Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 79
Перейти на страницу:

„Niewielu zdaje sobie sprawę”, pisał, „że Ankh posiada znaczną i różnorodną populację ryb…[14]”.

Odrzucił pióro i gniewnie ruszył korytarzem do gabinetu dziekana.

— Co to było, do demona?! — krzyknął. Dziekan podskoczył.

— To… to jest… to jest gitara, nadrektorze — wyjaśnił, cofając się przed Ridcullym. — Właśnie ją kupiłem.

— To widzę. I słyszę. Co właściwie pan tu wyprawia?

— Ćwiczyłem te, no… riffy. — Dziekan zamachał marnie wydrukowanym drzeworytem.

Nadrektor wyrwał mu papier.

— „Podręcznik gitarowy Blerta Wheedowna” — odczytał. — „Wygraj swój sukces w trzech prostych i osiemnastu trudnych lekcjach”. I co? Nie mam nic przeciwko gitarom, miłej atmosferze, podglądaniu młodych dam w majowy poranek i tak dalej, ale to przecież nie gra. To zwykły hałas. Niby co to miało być?

— Krótkie solo oparte na skali pięciotonowej E, z motywem molowym?

Nadrektor zerknął na otwartą stronicę.

— Ale tutaj jest napisane „Kroki wróżki”.

— Eee, no… Byłem trochę niecierpliwy.

— Nigdy nie byłeś muzykalny, dziekanie — rzekł Ridcully. — To jedna z twoich zalet. Skąd to nagłe zainteresowanie… Co masz na nogach?

Dziekan spuścił wzrok.

— Tak mi się wydawało, że jesteś trochę wyższy — stwierdził Ridcully. — Stoisz na deskach?

— To tylko grube podeszwy — zapewnił dziekan. — Takie… takie coś, co wynalazły krasnoludy. Ogrodnik Modo twierdzi, że to koturny.

— To jak na Moda dość mocne określenie… Hm, kota urny… Ale powiedziałbym, że ma rację.

— Nie, to ten model podeszwy… — poprawił go załamany dziekan.

— Ehm… Przepraszam bardzo, nadrektorze…

To kwestor pojawił się w progu. Za nim stał potężny, czerwony na twarzy mężczyzna, który zaglądał mu przez ramię.

— O co chodzi, kwestorze?

— Tego… ten dżentelmen chce…

— Chodzi o waszego małpiszona — przerwał mu mężczyzna. Ridcully się rozpromienił.

— Tak?

— Jak się wydaje, ukra… tego… zdjął koła z wózka tego dżentelmena — tłumaczył kwestor, który znajdował się na krzywej spadkowej swego cyklu psychicznego.

— Jesteście pewien, że to bibliotekarz?

— Gruby, ruda sierść, często mówi „uuk”.

— To on. Coś podobnego. Ciekawe, czemu to zrobił — zastanawiał się Ridcully. — Z drugiej strony wiecie, jak to mówią: pięciuset-funtowy goryl może spać, gdzie mu się podoba.

— Ale trzystufuntowy małpiszon niech lepiej odda mi te przeklęte koła — oświadczył niewzruszony mężczyzna. — Jeśli nie dostanę swoich kół, będziecie mieli kłopoty.

— Kłopoty? — powtórzył Ridcully.

— Tak. I proszę mnie nie straszyć. Nie boję się magów. Wszyscy wiedzą, że prawo nie pozwala wam używać magii przeciwko cywilom.

Mężczyzna zbliżył się do nadrektora i groźnie uniósł pięść. Ridcully pstryknął palcami. Dmuchnęło; zabrzmiał cichy skrzek.

— Zawsze uważałem to raczej za wskazówkę — powiedział łagodnie. — Kwestorze, wynieś tę żabę na trawnik, a kiedy znowu będzie sobą, wypłać mu dziesięć dolarów. Dziesięć dolarów wystarczy, prawda?

— Rech — zapewniła pospiesznie żaba.

— Dobrze. A teraz czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, co się tu właściwie dzieje?

Z dołu usłyszeli serię głośnych trzasków.

— Dlaczego jakoś mi się wydaje — zwrócił się Ridcully do świata jako całości — że to nie będzie odpowiedź?

Służba nakrywała stoły do drugiego śniadania, co zajmowało zwykle sporo czasu. Ponieważ magowie traktowali posiłki z powagą i zostawiali po sobie bałagan, stoły były permanentnie albo sprzątane, albo nakrywane, albo zajęte. Same nakrycia wymagały znacznej staranności: każdy z magów potrzebował dziewięciu noży, trzynastu widelców, dwunastu łyżek i jednego młoteczka — nie wspominając już o mnóstwie kieliszków.

Magowie pojawiali się zwykle dostatecznie wcześnie przed posiłkiem. Często nawet nie zdążyli jeszcze wstać od stołu po drugiej dokładce poprzedniego.

