Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 79
Перейти на страницу:

— Chcę wiedzieć, co się dzieje — rzekł Ridcully cicho, groźnym tonem. — I jeśli się wszyscy nie zamkniecie, będą kłopoty.

Przeszukał kieszenie swej szaty i po kilku próbach znalazł thaumometr. Podniósł go.

Na Niewidocznym Uniwersytecie poziom tła magicznego zawsze był wysoki, ale tym razem mała igiełka wskazywała pozycję „Norma”. W każdym razie przeciętnie — wychylała się tam i z powrotem po skali niczym metronom.

Ridcully pokazał thaumometr tak, żeby wszyscy mogli się przyjrzeć.

— Co to jest? — zapytał.

— Rytm cztery czwarte? — zgadywał dziekan.

— Muzyka to nie magia. Nie bądź durniem. Muzyka to tylko brzdąkanie, bębnienie i…

Urwał nagle.

— Czy ktoś wie o czymś, o czym powinien mi powiedzieć? Magowie zaszurali niepewnie stopami w niebieskich zamszowych butach.

— No cóż — odezwał się pierwszy prymus. — Faktem jest, że zeszłej nocy ja… to znaczy, chciałem powiedzieć, kilku z nas przechodziło obok Załatanego Bębna…

— Bona fide wędrowcy — dodał wykładowca run współczesnych. — Dozwolone jest bona fide wędrowcom napić się w lokalu z wyszynkiem o każdej porze dnia i nocy. Wie pan, nadrektorze, statuty miejskie.

— A skąd to wędrowaliście? — zapytał groźnie Ridcully.

— Spod Kiści Winogron.

— Przecież to zaraz za rogiem.

— Tak, ale byliśmy… zmęczeni.

— Dobrze, rozumiem — uspokoił go nadrektor tonem człowieka, który wie, że jeśli pociągnie za nitkę trochę mocniej, spruje całą kamizelkę. — Był z wami bibliotekarz?

— Oczywiście.

— Mówcie dalej.

— No więc… była tam ta muzyka…

— Trochę brzękliwa — wtrącił pierwszy prymus.

— Z motywem przewodnim — dodał dziekan.

— I była…

— …tak jakby…

— …w pewnym sensie…

— …tego rodzaju, który wciska się pod skórę i sprawia, że człowiek aż buzuje — dokończył dziekan. — A przy okazji, czy ktoś z was ma czarną farbę? Wszędzie szukałem.

— Pod skórę — mruczał Ridcully, skrobiąc się po brodzie. — Coś takiego… To jedna z tych… Coś znowu przesącza się do naszego wszechświata, co? Wpływy z Zewnętrza, co? Pamiętacie, co się stało, kiedy pan Hong otworzył bar rybny na wynos na miejscu ruin starej świątyni przy ulicy Dagona? Potem były te ruchome obrazki. Sprzeciwiałem im się od samego początku. I te druciane rzeczy na kółkach. Ten wszechświat ma więcej dziur niż ser quirmski. W każdym razie…

— Lancrański — poprawił go uprzejmie pierwszy prymus. — Lancrański ma dziury. Quirmski to ten z niebieskimi żyłkami.

Ridcully rzucił mu tylko gniewne spojrzenie.

— Właściwie to wcale nie wydawała się magiczna — oświadczył dziekan i westchnął.

Miał siedemdziesiąt dwa lata. Muzyka wzbudziła w nim uczucie, że znowu ma siedemnaście. Nie pamiętał, żeby był kiedyś w tym wieku — musiał akurat wtedy być zajęty. Ale poczuł się tak, jak wyobrażał sobie, że czuje się siedemnastolatek, to znaczy jakby przez cały czas nosił pod skórą rozgrzaną do czerwoności kamizelkę.

Chciał znowu usłyszeć muzykę.

— Wydaje mi się, że dzisiaj znowu będą tam grali — oznajmił niepewnie. — Moglibyśmy, tego… wybrać się i posłuchać. Żeby dowiedzieć się czegoś więcej na wypadek, gdyby muzyka była zagrożeniem dla społeczeństwa — dodał mężnie.

— Tak jest, dziekanie — poparł go wykładowca run współczesnych. — To nasz obywatelski obowiązek. Jesteśmy pierwszą linią nadprzyrodzonej obrony miasta. A gdyby tak potworne stwory zaczęły wyłazić z powietrza?

— Co wtedy? — zdziwił się kierownik studiów nieokreślonych.

— No… będziemy na miejscu. — Aha. I to dobrze?

