Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 79
Перейти на страницу:

Buddy zawahał się. Część jego umysłu mówiła: Śmieszne, przecież to tylko muzyka. Inna część mówiła bardziej stanowczo: Śmieszne, przecież to tylko ściana. A cały on odpowiedział:

— No… jeślli tak to ujmujesz… A gdzie jest pianista?

— Mówiłem, że wiem, gdzie go znaleźć — uspokoił go Buog.

Jakiś drobny fragment umysłu krasnoluda wciąż był zdumiony. Wyrąbałem dziurę w ścianie własnego pokoju! A tak się namęczyłem, żeby porządnie przybić tapety…

* * *

Albert był w stajni, z taczką i łopatą.

— Dobrze poszło? — zapytał, kiedy cień Susan pojawił się w otwartej połówce wrót.

— No… tak… chyba.

— Miło słyszeć — rzucił Albert, nie podnosząc głowy. Łopata stuknęła o taczkę.

— Tylko że… zdarzyło się coś, co chyba nie jest normalne.

— Przykro słyszeć.

Albert i pchnął taczkę w stronę ogrodu.

Susan wiedziała, co powinna zrobić. Powinna przeprosić, po czym okazałoby się, że surowy stary Albert ma naprawdę złote serce, zaprzyjaźnią się, on jej pomoże i wszystko wytłumaczy, a potem…

Potem ona będzie głupiutką dziewczynką, która nie potrafi sama sobie radzić.

Nie.

Wróciła do stajni, gdzie Pimpuś badał właśnie zawartość wiadra.

Na Pensji dla Młodych Panien w Quirmie starano się obudzić u swoich wychowanek wiarę w siebie i umiejętność logicznego myślenia. Właśnie dlatego rodzice ją tam posłali.

Zakładali, że izolowanie jej od mglistych obrzeży rzeczywistego świata to najbezpieczniejsze rozwiązanie. W tych okolicznościach przypominało raczej ukrywanie przed kimś informacji o samoobronie, żeby nikt go nigdy nie zaatakował.

* * *

Na Niewidocznym Uniwersytecie byli przyzwyczajeni do ekscentrycznych pomysłów wykładowców. W końcu ludzie określają normalne zachowanie na podstawie ciągłych porównań z innymi wokół siebie. A kiedy ci inni są magami, spirala może się tylko rozkręcać. Bibliotekarz był orangutanem i nikogo to nie dziwiło. Docent Studiów Ezoterycznych tyle czasu poświęcał na lektury w czymś, co kwestor określał „najmniejszym pokojem”[11], że powszechnie nazywano go docentem klozetowym, nawet w dokumentach oficjalnych. Sam kwestor w normalnym społeczeństwie uznawany byłby za bardziej odklejonego od rzeczywistości niż używany znaczek na deszczu. Dziekan poświęcił siedemnaście lat na pisanie traktatu „Użycie zgłoski ENK w zaklęciach lewitacyjnych wczesnego Okresu Zamieszania”. Nadrektor, który regularnie wykorzystywał galerę nad Głównym Holem do ćwiczeń łuczniczych i dwa razy przypadkiem postrzelił kwestora, uznawał pozostałych wykładowców za zwariowanych czubków, nieważne, czego to były czubki. „Za mało świeżego powietrza”, mawiał. „Za długo siedzą pod dachem. Mózg gnije od tego”. A najczęściej mówił „Dziwacy!”.

Żaden z wykładowców — nie licząc Ridcully’ego i bibliotekarza — nie lubił wcześnie wstawać. Śniadanie podawano, o ile w ogóle podawano, około południa. Magowie ustawiali się przy bufecie, zaglądali pod wielkie srebrne pokrywy półmisków i wzdrygali się przy każdym brzęknięciu. Ridcully lubił solidne, tłuste śniadania, zwłaszcza jeśli zawierały trochę półprzeźroczyste kiełbaski z drobnymi zielonymi plamkami, co do których można było jedynie mieć nadzieję, że to jakieś zioła. Ponieważ ustalanie jadłospisu należało do przywilejów nadrektora, wielu co bardziej wybrednych magów w ogóle zrezygnowało ze śniadań. Przeżywali dzień jedynie na drugim śniadaniu, obiedzie, podwieczorku, herbatce, kolacji i czasem jakiejś przekąsce.

Rankiem więc niewielu ich zebrało się w Głównym Holu. Wyczuwali przeciągi. Robotnicy pracowali gdzieś na dachu. Ridcully odłożył widelec.

— No dobrze… Kto to robi? Niech się natychmiast przyzna.

— Co robi, nadrektorze? — zdziwił się pierwszy prymus.

— Ktoś tupie nogą.

Magowie rozejrzeli się wokół siebie. Dziekan z błogą miną wpatrywał się w przestrzeń.

— Dziekanie! — zawołał pierwszy prymus.

