Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 41
Перейти на страницу:

— Ach tak, już rozumiem. Nie, to nie hydra pożądania podnosi swój ohydny łeb, ale… czy możesz mi coś poradzić na podupadłe płuco?

Najlepiej jak umiał, Carewe opowiedział, co mu się przydarzyło, bez wyjaśniania, dlaczego nagle i bez uprzedzenia opuścił szpital polowy Współnarodów.

— Właściwie to powinienem ci podziękować, Will — powiedział Westi przyglądając mu się w zamyśleniu. — W ciągu blisko osiemdziesięciu lat praktyki lekarskiej po raz pierwszy stykam się z przypadkiem rany kłutej. Rozbierz się do pasa, a ja tymczasem sprawdzę, co też oni z tobą zrobili.

Włączył stojącą na biurku końcówkę komputera i zamówił szczegółowe informacje o leczeniu Carewe’a w szpitalu w Afryce. Po ledwie dostrzegalnej chwili zwłoki urządzenie wypluło pasek papieru, który Westi przestudiował z zainteresowaniem. Odłożywszy go, zdjął z piersi Carewe’a opatrunek. Kiedy ciepłymi, suchymi palcami obmacywał okolice rany, Carewe starał się nie patrzeć w dół.

— Wygląda dobrze — orzekł wreszcie Westi, choć w jego głosie pobrzmiewała wątpliwość. — Jak dawno temu, dokładnie, zrobiłeś sobie zastrzyk?

Carewe obliczył w myślach.

— Dziesięć dni temu — powiedział.

— Aha. A jakiej marki był pistolet?

— Pracuje dla Farmy — odparł Carewe jak mógł najspokojniej, mimo że poczuł dreszcz niepokoju — wiec naturalnie…

— Czyli że użyłeś Farmy E.12?

— Oczywiście, a dlaczego pytasz?

— A, to drobiazg. Wydało mi się, że rana goi się trochę wolniej, za wolno jak na nieśmiertelnego. Prawdopodobnie coś zaburzyło proces gojenia. Teraz proszę usiąść, a ja obejrzę sobie to płuco.

Westi przyłożył do żeber Carewe’a holowziernik, żeby zbadać prawe płuco. Przerażony myślą, że mógłby przypadkiem zobaczyć przelotnie własne wnętrzności, Carewe zamknął oczy i nie otwierał ich aż do końca badania.

— Właściwie wygląda zupełnie zdrowo, myślę, że będzie je można znów uruchomić — oznajmił Westi.

— To znaczy co? Napompować?

— O, nic tak drastycznego — zapewnił go Westi z uśmiechem. Wstrzyknę ci do klatki piersiowej środek klejący i na powrót przyczepię płuco do żeber. Nic nie poczujesz.

Carewe skinął ponuro głową i wytężając wyobraźnię przywołał w myślach twarz Ateny.

Zsuwając się niepostrzeżenie w dół po osiągnięciu zenitu słońce zmieniało kształt, przekraczając niewidoczne bariery oddzielające od siebie poszczególne strefy sterowania pogodą. Niczym ameba, lub kropla oliwy spływająca po szkle, jego owal ulegał zniekształceniu, wydłużał się, rozbryzgiwał tworząc krwawą rosę, która następnie zlewała się z powrotem. Słabnące żywioły zimy, pokonane przez okołoziemskie krzywizny, czaiły się od północy, ale utrzymywano je w ryzach. Carewe przechadzał się po ogrodzie, usiłując przystosować się do iłowego tempa wydarzeń. Od tamtego pamiętnego ranka, kiedy Barenboim wezwał go do swojego gabinetu, dni mijały mu zapalając się i gasnąc jak błyskawice, nieregularnie i z zawrotną szybkością. A tu raptem czas stanął w miejscu, on zaś czekając na wiadomość od Gwynne’a czuł się jak mucha uwięziona w bursztynie. Przeszedł w tę i z powrotem kilka razy cały ogród, myśląc bez związku o tym, że przydałoby się doprowadzić do porządku kępy porostów z Marsa, które zaczynały się rozrastać samopas, jednakże nie był w stanie zająć się poważnie rzeczą tak banalną.

— Jak się masz, Willy — dobiegł go głos z sąsiedniego ogrodu. — Nie widziałem cię ostatnio, gdzie się podziewałeś?

Carewe obrócił się i zobaczył ogorzałą twarz Bunny’ego Costelli, który przyglądał mu się zza ogrodzenia.

— W Afryce — odparł, żałując daremnie, że nie spostrzegł go odpowiednio wcześnie, żeby się wycofać i uniknąć spotkania. Sąsiad, najstarszy człowiek, jakiego znał, starszy nawet od Barenboima, przyszedł na świat w pierwszej połowie dwudziestego wieku i był już jedną nogą w grobie, kiedy nastały biostaty, w samą porę, jak obliczał Carewe, żeby uratować mu życie.

