Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-083-3
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:
I jak zwykle zakończył przeraźliwym, bezdźwięcznym chichotem.
Często przychodzę do konserwatora, gdzie najlepiej mi się myśli. Pamiętam, iak po raz pierwszy zostałem sam na sam z wrogiem zatopionym jak mucha w bursztynie w skoncentrowanym polu siłowym. Nie potrafiłbym wytłumaczyć, dlaczego musiałem usiąść naprzeciw Oana i rozmawiać z nim na głos, zwierzać mu się ze swej nienawiści i determinacji, powtarzać, że nas nie można zawrócić z obranej drogi, że człowiek nigdy się nie cofnie, jeśli jest przekonany o swojej słuszności.
— A więc zginąłeś, Oanie — mówiłem. — Wreszcie zginąłeś, podły zdrajco! W starożytnej księdze ludzi jest powiedziane: każdy z nas pełni wolę tego, który go posłał. Ty spełniałeś wolę swoich okrutnych panów, a może jesteś jednym z nich przebranym za kogoś innego. Nie, byłeś! Teraz jesteś tylko zmaterializowaną pamięcią o ukaranym zdrajcy!… My też spełniamy wolę tych, którzy nas posłali — ciągnąłem głosem przerywanym ze wzruszenia. — My, to znaczy ludzie i gwiezdni przyjaciele ludzi. A posłano nas do waszych Ginących Światów, abyśmy dowiedzieli się, jak żyją tu istoty rozumne, aby im dopomóc, jeśli potrzebują pomocy, uczynić ich swoimi przyjaciółmi i czegoś się od nich nauczyć, jeśli wiedzą coś, czego my jeszcze nie wiemy. Ty tego nie potrafisz zrozumieć, bo nie wiesz co to miłość żywego do żywego, bo jesteś cały nienawiścią i pogardą. Ale nienawiść zasługuje jedynie na nienawiść. Trwaj więc wiecznie zasklepiony w swojej nienawiści i pogardzie! Teraz nie jesteś już dla nas groźny…
Uspokojony nieco tą dziwną rozmową z martwym wrogiem poszedłem na stanowisko dowodzenia, gdzie Oleg z Osimą i Olgą, pozostawiwszy statek pod nadzorem automatów, opracowywali plan ratunku dla resztek eskadry.
— Eli — powiedział Oleg — „Strzelec” nie nadaje się nawet na transportowiec. Olga uważa, że trzeba jego załogę przenieść na „Węża” i „Koziorożca”, zdemontować ważniejsze urządzenia, przeładować zapasy, a sam statek anihilować.
— I spowodować nowy atak Ramirów! — zaprotestowałem. — Może zapomniałeś, że okrutni władcy Ginących Światów nie znoszą anihilacji mas materialnych?
— Wobec tego wysadźmy „Strzełca” za pomocą materiałów wybuchowych. Ramirowie nie reagują na eksplozje konwencjonalne, nawet sami je wywołują, o czym najlepiej świadczy zagłada naszych statków. A teraz sprawa najważniejsza i najpilniejsza, Eli. Trzeba uruchomić MUK. Zajmij się tym z Ellonem.
— Ellon zamierza zmienić bieg czasu w procesach laboratoryjnych, żeby rozszyfrować istotę zjawiska, które Oan nazwał rakiem czasu.
— Admirale! — wybuchnął nagle Osima. — Nie pora teraz na zajmowanie się głupstwami! Eskadra znalazła się w niebezpieczeństwie i pan, jako kierownik naukowy wyprawy, ma obowiązek to niebezpieczeństwo od niej odsunąć. Musi pan opracować plan ratunku, który my niezwłocznie zrealizujemy. Nie poznaję pana, admirale! Dawniej działał pan o wiele szybciej i skuteczniej!
Spuściłem głowę. Nie tylko ja się zmieniłem, ale w niczym mnie to nie usprawiedliwiało. Oleg milczał, ale tym milczeniem również mnie potępiał.
— Macie rację, przyjaciele — powiedziałem. Najpilniejszym zadaniem jest przywrócenie sterowności statków. Zajmijcie się ewakuacją „Strzelca”, a ja w tym czasie postaram się coś zrobić z mózgami pokładowymi.
Prosto ze stanowiska dowodzenia poszedłem do Włóczęgi, który leżał płasko rozpostarty na podłodze. Na jego grzbiecie Trub z Gigiem zapamiętałe grali w durnia. Tej gry nauczył ich Lusin, który i mnie usiłował zarazić pasją do kart, ja jednak nie potrafiłem opanować prostych w gruncie rzeczy zasad gry. Anioł z niewidzialnym grali o prztyczki. Kiedyś zdarzyło mi się obejrzeć finał ich gry. Gig przegrał i zainkasował taki cios skrzydłem, że wyłeciał pod sufit jak z procy, spadł na podłogę i o mało nie połamał sobie wszystkich kości. Prztyczki Giga były słabsze, ale niewidzialny częściej wygrywał, więc Anioł też miał za swoje. Gig wyjaśnił mi z dumą, że niewidzialnym musi się szczęścić w grze, bo gra to przecież walka, a czyż istnieją lepsi żołnierze niż on i jego pobratymcy?
