Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 130
Перейти на страницу:

Zimny, zachłanny głód dźwięczał w głosie odzianego w białe szaty olbrzyma, ale Varatesh tego nie słyszał. Miał dla Avshara szacunek i podziw, graniczący niemal z miłością. Czarodziej także był banitą wygnanym z Videssos, po jakichś politycznych rozgrywkach, jak mówił. Już to wystarczyło, by ich ze sobą połączyć. Ale Avshar odnosił się do renegata — syna wodza, dokładnie z takim rodzajem szacunku, jaki Varatesh uważał za odpowiedni i należny mu według prawa. Rzadko się zdarzało, by któryś z jego ludzi tak go traktował. Większość z nich to urodzeni łotrzykowie, którzy nie mieli szacunku dla niczego i dla nikogo. Fakt, że czarodziej — i to potężny, czego nieraz dowiódł nie tylko tym kawałkiem kryształu — sam go odpowiednio szanował, usunął w cień wszelkie podejrzenia Varatesha. W końcu został doceniony i to przez kogoś, kto nie należał do pospólstwa, mimo że był cudzoziemcem.

To trochę ostudziło entuzjazm Varatesha, kilka dni po tym, jak Avshar pojawił się przed jego namiotem. Mag mówił językiem stepu jak prawdziwy Khamorth, a nie jakiś sepleniący Videssa-ńczyk… i nikt nie widział j ego twarzy. Zawsze nosił hełm z przyłbicą albo opończą tak grubą, że można było tylko dojrzeć niewyraźne plamki oczu. Ale nie był ślepy — z pewnością nie.

Po jakimś czasie jednak, wątpliwości same zniknęły i zarówno dziwne przybycie Avshara — dlaczego straże nie powiadomiły nikogo o podróżnym? — jak i jego zwyczaje stały się niczym więcej, jak tylko tematem jałowych spekulacji.

Może ma jakieś ohydne blizny — pomyślał ze współczuciem Varatesh. Pewnego dnia zrozumie, że poważam jego osobę, a nie cielesną maskę.

Z cierpliwością nomady, Varatesh gotów był czekać. Teraz miał pomóc swojemu przyjacielowi w zadaniu, które ten przed nim postawił. Nigdy nie przyszło mu do głowy, by zastanawiać się jak doszło do tego, że Avshar wyznacza mu zadania. Lekkim kopnięciem przynaglił konia do biegu.

— Nie, do cholery, nie chcę mieć nic wspólnego z tym żałosnym kawałkiem żelaza — mruczał gniewnie Gorgidas, gdy zatrzymali się na noc. Wypowiadał te słowa każdego dnia, odkąd tylko opuścili wioskę. Każdego dnia był też bardziej rozdrażniony — twarz swędziała go i zdawała się szorstka niczym pilnik, gdy zaczęła rosnąć mu broda. W dodatku, ku jego zażenowaniu, była prawie zupełnie biała, choć jego włosy były jeszcze ciemne, lekko tylko przyprószone siwizną na skroniach. Oddałby teraz wszystko, byle mógł dostać swoją brzytwę z powrotem.

— Posłuchajcie tego idioty! — krzyknął Viridoviks do wszystkich, którzy go słuchali — przyjacielski spór między Grekiem i Celtem bawił całą kompanię. — Kiedy byłeś z legio nem, z tysiącami żołnierzy i w ogóle, mogli się tobą zajmować Ale teraz jest nas tu tylko garsteczka. Sami musimy dbać o siebie i może nikt nie będzie miał czasu bronić jednego, biednego głupca, zbyt dumnego, żeby nauczyć się walczyć.

— Och, gadaj sobie. Udało mi się tyle przeżyć bez pojęcia o tym, jak zabija się ludzi i nie zamierzam uczyć się tego teraz. Zresztą i tak jestem za stary na takie sztuczki — popatrzył z wyrzutem na Gala, który sam byl w jego wieku albo niewiele młodszy, lecz jego sumiaste wąsiska wciąż były lśniąco rude.

— Za stary, tak? Pewnie, ale jesteś o dzień młodszy niż będziesz jutro. — Viridoviks czekał, czy ten argument trafi może do przekonania Greka, on jednak zacisnął tylko zęby. Celt przeszedł na łacinę, tak by tylko Gorgidas mógł go zrozumieć. — Słuchaj, jeśli nie jesteś za stary na to, by zacząć sypiać z kobietami, to i miecz nie powinien być dla ciebie za ciężki.

Dzień był ciepły, lecz mróz przebiegi po plecach Greka.

— O czym ty mówisz? — rzucił ostro.

— Spokojnie, spokojnie odpowiedział Viridoviks widząc jego przestrach. — Nie chcę ci zrobić nic złego. Skoro spróbowałeś jednej rzeczy, to może spróbowałbyś i drugiej?