— W Afryce? Co ty powiesz — prychnął z niedowierzaniem Costello. — A szanowna małżonka razem z tobą?

— Co ty właściwie wiesz, Bunny?

— Co ja wiem? O czym?

— O mnie i o Atenie — wyjaśnił Carewe, wzdychając ciężko. — Co o nas słyszałeś?

— Nic a nic. Zresztą nie mam zwyczaju powtarzać plotek, całym sercem jestem za staroświeckim małżeństwem, drogi chłopcze.

A więc wiedzą, pomyślał Carewe.

— To czemu sam nie spróbujesz? — spytał.

— To straszne, Willy. Okropne. Wiesz, ja już byłem kiedyś żonaty.

— Naprawdę? — rzekł Carewe i zaczął się wycofywać.

-  Tak… ale nie mogę sobie przypomnieć rysów jej twarzy. Ani nawet imienia.

Czoło Carewe’a, owiane popołudniowym wietrzykiem, zrobiło się nagle chłodne.

— Ależ ty masz pamięć, Bunny — powiedział.

— Nie gorszą od innych, sięgam pamięcią około stu lat wstecz.

— Znam takich, którzy sięgają dwa razy głębiej.

I jaki to ma sens, zastanawiał się. Po co ci, człowieku, milion nowych dni, jeżeli nie możesz zachować ich w pamięci?

— Grunt to zachować ciągłość — mówił Costello, osłaniając oczy przed słońcem. — Żeby zachować wspomnienia, trzeba je, rozumiesz, odświeżać. Prowadziłem przez jakiś czas pamiętnik i przechowywałem fotografię, ale jedno i drugie gdzieś mi przepadło. Trochę też podróżowałem, no i straciłem ciągłość. A ty, Willy, prowadzisz pamiętnik?

— Nie.

— Radzę ci, zacznij. Wystarczyłby mi jeden punkt zaczepienia. Jeden ślad, a odtworzyłbym pięćdziesiąt lat. Niestety w czasie Wielkiego Zjednoczenia byłem akurat w Ameryce Południowej i nikt nie mógł odnaleźć moich akt.

— A hipnoza nie pomaga?

— Nic z tego. Matryce komórkowe przepadły. Nawet u śmiertelnych ulegają z czasem zatarciu, a przypuszczam, że biostaty ten proces przyśpieszają. — Costello uśmiechnął się ze smutkiem. — Możliwe, mój drogi, że starzenie się i pamiętanie przeszłości to jedno i to samo. Więc jeżeli człowiek przestaje się starzeć…

Wiele czasu minęło, zanim Carewe uwolnił się od Costelli i wrócił do zacisza swojego kopułodomu. Wziął prysznic, a potem zrobił sobie herbakawę, jednakże przygnębienie, jakie ogarnęło go podczas rozmowy ze starym ostudzonym, nie chciało ustąpić. Czy to możliwe, że nadejdzie dzień, może już za sto lat, kiedy będę musiał zajrzeć do pamiętnika, żeby przypomnieć sobie kolor włosów Ateny? — zapytywał siebie w duchu. — Czy w ogóle istnieje coś takiego jak nieśmiertelność bez zachowania absolutnej ciągłości osobowości? Czy też oznacza ona po prostu, że moje nieśmiertelne ciało zamieszkiwać będzie szereg nieznajomych, wtapiających się kolejno i niepostrzeżenie jeden w drugiego, w miarę jak czas będzie ścierał biologiczne zapisy?

Nie zastanawiając się po co to robi, przeszukał szuflady i szafki, aż wreszcie znalazł czysty notes. Na pierwszej stronie, u góry, napisał: 28 kwietnia 2176. Wpatrywał się w gładką, białą kartkę postukując piórem w zęby i nie wiedząc zupełnie, co napisać ani jak to sformułować. Czy miały to być potoczyste zwierzenia zaczynające się od zwrotu: „Kochany pamiętniku”? A może lepiej użyć tajemniczych słów: „Żona w ciąży, ojciec nieznany”, w nadziei, że przyszły Carewe będzie w stanie za sto lat na podstawie tych urywków odtworzyć całość?

Odsunął od siebie notes, podszedł do wideofonu i polecił mu dokonać samokontroli. Wszystkie obwody funkcjonowały prawidłowo. Niezadowolony i zirytowany obszedł cały kopułodom oddychając głęboko i miarowo, żeby sprawdzić, jak pracuje prawe płuco. Wydawało mu się, że dobrze, nie czuł nawet nakłuć, jakie zrobił mu w klatce piersiowej doktor Westi. Był gotów na wszystko, byleby tylko Gwynne wreszcie zadzwonił. Przyszło mu na myśl, że znalezienie jakiegoś tropu może zająć detektywowi kilka dni, i głośno jęknął. Jeżeli tak wyglądała próbka nieśmiertelności…

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)