— Eli, siadaj z nami — zaproponował Trub, rozczesując pazurami bokobrody. — We trójkę też można grać.
— Nie chcę być durniem, nawet w grze — odparłem.
— Jeśli nie lubisz durnia, możemy zagrać w pokera. Ta gra powinna ci się spodobać! — wykrzyknął Gig. Blef to taki znakomity manewr bojowy!
Ale poker też mnie nie skusił.
— Przyjaciele — powiedziałem — muszę porozmawiać z Włóczęgą w cztery oczy.
Trub bez cienia urazy machnął skrzydłami i poleciat do wyjścia, ale Gig poczuł się trochę urażony, mrugnąłem więc do niego porozumiewawczo. Poweselał i przestał się dąsać.
— Włóczęgo, jak się dzisiaj czujesz? — zapytałem, gdy zostaliśmy sam na sam.
— Jak się czuję? — wychrypiał, łypiąc na mnie z ironią swoim bursztynowym okiem. — Nienajlepiej. Teraz to ciało jest dla mnie zbyt wielkie. Przytłacza mnie.
— A może zrobić te ciało nieważkim? Będziesz mógł wówczas swobodnie unosić się w powietrzu. Dziwne, że do tej pory o tym nie pomyśleliśmy…
— I bardzo dobrze, żeśmy nie pomyśleli. Zwrócisz mi młodość?
— Niestety, tego nie potrafię.
— A po co mi nieważkość bez młodości? Czy latający starzec jest w czymkolwiek lepszy od pełzającego? Ja nie lubię się oszukiwać, chociaż tęsknię do działania, do ruchu. Ruch przez całe życie był moim największym marzeniem.
— Nawet wówczas, kiedy zostałeś smokiem?
— Nie, wtedy byłem prawdziwie szczęśliwy, bo miałem posłuszne mi ciało. Moje cielesne życie było krótkie, ale nie oddałbym za nie nieśmiertelnej wieczności w swym poprzednim kształcie. Dziękuję ci, Eli, że podarowałeś mi tę radość.
— Mówisz tak, jakbyś się już żegnał. Niepotrzebnie. Do końca ci jeszcze daleko.
— Mylisz się, mój koniec jest już bardzo bliski. Chciałbym tylko przed śmiercią przekonać się, że nic wam nie grozi, że wyrwaliście się z pułapki.
— Możesz nam w tym pomóc — powiedziałem. — Nie rozumiem! W jaki sposób?
— Posłuchaj, Włóczęgo. Oglądałeś zapis przesłuchania Oana? Szpieg przyznał się, że Ramirowie przeprowadzają eksperymenty z czasem. A zatem istnieje coś, czego i oni nie potrafią! Ellon, który wpadł na interesujący pomysł transformacji czasu, nazwał ich nieukami.
— Ellon to chwalipięta.
— Istotnie, zbyt skromny to on nie jest, ale ważne jest co innego: z Ramirami można walczyć. Rzuciliśmy się do boju nieprzygotowani i drogo za to zapłaciliśmy. Nie cofniemy się jednak, bo nie możemy się wycofać: nasze statki są praktycznie unieruchomione…
— Wola twoja, Eli…
— Pomóż nam! Przypomnij sobie jak twojej woli podporządkowywały się gwiazdy i planety. Ożyw nasze gwiazdołoty!
— Mam ożywić statki? Ja, schorowany smok?…
— Właśnie ty, bo nikt inny tego nie potrafi. Nie ty się zestarzałeś, tylko twoje ciało. Twój potężny intelekt jest nadal sprawny, zastąp więc nasz MUK, podporządkuj sobie analizatory i mechanizmy wykonawcze!
— Zapomniałeś o moim strupieszałym cielsku, Eli… — Wyzwolimy cię z niego. Przywrócimy ci poprzednią postać. Wiem, że nienawidziłeś tamtego bytowania, ale wtedy było ono życiem niewolnego nadzorcy więziennego. Ja natomiast proponuję ci rolę wyzwoliciela, zbawcy przyjaciół, którzy tak cię kochają i tak potrzebują twojej pomocy.
— Tylko Lusin mógłby to zrobić, a Lusin nie żyje, Eli.
— Zrobi to Ellon. Demiurgowie kiedyś wypreparowali twój młody mózg z ciała Galakta, więc i dziś potrafią powtórzyć tę operację.