Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 130
Перейти на страницу:

Varatesh pośpiesznie wrócił do swoich towarzyszy, starając się iść tylko pod wiatr. Razem już, wycofali się jeszcze dalej, nie ryzykując bez potrzeby — jak ich ostrzeżono, te czary nie rozróżniały wrogów i przyjaciół.

— Ile musimy czekać? — zapytał ktoś.

— Czarownik powiedział, że jedną dwunastą część nocy. Do tego czasu dym powinien się rozproszyć. — Varatesh popatrzył na zachód, obserwując niebo. — Kiedy gwiazda na lewej nodze Owcy zajdzie za horyzont, ruszamy. Na razie musimy jeszcze uważać; jeśli wystawili warty wystarczająco daleko, zaklęcie może ich nie dosięgnąć.

Czekali więc, obserwując jak ta najważniejsza teraz dla nich gwiazda pełznie po ciemnogranatowej kopule nieba, zbliżając się powoli do krawędzi ziemi. Nie dobiegł ich żaden okrzyk z leżącego przed nimi obozu. Varatesh nabierał otuchy — wszystko przebiegało tak, jak przewidział to Avshar.

Biała plamka na horyzoncie mrugnęła kilka razy i zniknęła. Nomadzi podnieśli się ze swych siedzisk i ruszyli w kierunku obozu, trzymając wyciągnięte szable w pogotowiu.

— Bolą mnie nogi — narzekał jeden z nich, czując się nie lepiej od swego dowódcy, gdy musiał iść pieszo.

— Zamknij się — warknął Varatesh, wciąż ostrożny. Banita popatrzył na niego złym wzrokiem. Młody wódz pożałował swych ostrych słów w momencie, gdy zamknął usta — bolało go, że tak traktował swoich ludzi. W swoim własnym klanie — pomyślał — wystarczyłoby potrząsnąć głową, by został zrozumiany. Ale teraz nie był już ze swoim klanem i nigdy nie będzie, chyba że przybyłby tam jako zdobywca. Ci idioci, z którymi zmuszony był przebywać, nie przykładali żadnej wagi do dobrych manier. Często nawet przekleństwa nie odnosiły skutku i tylko pięść albo ostrze miecza potrafiły zmusić ich do posłuszeństwa.

— Spójrz! — powiedział nomada, wskazując na leżące obok, nienaturalnie skulone ciało uśpionego strażnika. Varatesh uśmiechnął się widząc, że czary działają tak jak powinny. Nie dlatego, że wątpił w Avshara, ale rozsądny człowiek nigdy nie ryzykuje, jeśli nie musi. Życie banity, a nawet życie wodza banitów, samo w sobie było wystarczająco ryzykowne.

Wojownicy weszli krąg światła otaczający płonące ognisko. Prawie jednocześnie krzyknęli ze zdumienia na widok powalonych na ziemię, nieruchomych koni. Ich boki powoli podnosiły się i opadały w głębokim śnie — bez wątpienia pozostawały w mocnym uścisku zaklęcia Avshara. Vara-tesh roześmiał się nerwowo. Nie przyszło mu wcześniej do głowy, że czary będą działały tak samo na zwierzęta jak i na ludzi.

Dwunastu nieprzytomnych mężczyzn leżało wokół ogniska. Z przezornością drapieżnego zwierzęcia Varatesh sprawdził siodła ich koni. Zmarszczył brwi. Wyglądało na to, że było piętnastu jeźdźców. Licząc wartownika, którego już widzieli, zostawało jeszcze dwóch ludzi. Wszedł z powrotem w ciemność. Jeżeli wartownicy rozstawieni byli na rogach trójkąta z ogniskiem w środku, co było dobrym, rozsądnym planem, łatwo będzie znaleźć dwóch brakujących — chyba że zaklęcie Avshara jakoś ich ominęło. Gdyby tak było — pomyślał — dosięgłyby ich już strzały nadlatujące z ciemności.

Dwaj strażnicy byli prawie dokładnie tam, gdzie się ich spodziewał znaleźć. Mimo to kropla potu spłynęła mu po czole. Niewiele brakowało, a wszystko zakończyłoby się fiaskiem — z dziwacznej pozycji, w jakiej leżał uśpiony mężczyzna wynikało, że szedł właśnie do obozu, gdy opadł go sen. Być może pomyślał, że jest chory, i jak dobry żołnierz chciał prosić o zmianę. Na szczęście, była to akurat najgorsza rzecz, jaką mógł zrobić. Wszedł prosto w zasięg czaru, zamiast się od niego oddalić.