W tej chwili jeden z nich siedział przy stole.

— To runy współczesne, jak widzę — stwierdził nadrektor. Wykładowca trzymał w rękach dwa noże. Przed sobą ustawił słoiczki z solą, pieprzem i musztardą. I talerz na ciasto. I parę pokryw do półmisków. Wszyskie je energicznie okładał nożami.

— Po co on to robi? — zdziwił się Ridcully. — Dziekanie, przestań przytupywać.

— To zaraźliwe — stwierdził dziekan.

— To zaraża — poprawił go Ridcully.

Wykładowca run współczesnych w skupieniu marszczył czoło. Widelce podskakiwały na blacie. Trafiona przypadkowym uderzeniem łyżka zawirowała w powietrzu i trafiła kwestora w ucho.

— Co on wyprawia?

— To bolało!

Magowie otoczyli wykładowcę run współczesnych. Nie zwracał na nich najmniejszej uwagi. Pot ściekał mu po brodzie.

— Właśnie stłukł komplet do przypraw — zauważył Ridcully.

— Będzie szczypało w oczy przez parę godzin.

— Owszem, ostry jest jak musztarda — przyznał dziekan.

— Żeby tylko nam nie dosolił — mruknął pierwszy prymus. Nadrektor uniósł dłoń.

— Domyślam się, że ktoś zamierza zaraz powiedzieć coś w stylu: „Mam nadzieję, że straż się nie dopieprzy” — rzekł. — Albo: „Chłop jest dzisiaj nie w sosie”. Założę się, że wszyscy myślicie, co by tu powiedzieć głupiego o keczupie. A ja chciałbym się tylko dowiedzieć, jaka jest różnica między moimi wykładowcami a bandą idiotów z groszkiem zamiast mózgów.

— Cha, cha, cha — wtrącił nerwowo kwestor, wciąż rozcierając ucho.

— To nie było pytanie retoryczne. — Ridcully wyrwał wykładowcy noże. Doświadczony profesor przez chwilę okładał jeszcze powietrze, po czym jakby się przebudził.

— Och, witam, nadrektorze. Jakieś kłopoty?

— Co robiłeś?

Wykładowca spojrzał zdziwiony na stół.

— Synkopował — podpowiedział dziekan.

— Wcale nie!

Ridcully zmarszczył czoło. Był człowiekiem gruboskórnym, prostolinijnym, taktownym jak młot parowy i obdarzony mniej więcej takim samym poczuciem humoru. Ale nie był głupi. Wiedział, że magowie są jak kurki na dachu albo kanarki, których górnicy używają do wykrywania przecieków gazu. Magowie z samej swej natury dostrojeni są do częstotliwości okultystycznych. Jeśli zdarzało się coś niezwykłego, to zwykle zdarzało się magom. Obracali się, można powiedzieć, twarzą do tego. Albo spadali z grzędy.

— Jakim cudem wszyscy nagle stali się tacy muzykalni? — zapytał. — Używam tego terminu w najszerszym możliwym znaczeniu, oczywiście. — Przyjrzał się zebranym magom, po czym zerknął na podłogę. — Wszyscy macie kocie urny na butach!

Magowie z pewnym zdziwieniem popatrzyli na własne stopy.

— Słowo daję, rzeczywiście wydawało mi się, że jestem trochę wyższy! — zawołał pierwszy prymus. — Myślałem, że to dzięki diecie selerowej[15].

— Właściwym obuwiem maga są buty lekkie, spiczaste albo wysokie i solidne — oświadczył Ridcully. — A kiedy czyjeś obuwie kocie-je, coś nie pasuje.

— To koturny — poprawił go dziekan. — Mają takie małe spiczaste cosie nad…

Nadrektor oddychał ciężko.

— Kiedy wasze buty zmieniają się same z siebie… — zaczął.

— Coś magicznego zbliża się wielkimi krokami?

— Cha, cha, to było niezłe, pierwszy prymusie — pochwalił dziekan.

вернуться

14

To prawda. Natura potrafi przystosować się niemal do wszystkiego. Istniały ryby, które wyewoluowały do życia w rzece. Wyglądały jak skrzyżowanie kraba o miękkiej skorupie z przemysłowym odkurzaczem, miały tendencję do eksplodowania w czystej wodzie, a czego się używa jako przynęty, nie powinno nikogo interesować. Były jednak rybami, a taki sportowiec jak Ridcully nie przejmuje się smakiem swoich zdobyczy.

вернуться

15

Pierwszy prymus wyznawał teorię, że długie artykuły spożywcze — fasolka szparagowa, seler naciowy i rabarbar — czynią jedzącego wyższym, dzięki słynnej doktrynie podpisu. Z pewnością czyniły go lżejszym.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)