Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 130
Перейти на страницу:

Obrócił się na lewej pięcie i pchnął mieczem, mierząc w okrytą skórzanym butem nogę przeciwnika. Wiedziony instynktem doświadczonego żołnierza, Namdalajczyk szybko cofnął nogę, ale jeźdźcowi to mogło nie wystarczyć. Ostrze zanurzyło się w brzuchu wierzchowca. Rozszerzyły się z bólu oczy zwierzęcia, bólu którego nie potrafiło zrozumieć a nieszczęsny koń zacharczał i runął na ziemię, przygniatając wyspiarza, który nie zdążył uwolnić nóg ze strzemion. Jego krzyk zamarł, gdy znalazł się pod kopytami innego konia.

Ktoś uderzył trybuna po ramieniu — Senpat Sviodo z naganą machał mu palcem przed nosem.

— To było nie fair — powiedział Vaspurakaner.

— Cholernie mi przykro — warknął Marek, zupełnie niczym Gajusz Filipus. Senpat ściągnął twarz w wyrazie dezaprobaty.

— Rzymianie to bardzo poważni ludzie — oznajmił i mrugnął do trybuna.

— A niech cię wrony rozdziobią — roześmiał się Skaurus. Przynajmniej jedno zmartwienie z głowy — pomyślał — bo grupa uchodźców z Vaspurakan Gagika Bagratouni walczyła równie zaciekle jak żołnierze Skaurusa. Barczysty nakharar ściągnął właśnie z siodła Namdalajczyka, którym zajęli się już jego ludzie. Mesrop Anhonghin poradził sobie z następnym — rzymskie pchnięcie, którego nauczył się od legionistów, pozwalało mu maksymalnie wykorzystać długie ręce.

— Kiepski generał z tego Draxa — wrzasnął do ucha Marka Senpat. — Powinien był się nauczyć już zeszłego roku, że jego rycerze nie mogą złamać naszych linii. No to teraz słono za to płacą.

Tak właśnie było. Kiedy już ich atak stracił cały impet, Namdalajczycy stali się łatwym łupem nie tylko dla legionistów, ale i dla Khatrishów, którzy zasypali ich strzałami i zaczęli rozciągać linię walki, by zajść wyspiarzy z flanki.

Jeśli jednak taktyczne umiejętności Draxa pozostawiały coś do życzenia, to wielki książę był inteligentnym, przewidującym strategiem. Nagłe zamieszanie wybuchło na prawym skrzydle wojsk imperialnych. Skaurus zerknął w tamtym kierunku; nic nie zobaczył — zbyt wiele koni i jeźdźców stało na przeszkodzie. Wykrzywił twarz, zirytowany — w większości bitew jego wzrost pozwalał mu ogarnąć spojrzeniem całe pole walki.

Wkrótce jednak wcale nie potrzebował tam patrzeć, by wiedzieć co się dzieje — rosnąca fala okrzyków z prawej strony mówiła sama za siebie.

— Namdalen! Namdalen! Namdalen! — Krzyk był coraz głośniejszy, o wiele głośniejszy niż ten wznoszony tylko przez ludzi Draxa. Wrzaski wściekłości i strachu rozlegały się w centrum sił Videssos — wyspiarscy najemnicy obrócili się przeciwko Imperium.

Nagła cisza zapanowała na lewym skrzydle — atak na legionistów został przerwany. Dowódca prawego skrzydła armii Draxa, Namdalajczyk z zadartym nosem, starszy zapewne niż wskazywałby na to jego wygląd, trzymał w górze zawieszoną na lancy tarczę. Nie była ona pomalowana na biało, ale Marek domyślił się, że ma to być oznaka poselstwa.

— Czego chcecie? — krzyknął do oficera.

— Przyłączcie się do nas! — odkrzyknął wyspiarz, z akcentem prawie tak silnym jak Utpranda — który na pewno już nie żył. — Po co umierać za nic? Niech żyje Namdalen, a ze starym Videssos — do piachu! Przyszłość należy do nas!

Legioniści odpowiedzieli mu przygniatającym rykiem oburzenia.

— Niech sobie pieprzone Namdalen żyje u siebie! Zaraz po Videssos weźmiecie się do nas, co?

To było celne uderzenie. Jeżeli Rzymianie dogadywali się czasem lepiej z ludźmi Księstwa niż z Videssańczykami, to głównie dlatego, że wyspiarze byli prostolinijni i uczciwi. Utprand, choć mrukliwy i bezwzględny, mógł uchodzić za ideał prawego człowieka, podczas gdy Drax przebijał nawet Videssańczyków w podwójnej grze. Szyderczy okrzyk Gajusza Filipusa mówił za wielu:

— Niby dlaczego mamy wam dać to, czego sami nie potraficie sobie wziąć? Czy wy w ogóle jesteście mężczyznami?