Gdy Varatesh powrócił do ogniska, jeden z jego ludzi pochylał się właśnie nad śpiącym — szczupłym facetem z zaczątkami siwej brody na twarzy. Mocny kopniak, wymierzony przez wodza, wytrącił banicie szablę z ręki, zanim ten zdążył poderżnąć gardło bezbronnemu.

Nomada wrzasnął. Schował skaleczoną, prawą dłoń do lewej.

— Coś ci się w głowie popieprzyło — warknął wściekły, że nie zdążył dokończyć. — Czemu psujesz mi zabawę?

Pozostali trzej banici, którzy zamierzali właśnie przyłączyć, się do niego, stali za jego plecami.

— Jesteś gnojem, Denizli i wy tam tak samo! — Varatesh nie skrywał swojego obrzydzenia. — Zarzynanie bezbronnych to babska robota; pasuje do was. Jeśli tak bardzo to lubicie, to proszę!

Trzymając ręce z dala od miecza i sztyletu, odwrócił się do nich plecami.

Mogli skoczyć na niego, ale w tym momencie, jeden z teoretycznie głęboko uśpionych mężczyzn przy ognisku, usiadł prosto, nie dalej niż sześć stóp od Varatesha i zaspanym videssa-ńskim z silnym akcentem, zażądał:

— Zamkniecie do cholery te swoje jadaczki i dacie sic wyspać zmęczonemu człowiekowi, czy nie?

Dłoń trzymał na rękojeści miecza, dokładnie tak samo jak wtedy, gdy szedł spać — nie odwrócił nawet twarzy w ich kierunku, sądząc zapewne, że są członkami jego eskorty, kłócącymi się między sobą. Nie był w ogóle zaniepokojony — co najwyżej lekko rozzłoszczony.

Niedoszli buntownicy zastygli, zaskoczeni — myśleli, że członkowie poselstwa byli w tej chwili równie otępiali i niewrażliwi jak kloce drewna. Ale Varatesh był bystrzejszy od swoich ludzi i więcej od nich wiedział. Jeżeli ofiara Avshara nosiła miecz, który odporny był na czary maga, dlaczego nie miałby zneutralizować i tego zaklęcia? Rozumując w ten sposób, Varatesh zaopatrzył się w grubą pałkę. Wyciągnął j ą teraz, podszedł dwa kroki do przodu i uderzył nim na wpół śpiącego mężczyznę dokładnie za prawym uchem. Ten z cichym jękiem osunął się na ziemię, teraz równie nieprzytomny jak jego towarzysze.

Khamorthcki wódz obrócił się na pięcie, gotów teraz stawić czoło swoim ludziom. Ich niepewna postawa i zmieszanie na twarzach powiedziały mu, że znowu byli jego. Jakby nic się nie stało, rozkazał:

— No, odwróćcie tego faceta. Zobaczymy, co my tu mamy — wykonali polecenie bez wahania. Do tego momentu wszystko szło zgodnie z przewidywaniami Avshara, ale gdy Varatesh przyjrzał się dobrze mężczyźnie, którego przed chwilą ogłuszył, poczuł się nagle prawie tak samo bezradny jak jego kompani, kiedy gość usiadł i zaczął do nich mówić.

Opis, który podał mu Avshar, był bardzo szczegółowy — nienawiść nie pozwalała mu niczego zapomnieć. Miał to być duży mężczyzna, blondyn, dokładnie ogolony, ale generalnie w videssa-ńskim typie. Człowiek leżący u stóp Varatesha był co prawda wielki, ale tu podobieństwo do opisu czarodzieja się kończyło. Miał ostre, twarde rysy twarzy i wysokie, wystające kości policzkowe; to prawda; golił brodę i policzki, ale wielkie, sumiaste wąsiska sięgały mu prawie do ramion. I chociaż jego włosy były dosyć jasne, był to raczej kolor ognia niż złota.

Banita podrapał się po brodzie, zastanawiając się nad tym. Miał przecież jeszcze jeden sposób — wyciągnął kryształ Avshara i przytrzymał go blisko nieprzytomnego mężczyzny. Choć czekał i czekał, żaden kolor nie zabarwił wnętrza kuli — mógłby to być teraz bezwartościowy kawałek szkła. Czary były tu całkowicie neutralizowane. Teraz już pewny swego, powiedział:

— To ten, którego szukamy. Denizli, idź po Kubada i konie.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)