żadnego uszczerbku.

Potem zapukał do drzwi, mrucząc:

— Teraz ja z kolei wpadnę do pułapki, ale biada kotom, które natrafią na taką mysz.

Zaledwie rozległo się uderzenie kołatki, tumult ustał, dały się słyszeć kroki, bramę otwarto i d’Artagnan z obnażoną szpadą w dłoni skoczył do mieszkania imć pana Bonacieux; drzwi, zapewne zaopatrzone w sprężynę, zamknęły się same.

Wówczas ci, którzy mieszkali jeszcze w nieszczęsnym domu państwa Bonacieux, i najbliżsi sąsiedzi, usłyszeli krzyki, bieganinę, szczęk szpad i przeciągły łoskot padających mebli. W chwilę potem ludzie, którzy zaalarmowani hałasem rzucili się do okien, by dowiedzieć się jego przyczyny, mogli ujrzeć, jak drzwi się otwierają i czterej czarno ubrani mężczyźni nie tyle wychodzą, ile wylatują niczym spłoszone kruki, pozostawiając na ziemi i rogach stołów pióra ze swych skrzydeł, to znaczy strzępy ubrań i resztki płaszczy.

D’Artagnan odniósł zwycięstwo bez wielkiego trudu, trzeba to wyznać, ponieważ jeden tylko ze strażników był uzbrojony, a i ten bronił się tylko dla zachowania pozoru. Co prawda trzej inni starali się ugodzić młodzieńca ciskając krzesłami, taboretami i garnkami, ale dwa czy trzy zadraśnięcia zadane szpadą Gaskończyka przeraziły ich do reszty. W ciągu dziesięciu minut ponieśli klęskę i d’Artagnan został panem na placu boju.

Sąsiedzi otworzyli okna z tym szczególnym spokojem, który cechował mieszkańców Paryża w owych czasach rozruchów i nieustannych bójek, zamknęli je jednak natychmiast, gdy tylko ujrzeli ucieczkę czterech czarno odzianych mężczyzn; instynkt mówił im, że na razie wszystko jest skończone.

Zresztą było już za późno, a wówczas, tak samo jak dziś, w dzielnicy luksemburskiej wcześnie kładziono się spać.

D’Artagnan zostawszy sam z panią Bonacieux odwrócił się w jej stronę; biedaczka leżała na fotelu na wpół zemdlona. D’Artagnan ogarnął ją szybkim spojrzeniem.

Była to urocza kobieta wyglądająca na lat dwadzieścia pięć lub dwadzieścia sześć, brunetka o niebieskich oczach, nosku nieco zadartym, olśniewających zębach i białej cerze o odcieniu różu i opalu. Na tym jednak kończyły się cechy, dzięki którym mogłaby ujść za wielką damę. Ręce miała białe, ale o niezbyt wytwornym kształcie; jej stopy nie zdradzały arystokratycznego pochodzenia. Na szczęście d’Artagnanowi było jeszcze daleko do tego, by zajmować się takimi szczegółami.

Podczas gdy d’Artagnan patrzył na panią Bonacieux i, jak powiedzieliśmy, przyglądał się właśnie jej stopom, ujrzał na podłodze batystową chusteczkę; podniósł ją swym zwyczajem i w rogu rozpoznał ten sam herb, jaki widział na chustce, dzięki której omal nie doszło do śmiertelnego starcia z Aramisem. Od tego czasu d’Artagnan nie ufał chusteczkom zdobnym w herby, włożył ją zatem bez słowa do kieszeni pani Bonacieux.

W tej samej chwili pani Bonacieux odzyskała przytomność. Otworzyła oczy, rozejrzała się z przestrachem wokół, ale zauważyła, że mieszkanie jest puste, a ona sama ze swym wybawcą, Z uśmiechem wyciągnęła ręce do d’Artagnana. Pani Bonacieux uśmiechnęła się najwdzięczniej w świecie.

— Ach, panie — powiedziała — uratowałeś mnie, pozwól, że ci podziękuję.

— Pani — rzekł d’Artagnan — uczyniłem to tylko, co każdy szlachcic uczyniłby na moim miejscu, i nie zasłużyłem na podziękowanie.

— Jakkolwiek jest, przekonasz się pan, że nie jestem niewdzięczna. Ale czego chcieli ode mnie ci ludzie, których w pierwszej chwili wzięłam za złodziei, i dlaczego nie ma tu mego męża?

— Pani, ci ludzie są bardziej niebezpieczni niż złodzieje, są to bowiem agenci pana kardynała; twego męża zaś nie ma tu, ponieważ wczoraj zabrano go do Bastylii.

— Mój mąż w Bastylii — zawołała pani Bonacieux — och, mój Boże! Cóż takiego uczynił! Kochany biedak! On, wcielenie niewinności!

I coś na kształt uśmiechu przemknęło po wciąż jeszcze przerażonej twarzy młodej kobiety.

— Co uczynił? — powiedział d’Artagnan. — Myślę, że popełnił tę tylko zbrodnię, że ma szczęście, a zarazem nieszczęście być mężem pani.

— Ależ, panie, wiesz przecie...

— Wiem, że panią uprowadzono.

— Któż mnie uprowadził? O, jeśli wiesz, powiedz mi!

— Uprowadził panią człowiek liczący sobie lat czterdzieści lub czterdzieści pięć, o czarnych włosach, ogorzałej twarzy, z blizną na lewej skroni.

— Tak jest, tak właśnie, ale jak się nazywa?

— Jak się nazywa? Tego właśnie nie wiem.

— Czy mój mąż wiedział, że mnie uprowadzono?

— Został powiadomiony listem, który napisał do niego ów człowiek.

— Czy domyśla się, co było przyczyną porwania? — rzekła pani Bonacieux z zakłopotaniem.

— Zdaje się, że dopatruje się w tym polityki.

— Powątpiewałam w to zrazu, ale teraz jestem jego zdania. Więc ten kochany Bonacieux nie podejrzewał mnie ani przez chwilę...

— Ach, pani, nic podobnego, zbyt szczyci się swym rozumem, a nade wszystko twą miłością,

Niedostrzegalny niemal uśmiech po raz wtóry zjawił się na różanych ustach pięknej kobiety.

— Ale jak pani uciekła?

— Skorzystałam z chwili, kiedy mnie zostawiono samą, a ponieważ wiedziałam już tego ranka, co mam myśleć o porwaniu, zsunęłam się z okna po prześcieradłach; sądząc, że mój mąż jest tutaj, przybiegłam do domu.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)