Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 41
Перейти на страницу:

Pojazd podkosmiczny schodził w dół przebijając się przez strefy gęstego powietrza, kiedy zagłębiony w fotelu Carewe dokonał zdumiewającego odkrycia. Przeleciał już z osiem tysięcy kilometrów i ani razu nie pomyślał, że — samolotowi grozi awaria. Ewentualne niebezpieczeństwa podróży powietrznej były niczym w porównaniu z tym, co przeżył w ciągu minionych dwu dni na ziemi — a przecież wyszedł z tego cało. Znalazł się w takich opałach, że jego los zależał wyłącznie od niego, i dał sobie radę. Myśl ta napełniła go tępym zdziwieniem, które nie opuściło go do chwili, kiedy wysiadał z niebolotu w Seattle. Dzięki temu, że lecąc ze wschodu na zachód zyskiwało się na czasie, było tu dopiero późne popołudnie, więc udało mu się złapać podmiejski samolot, którym jeszcze przed zmrokiem dotarł do Three Springs.

Na pastelowe budynki padał coraz głębszy cień, w lustrzanych oknach i ścianach widokowych odbijało się niebo koloru patyny. Świat wydawał się znów krzepiąco znajomy i gnębiące Carewe’a poczucie zagrożenia osłabło. Pragnął już tylko jednego: dowiedzieć się, że Atena jest w domu i czeka na niego, a wówczas afrykański epizod rozwiałby się jak sen. W garażu na lotnisku wsiadł do bolidu i nie śpiesząc się pojechał do domu. Kopuiodom był pogrążony w ciemnościach, tak jak się spodziewał, dopiero jednak kiedy go zobaczył, przyznał sam przed sobą, że w skrytości ducha liczył, iż zastanie Atenę. Wszedł do środka i pozapalał światła. Przed wyjściem posprzątała dom tak starannie, że wyglądał, jakby nikt w nim nigdy nie mieszkał. Powietrze było sterylne.

Jak mogłem do tego dopuścić? — wyrzucał sobie. Przeraziła go własna głupota, rażąca niezaradność. Kiedy mgiełka E.80 rozsnuwała mu się w żyłach, powinien był zadzwonić do Barenboima i poprosić, żeby przekonał Atenę, jak wygląda prawda. Tymczasem on poświęcił swoje małżeństwo, żeby ochronić wynalazek, w który zainwestowała Farma, a jego poświęcenie okazało się zbyteczne, ponieważ wszystko wskazywało na to, że jacyś ludzie wiedzą już o E.80 albo przynajmniej coś podejrzewają. Był zmęczony i jego czynne płuco pompowało powietrze z takim trudem, jakby przed chwilą ukończył bieg, lecz mimo to postanowił jechać do Ateny i wszystko naprawić. W razie potrzeby gotów był zabrać ją do Barenboima — istniał jednakże prostszy, a zarazem przyjemniejszy sposób udowodnienia jej, że jest nadal sprawnym mężczyzną…

Podszedł do wideofonu i podał numer komuny, w której mieszkała Katarzyna Targett, matka Ateny, zanim jednak dokonano połączenia, odwołał je. Do komuny było stąd niecałe piętnaście kilometrów, mógł wiec tam dojechać w ciągu kilku minut. Nie odwiedzał jej od ponad dwu lat, ale mógł wprowadzić telekomunikacyjno-kartograficzny numer budynku do drogowskaźnika w bolidzie i korzystać w trakcie jazdy z komunikatów dotyczących trasy. Zapadła już noc, kiedy zajechał przed dwupiętrową budowle, którą łatwo było rozpoznać, bo takie właśnie oddawano do użytku kobietom pragnącym żyć grupowo. Znajdowały się tam oddzielnie mieszkania przeznaczone dla matek z córkami połączonych silną więzią rodzinną, a także służące przelotnym romansom z wędrownymi mężczyznami, poza tym jednak życie toczyło się wspólnie. Carewe’owi nie podobało się tutaj, głównie — jak przypuszczał — dlatego, że jego własna matka po odejściu ojca, który poszedł szukać szczęścia w innych związkach, mieszkała nadal w domu jednorodzinnym. Okazało się, że brama jest otwarta, wszedł więc do środka na prostokątny dziedziniec, gdzie szczupła brunetka, na oko dwudziestokilkuletnia, doglądała klombu z kwiatami. Sądząc z wyglądu, mogła być matką Ateny, ale ponieważ nie miał pamięci do twarzy, nie był pewien.