Gorgidas siedział w bezruchu, gapiąc się na Viridoviksa. Celt zostawił go w spokoju na minutę, a potem spytał z bezczelnym uśmiechem:

— Powiedz mi, jak to wypada w porównaniu? Grek parsknął.

— Sam się przekonaj, ty barbarzyńska małpo.

Zbyt długo żył w cieniu prawa rzymskiej armii, żeby teraz spokojnie pogodzić się z tą świadomością ktoś wiedział, że woli mężczyzn od kobiet. W legionach za takie skłonności karano śmiercią z rąk towarzyszy.

Na samą myśl fustuarium uśmiech zamierał mu na ustach. Siedział przez chwilę, rozmyślając. Nie chciał być ciężarem dla przyjaciół. Pikridos Goudeles, z taktem większym niż go o to Gorgi-das podejrzewał, pomógł mu rozwiązać ten dylemat.

— A może waleczny Viridoviks — powiedział, wymawiając z uwagą imię Celta, choć Videssa-ńczycy zawsze się na nim zacinali — uczyłby nas obu. Ja także nie mam żadnego doświadczenia w walce na miecze.

Skylitzes wrzucał właśnie kupę owczego łajna do ogniska. Na słowa Goudelesa podniósł głowę, a jego posępna zazwyczaj twarz wyrażała zdumienie i radość. Spektakl, w którym główną rolę odgrywałby opasły biurokrata wymachujący mieczem, gwarantował zabawę wykraczającą poza jego najdziksze sny. Zachował jednak milczenie, obawiając się, że jeśli powie coś złośliwego, Goudeles może zmienić zdanie.

Gorgidas wyjął z pochwy gladius, który dał mu Gajusz Filipus i machnął nim kilka razy dla próby. Ta broń wydawała się krótka i gruba w porównaniu z długim mieczem, który nosił Virido-viks — Rzymianie preferowali ostrza nie dłuższe niż dwie stopy, jako że polegali raczej na krótkim, szybkim pchnięciu niż na zamaszystym uderzeniu. Owinięta skórą rękojeść kusząco dobrze układała się w dłoni Gorgidasa; oto trzymał narzędzie doskonale zaprojektowane do tego czemu miało służyć — do zabijania.

— Cięższy niż to twoje pióro, co? — powiedział Arigh, podchodząc do ogniska z plonem swojego krótkiego polowania — królikiem, prążkowaną wiewiórką i sporym żółwiem. Grek przytaknął, drapiąc się po twarzy setny raz tego dnia. Jego broda była już bardziej gęsta od brody Arigha — Ar-shaumi, w odróżnieniu od Khamorthów, nie mieli gęstego zarostu. Jakby chcąc to nadrobić, bardzo rzadko przycinali tych kilka włosków, które pojawiały się na ich twarzach, zapuszczając głównie drobną kępkę na końcu podbródka.

Goudeles, oczywiście, nie zabrał ze sobą żadnego miecza. Pożyczył szablę od jednego z żołnierzy Agathiosa Psoesa — wygięte, jednostronne ostrze, nazywane shamshir w języku khamorth, ayataghan w arshaum. Videssańczyk trzymał je z jeszcze większą niepewnością niż Gorgidas; Grek przynajmniej widział z bliska prawdziwą walkę.

Po zamaszystym cięciu, przy którym niemal odciął sobie ucho, Goudeles wytwornie zwrócił się do Viridoviksa:

— Podziel się więc z nami swoją sztuką wojenną.

— To właśnie zrobię.

Gdy żołnierze zbierali się dokoła, by przyglądać się lekcji, Celt ustawił swoich uczniów w pozycji wyjściowej, upewniając się, czy dobrze chowali za siebie lewe ręce.

— Trzymacie je poza zasięgiem broni, a przy okazji pomaga wam to utrzymać równowagę, widzicie? Kiedy macie tarcze, stoicie bardziej twarzą w twarz, żeby je w pełni wykorzystać — ale teraz nie ma potrzeby mieszać wam w głowach.

Poprawił ich raz jeszcze i cofnął się o krok, by przyjrzeć się swemu dziełu. Potem, bez ostrzeżenia, wyciągnął własny miecz i skoczył na swoich studentów z mrożącym krew w żyłach okrzykiem. Ci cofnęli się, przerażeni. Publiczność parsknęła śmiechem.

— Oto wasze dwie pierwsze lekcje — powiedział Viridoviks nie bez uprzejmości. — Pierwsza: nigdy nie rozluźniać się, gdy w pobliżu jest uzbrojony mężczyzna, a druga: dobry, głośny wrzask nigdy wam nie zaszkodzi a waszemu wrogowi nie pomoże.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)