Lewa dłoń dziekana zatrzymała się w okolicy jego ust, prawa wykonywała rytmiczne gesty, jakby głaskała coś przy jego nerkach.

— Nie wiem, co on takiego robi — rzekł Ridcully. — Ale uważam to za niehigieniczne.

— Wydaje mi się, nadrektorze, że gra na niewidzialnym banjo — domyślił się wykładowca run współczesnych.

— Przynajmniej cicho — mruknął Ridcully. Zerknął na dziurę w dachu wpuszczającą do holu niezwykłą tu jasność. — Ktoś widział bibliotekarza?

* * *

Orangutan był zajęty.

Ukrył się pod biblioteką, w jednej z piwnic używanej obecnie jako warsztat i lecznica książek. Były tu rozmaite prasy i gilotyny, a także stół zastawiony puszkami paskudnych substancji. Tutaj zajmował się oprawianiem, klejeniem i wszelką męczącą kosmetyką Muzy Literatury.

Przyniósł tu ze sobą książkę. Odnalezienie jej nawet jemu zabrało kilka godzin.

W bibliotece znajdowały się nie tylko książki magiczne, te przykute łańcuchami do półek i bardzo niebezpieczne. Były tu również całkiem zwyczajne książki, drukowane na normalnym papierze całkiem pospolitym tuszem. Błędem byłoby sądzić, że nie są niebezpieczne tylko dlatego, że ich lektura nie wywoływała na niebie fajerwerków. Lektura ich dokonywała czasem o wiele trudniejszej sztuczki wzbudzania fajerwerków w odosobnieniu umysłu czytelnika.

Na przykład ciężki tom, otwarty teraz przed bibliotekarzem, zawierał zebrane rysunki i szkice Leonarda z Quirmu, utalentowanego artysty i słynnego geniusza o umyśle, który wędrował tak daleko, że nie przysyłał nawet pozdrowień.

Książki Leonarda były pełne szkiców — kociąt, tego, jak płynie woda, żon wpływowych kupców z Ankh-Morpork, których portrety dostarczały mu środków do życia. Leonard był jednak geniuszem doskonale wyczulonym na cuda tego świata. Dlatego na marginesach rysował odręcznie szczegółowe schematy tego, co w danej chwili zajmowało jego myśli: ogromnych, napędzanych wodą machin do obalania na głowy wroga miejskich murów, nowych typów machin oblężniczych pozwalających pompować na wroga płonący olej, rakiet na proch strzelniczy, które zasypywały wroga deszczem płonącego fosforu, oraz innych wynalazków Epoki Rozumu.

Było tam również coś jeszcze. Bibliotekarz zauważył to kiedyś przypadkiem i nieco się zdziwił. Projekt wydawał się trochę nie na miejscu[12].

Jego owłosione palce przewracały stronice. Aha… Tutaj jest…

Tak. O TAK.

…Przemawiał do niego językiem Rytmu…

* * *

Nadrektor usadowił się wygodnie przy swoim stole bilardowym.

Już dawno pozbył się urzędowego biurka. Stół bilardowy okazał się o wiele wygodniejszy. Nic nie zsuwało się z blatu na podłogę, miał kilka wygodnych luz, gdzie można trzymać słodycze i inne drobiazgi, a kiedy Ridcully się nudził, zawsze mógł zrzucić papiery i poćwiczyć technikę uderzeń[13] przed gabinetem w zeszły wtorek (niewielkie zakłócenie temporalne) i trudny karambol sufitowy. Kula minęła łuzę o włos, ale strzał i tak był trudny.}. Nigdy nie przejmował się tym, żeby przenieść papiery z powrotem na miejsce. Doświadczenie mówiło mu, że rzeczy ważne nigdy nie zostają zapisane, bo ludzie są zajęci krzyczeniem.

Sięgnął po pióro i zaczął pisać.

Układał swoje pamiętniki. Doszedł już do tytułu: „Brzegiem Ankh z kuszą, wędką i laską z gałką na czubku”.

вернуться

11

Najmniejszym pokojem na Niewidocznym Uniwersytecie była w rzeczywistości komórka na miotły na czwartym piętrze. Docent opracował teorię, że każda dobra książka w dowolnym budynku — a przynajmniej te naprawdę śmieszne[30] — grawitują ku stosowi w wychodku, ale nikt nigdy nie ma czasu ich czytać ani nawet nie wie, skąd się tam wzięły. Jego badania powodowały silne kłopoty żołądkowe i co rano długie kolejki przed drzwiami.

вернуться

12

dodatku całkiem nic nie robił z wrogiem.

вернуться

13

Był magiem. Dla magów uderzenia techniczne to nie typowe „trzy razy dookoła stołu”. Jego najlepszy wyczyn to odbicie od bandy, odbicie od mewy, odbicie od potylicy kwestora, który przechodzi.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)