— Pani Targett! — zawołał i podszedł bliżej. — Czy pani jest matką Ateny?

Zagadnięta obróciła ku niemu twarz z uśmiechem, który nie zdołał ukryć chłodu, jaki pojawił się w jej spojrzeniu, kiedy spostrzegła jego pozbawioną zarostu szczękę.

— Nie — odparła.

— Przepraszam. Wygląda pani…

— Na kogoś z rodziny? — dopowiedziała. Głos miała ciepły, dźwięczny. — Bo jestem. Jestem babką Ateny. A pan?

— Nazywam się Will Carewe. Nie wiedziałem, że…

-  O, żyją tu nas cztery pokolenia. Targettówny to staroświecki ród, lubimy się trzymać razem.

Jego rozmówczyni zakopała ziarnko w wilgotnej ziemi, włączyła ręczny rzutnik biotroficzny kierując go na nasionko i śledziła krytycznym okiem, jak z ziemi wężowym ruchem wyskakuje pęd, rozrasta się puszczając liście i zakwita, zupełnie jak na przyśpieszonym filmie.

— To bardzo… ładne — rzekł niepewnie. Córki obsesyjnie przywiązane do swoich matek, które z kolei same były córkami związanymi uczuciowo ze swoimi matkami, i tak dalej, zawsze budziły w nim odrazę. W niektórych komunach mieszkało po osiem pokoleń kobiet, co przywodziło na myśl nie kończący się szereg mieszczących się jedna w drugiej lalek. — Więź rodzinna nie straciła całkiem swojego znaczenia.

— Owszem. — Babka Ateny, która właściwie mu się jeszcze nie przedstawiła, zgasiła rzutnik. Przyklękła, żeby obejrzeć z bliska nowy kwiat, syknęła niezadowolona i wyrwała go. Cisnęła roślinę na ziemię, gdzie jej białawe korzenie zadrgały anemicznie jak robaki. — Za wysoki. Kiedy się dobrze nie skupię, wyrastają mi za wysoko.

— Przepraszam.

Carewe przyglądał się błądzącym na oślep korzeniom, a tymczasem babka Ateny przestawiła dźwigienkę rzutnika i ponownie skierowała go na kwiat. Roślina poczerniała i sczezła, zwracając swoje składniki glebie.

— Ma się z głowy całą robotę w ogródku i w dodatku nie trzeba czekać, co? — zagadnął.

— Jeżeli się panu nie podoba, Will, a widzę to po pańskiej minie, najlepiej powiedzieć wprost.

— Kto mówi, że mi się nie podoba? — odparł Carewe i zaśmiał się nieszczerze, przyglądając się plamie na ziemi i myśląc nie wiedzieć czemu o żabie, którą uratował od śmierci na parkingu Farmy.

— Atena mówiła, że w głębi ducha jest pan luddystą.

— Może nie jest aż tak źle, skoro tylko w głębi ducha — odparował, zastanawiając się, co to znaczy „luddysta”. — Chyba mnie za to nie aresztują.

Babka Ateny prychnęła.

— No więc? Gdzie jest Atena? — zapytała.

— O to właśnie chciałem panią spytać.

— A niby skąd ja mam wiedzieć? Wyjechała stąd wczoraj, zaraz po pańskim telefonie. — Babka Ateny podniosła się i zajrzała Carewe’owi w oczy. — Jak to, czyżby…

— Wczoraj byłem jeszcze w Afryce — wyjaśnił ochrypłym głosem. — Do nikogo nie dzwoniłem.

— Więc gdzie ona jest?

Słowa te już właściwie do niego nie dotarły, bo odwrócił się na pięcie i wybiegł, lecz pytanie to nie dawało mu spokoju przez całą drogę do domu.

Staranne przeszukanie kopułodomu nie ujawniło żadnych śladów mogących naprowadzić na jej trop — nie był nawet pewien, czy Atena tu wczoraj zaglądała. Nie zostawiła żadnej nagranej wiadomości, żadnej karteczki. Zupełnie nic. Znów zabrakło mu nagle tchu w piersiach, podbiegł do wideofonu i podał numer dyrekcji Farmy. W ognisku projekcyjnym aparatu pojawiła się trójwymiarowa rysunkowa postać wyobrażająca tradycyjną sekretarkę.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)