Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 79
Перейти на страницу:

— No, może jednak odrobinę koronki — powiedziała. — I… trochę więcej… stanu.

Kiwnęła odbiciu głową. Z pewnością był to kostium, jakiego nie nosiłaby żadna Susan. Podejrzewała jednak, że ona sama ma w sobie jakąś zasadniczą susannowość, która prędzej czy później przeniknie i suknię.

— Dobrze, że tu jesteś — powiedziała do siebie. — Inaczej całkiem bym zwariowała, cha, cha.

Po czym ruszyła zobaczyć się z dziad… ze Śmiercią. Istniało takie miejsce, gdzie musiał być.

* * *

Buog wszedł cicho do uniwersyteckiej biblioteki. Krasno-ludy żywiły głęboki szacunek dla edukacji, pod warunkiem że nie musiały jej doświadczać osobiście. Pociągnął za połę szaty przechodzącego młodego maga.

— Tym wszystkim kieruje pewna małpa, prawda? — powiedział. — Wielka, gruba, włochata małpa z łapami długimi na parę oktaw.

Mag, blady student podyplomowy, spojrzał na Buoga z góry z pewnym lekceważeniem, jakie niektóre osoby zawsze rezerwują dla krasnoludów.

Studia na Niewidocznym Uniwersytecie nie były wcale zabawne. Człowiek musiał szukać rozrywki, gdzie tylko mógł. Mag uśmiechnął się więc szeroko i niewinnie.

— Zgadza się — potwierdził. — O ile wiem, w tej chwili jest w swoim warsztacie, w podziemiach. Ale musisz bardzo uważać, jak się do niego zwracasz.

— Naprawdę? — zdziwił się Buog.

— Tak. Koniecznie musisz powiedzieć: Może fistaszka, panie Małpiszonie. — Młody mag przywołał gestem paru kolegów. — To chyba wystarczy, prawda? Musi tylko powiedzieć: panie Małpiszonie?

— Tak — zgodził się inny ze studentów. — Chociaż, jeśli ma się nie zdenerwować, lepiej dla bezpieczeństwa drapać się też pod pachami. To go zawsze uspokaja.

— I wtrącać: ugh, ugh, ugh — dodał trzeci. — On to lubi.

— Bardzo panom dziękuję — powiedział Buog. — Dokąd mam pójść?

— Pokażemy ci — zapewnił pierwszy student.

— Bardzo panowie uprzejmi…

Trzech magów poprowadziło Buoga schodami w dół, a potem niskim tunelem. Drogę rozjaśniały im z rzadka promienie światła wpadające przez zielonkawe panele osadzone w podłodze piętro wyżej. Od czasu do czasu Buog słyszał za sobą chichot.

Bibliotekarz przykucnął na podłodze w długiej, wąskiej piwnicy. Przed nim leżały porozrzucane dziwne przedmioty: koło wozu, kawałki drewna i kości, rozmaite rury, pręty i odcinki drutu. Sugerowały jakoś, że w całym mieście różni ludzie stali zdumieni nad zepsutymi pompami i dziurami w płotach. Bibliotekarz przygryzał koniec rury i w skupieniu przyglądał się zebranemu stosowi.

— To on — wyjaśnił jeden z magów i lekko popchnął Buoga do przodu.

Krasnolud podszedł wolno. Za nim znowu wybuchł zduszony chichot.

Stuknął bibliotekarza w ramię.

— Przepraszam bardzo…

— Uuk?

— Ci tam przed chwilą nazwali cię małpiszonem — oświadczył Buog, wystawiając kciuk w kierunku drzwi. — Na twoim miejscu postarałbym się, żeby tego pożałowali.

Rozległ się metaliczny zgrzyt, a potem szybkie kroki w korytarzu, gdy magowie deptali po sobie, by zniknąć stąd jak najszybciej.

Bibliotekarz — na pozór bez wysiłku — zgiął rurę w kształt U.

Buog wrócił i wyjrzał za drzwi. Na kamieniach leżał zdeptany na płasko kapelusz.

— To było zabawne — powiedział. — Gdybym ich zwyczajnie zapytał, gdzie jest bibliotekarz, powiedzieliby: wynocha stąd, krasnoludzie jeden. W tej grze trzeba mieć właściwe podejście do ludzi.

Usiadł obok bibliotekarza. Orangutan dodał jeszcze jedno niewielkie wygięcie na rurze.

— Co robisz? — spytał Buog.

— Uuk-uuk-UK!