Ridcully przyglądał się swoim magom. Dwóch dyskretnie tupało do rytmu, a kilku zdawało się drgać lekko. Kwestor drgał lekko przez cały czas, ale taki już miał sposób bycia.

Jak kanarki, pomyślał. Albo piorunochrony.

— No dobrze — zgodził się niechętnie. — Pójdziemy. Ale nie będziemy zwracać na siebie uwagi.

— Oczywiście, nadrektorze.

— I każdy sam kupuje sobie drinki.

— No… dobrze.

* * *

Kapral (być może) Bawełna zasalutował, stając przed sierżantem, dowódcą fortu, który usiłował się ogolić. — Chodzi o tego nowego rekruta, sir — zameldował. — Nie wykonuje rozkazów.

Sierżant skinął głową, patrząc tępo na przedmiot trzymany w dłoni.

— Brzytwa, sir — podpowiedział kapral. — On cały czas powtarza tylko coś w rodzaju TO SIĘ JESZCZE NIE DZIEJE.

— Próbowaliście zakopać go po szyję w piasku? To zwykle pomaga.

— To trochę… em… takie… niegrzeczne wobec ludzi… mam na czubku języka… — Kapral pstryknął palcami. — Takie, no… okrutne. Właśnie. Ostatnio nie skazujemy ludzi na Dziurę.

— Jesteśmy w końcu… — Sierżant spojrzał na lewą dłoń, gdzie miał zapisane kilka linijek tekstu. — Jesteśmy Legią Cudzoziemską.

— Tak jest, sir. Natychmiast, sir. On jest dziwny. Siedzi tylko bez przerwy. Nazwaliśmy go Beau Nierób, sir.

Zdumiony sierżant wpatrywał się w lustro.

— To pańska twarz, sir — poinformował go kapral.

* * *

Susan przyjrzała się sobie krytycznie. Susan… To raczej nie jest dobre imię, prawda? Nie jest też właściwie złym imieniem, nie jak u biednej Jodyny z czwartej klasy albo u Nigelli — jej imię oznacza tak naprawdę „oj, a chcieliśmy chłopca”. Ale jest… nudne. Susan. Sue. Dobra poczciwa Sue. To imię, które przygotowuje kanapki, w trudnych sytuacjach nie traci głowy i można powierzyć mu pod opiekę cudze dzieci.

To imię, jakiego nigdy nie noszą królowe ani boginie.

I nie można go poprawić pisownią. Można je zmienić w Suzi, ale wtedy brzmi jak u kogoś, kto zarabia na życie tańcem po stołach. Można wcisnąć do środka Z, parę N albo E, ale wciąż wyglądało na imię z dobudowanymi rozszerzeniami. Nie było lepsze niż Sara — imię, które wręcz krzyczy o protetyczne H na końcu.

Cóż, można przynajmniej poprawić swój wygląd.

Ta szata… Może i jest tradycyjna, ale ona, Susan, wcale nie jest. Jako alternatywę miała do dyspozycji swój szkolny mundurek albo jedną z różowych kreacji mamy. Obszerna sukienka Quirmskiej Pensji dla Młodych Panien była dumnym odzieniem i — przynajmniej w opinii panny Butts — chroniącym przed wszelkimi pokusami cielesnymi… ale brakowało jej pewnego szyku, niezbędnego kostiumowi Ostatecznej Realności. O różowym nie warto nawet myśleć.

Po raz pierwszy w historii wszechświata Śmierć zastanawiała się, co na siebie włożyć.

— Chwileczkę… — zwróciła się do swojego odbicia. — Tutaj… Tutaj mogę stwarzać różne rzeczy, prawda?

Wyciągnęła rękę i pomyślała: kubek. Kubek pojawił się w jej dłoni. Wzdłuż brzegu miał deseń czaszek i kości.

— Aha — mruknęła Susan. — Szlaczek różyczek pewnie jest wykluczony? Przypuszczam, że nie pasuje do atmosfery.

Postawiła kubek na stole i puknęła go palcem. Brzęknął w całkiem solidny sposób.

— Dobrze więc — rzekła. — Nie chcę niczego ckliwego ani krzykliwego. Żadnych bezsensownych czarnych koronek ani nic, co noszą idioci, którzy w swoich pokojach piszą wiersze i ubierają się jak wampiry, a naprawdę są wegetarianami.

Wizje sukni przesuwały się po jej odbiciu. Było oczywiste, że czerń to jedyna możliwość; zdecydowała się więc na coś praktycznego, bez przesadnych ozdób czy falbanek. Przechyliła głowę na bok, oceniając rezultat.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)