Twarz Namdalajczyka powoli czerwieniała ze złości. Zniżył zawieszoną na tarczy lancę i poprawił hełm, przykrywając lepiej swój krótki nos.

— Niech to spadnie na wasze głowy! — powiedział. Wyspiarze ponownie ruszyli naprzód. Drugi atak nie był jednak nawet w połowie tak groźny jak poprzedni. Zdziwiło to nieco Skaurusa, ale po chwili zrozumiał; wszystko co musieli tu robić żołnierze Draxa, to trzymać legionistów w miejscu. Dopóki nie mogli przyjść z pomocą siłom Zigabenosa w centrum armii, to zupełnie wystarczało.

Laon Pakhymer także to zrozumiał i z szaleńczą odwagą rzucił swych Khatrishów na dobrze już osadzone szeregi Namdalajczyków. Duch walki, który pchał lekką kawalerię naprzód, był naprawdę niezrównany, ale żołnierz po żołnierzu, koń po koniu, Namdalajczycy zdobywali nad nimi miażdżącą przewagę.

— Zażarte małe bestie, co? — powiedział Gajusz Filipus głosem pełnym szacunku. Przyglądał się tylko beznadziejnemu atakowi; nic więcej nie był w stanie zrobić.

W końcu dalsza walka była już czymś ponad ludzkie siły. Khatrisherska konnica rozsypała się, jeźdźcy pędzili dziko na wszystkie strony, stając się na razie bezużyteczną bandą. Pakhymer gnał za nimi krzycząc i próbując zebrać ich z powrotem, by ponowić atak, ale nikt go nie słuchał. Pozostawiony bez zabezpieczenia z jednego skrzydła, Skaurus ściągnął linię swych wojsk do tyłu i na lewo, tak że jej koniec sięgał małej grupki drzew figowych. Namdalajczycy nie przeszkadzali mu w prze-formowaniu legionu — ten manewr jeszcze bardziej oddalał go od centrum. Marek dobrze o tym wiedział i doprowadzało go to do wściekłości, ale wcale nie pomógłby Zigabenosowi, gdyby dał się okrążyć i zniszczyć.

Tymczasem videssański generał spychany był coraz bardziej na lewo, naciskany od przodu przez ludzi Draxa, a z prawej przez własnych Namdalajczyków. Ale Zigabenos, o czym dobrze wiedział Marek, był świetnym dowódcą i choć jego sytuacja nie mogła być już gorsza, wciąż trzymał w zanadrzu pewien fortel.

Bitewny zgiełk zatykał Markowi uszy. Nagle hałas został wchłonięty przez potężny ryk, tak jak rekin wchłania małą rybkę, przez jedną straszliwą chwilę myślał, że oto otrzymał potężny cios i słyszy głos śmierci. Ale ten dźwięk był rzeczywisty — żołnierze obu walczących stron zakryli dłońmi uszy i rozglądali się dokoła szukając jego źródła. Nagle dosięgnął trybuna cień i towarzyszący mu strach.

Długi jak Amfiteatr, szeroki jak Ulica Środkowa stolicy, nad polem walki unosił się smok o skrzydłach tak wielkich, że zakryłyby całą wieś. Zaryczał jeszcze raz, głosem, który mógłby zwiastować koniec świata i żółto-czerwony płomień, niczym roztopione złoto, polizał kły zakrywające jaskinię jego paszczy. Oczy, wielkie jak tarcze, mądre jak czas i czarne jak piekło z pogardą przyglądały się walczącym poniżej robakom.

Ale przecież smoki nie istnieją, zajęczało coś w głowie Skaurusa. Musiał powiedzieć to głośno, bo Gajusz Filipus podniósł głowę w kierunku smoka.

— Wiec jak byś to nazwał?

Ludzie krzyczeli, pochylali się i próbowali ukryć, konie tuliły uszy i rżąc przeraźliwie zrywały się do ucieczki. Jeźdźcy wylatywali z siodeł wyginających się w pałąk zwierząt i uderzali ciężko o ziemię. Choć Videssańczycy nie mogli bronić się lepiej niż Namdalajczycy atakować, mieli teraz więcej swobody.

Smok szybował w powietrzu. Blask słońca odbijał się od jego srebrnych łusek. Wielkie skrzydła poruszyły się, jeszcze raz i jeszcze, niczym ciężki oddech boga. Bestia nachyliła się nad Namdalaj-czykami. Z paszczy buchnął ogień, przy którym pożary wzniecone przez Videssańczyków wyglądały jak żarzące się węgliki. Wyspiarze rozpierzchli się przed nim, czepiając się jedni drugich w panicznej ucieczce.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)