— Mój kuzyn, Modo, jest tu ogrodnikiem. Twierdzi, że ostry z ciebie klawiszowiec. — Buog spojrzał na dłonie zajęte gięciem rury. Były… wielkie. I było ich cztery. — Widzę, że przynajmniej częściowo miał rację.

Małpa sięgnęła po kawałek drewna i skosztowała go.

— Pomyśleliśmy, że może chciałbyś zagrać u nas na fortepianie. Dziś wieczorem, Pod Załatanym Bębnem. Znaczy sieja, Klif i Buddy.

Bibliotekarz zerknął na niego brązowym okiem, chwycił kij i zaczął przebierać palcami po nieistniejących strunach.

— Uuk?

— Zgadza się — potwierdził Buog. — Chłopak z gitarą.

— liik!

Bibliotekarz zrobił salto w tył.

— Uukuuk-uka-uka-UUka-UUK!

— Widzę, że już łapiesz rytm — pochwalił Buog.

* * *

Susan osiodłała konia i wskoczyła mu na grzbiet. Za ogrodem Śmierci rozciągały się pola — ich złocisty połysk był jedyną barwą w pejzażu. Śmierć może nie radził sobie najlepiej z trawą (czarną) i jabłoniami (lśniąca czerń na czerni), ale całą głębię koloru, której nie wykorzystał gdzie indziej, zużył na polach. Falowały jakby na wietrze, tyle że nie było żadnego wiatru.

Susan nie miała pojęcia, dlaczego to zrobił. Widziała jednak dróżkę, która biegła przez pola jakieś pół mili, po czym znikała nagle. Wyglądała, jakby ktoś spacerował tam od czasu do czasu, a potem się zatrzymywał i stał w miejscu. Może się rozglądał.

Pimpuś pobiegł ścieżką i stanął na jej końcu. Potem obejrzał się; dokonał tego, nie poruszając nawet uchem.

— Nie wiem, jak to robisz — szepnęła Susan. — Ale na pewno potrafisz i wiesz, dokąd chcę dotrzeć.

Zdawało się, że koń skinął łbem. Albert twierdził, że Pimpuś to najprawdziwszy koń z krwi i kości, ale pewnie nie można być przez setki lat wierzchowcem Śmierci i niczego się nie nauczyć. Wyglądał zresztą, jakby od samego początku był dość mądry.

Ruszył stępa, później kłusem, wreszcie galopem. A potem niebo zamigotało — tylko raz.

Susan spodziewała się czegoś więcej. Rozbłyskujących gwiazd, może jakiejś eksplozji tęczowych barw… nie tylko pojedynczego mrugnięcia. To dość lekceważący sposób podróżowania przez niemal siedemnaście lat.

Pola zniknęły, ale ogród właściwie się nie zmienił. Nadal rosły tu dziwnie przystrzyżone krzewy i był staw ze szkieletem ryby. Stały też, popychając zabawne taczki lub dzierżąc małe kosy, ogrodowe gnomy. Przynajmniej w ogrodach śmertelników byłyby gipsowymi gnomami — tutaj ich role pełniły wesołe szkielety w czarnych szatach. Pewne rzeczy się nie zmieniają.

Stajnia za to trochę się różniła. Przede wszystkim stał w niej Pimpuś.

Zarżał cicho, kiedy Susan wprowadziła go do pustego boksu obok niego samego.

— Jestem pewna, że dobrze się znacie — powiedziała.

Nie liczyła, że się jej uda, ale przecież musiało, prawda? Czas to coś, co przytrafia się innym, prawda?

Wśliznęła się do domu.

* * *

NIE. NIE MOŻNA MNIE UBŁAGAĆ. NIE MOŻNA MNIE ZMUSIĆ. UCZYNIĘ TYLKO TO, O CZYM WIEM, ŻE JEST SŁUSZNE.

Susan przekradała się między rzędami życiomierzy. Nikt jej nie zauważył. Kiedy patrzy się na walkę Śmierci, nie dostrzega się cieni w tle.

Nie powiedzieli jej o tym. Rodzice nigdy nie mówią. Ojciec mógł być kiedyś uczniem Śmierci, a matka adoptowaną córką Śmierci, ale okazało się to tylko nieistotnym szczegółem, kiedy zostali już rodzicami. Rodzice nigdy nie byli młodzi. Czekali tylko, aż staną się rodzicami.

Susan dotarła do końca półki.

Śmierć stał nad jej ojcem… nad chłopcem, który zostanie jej ojcem, poprawiła się natychmiast.

Trzy czerwone pręgi płonęły na policzku chłopca w miejscu, gdzie Śmierć go uderzył. Musnęła palcami blade ślady na własnej twarzy.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)