Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
– On cię prowokuje, Siergiej – wyszeptała księżniczka. – Nie reaguj.
– Wiem.
– Po co wzięliście ze sobą chłopca? W charakterze zapasowego narzeczonego, jeśli lord nie spełni pokładanych w nim nadziei? A może to resztki waszej armii?
Księżniczka pobladła, a Lans już chciał zrobić krok w stronę Shorreya. Spodziewałem się tego i przytrzymałem chłopca za rękę. Powiedziałem, balansując na tym poziomie arogancji, gdy jeszcze nie jest obraźliwa:
– Lans, jeśli chcesz być moim przyjacielem, jeśli pozostajesz mi wdzięczny, nie możesz obrażać się na człowieka, który przegrał. Uspokój się.
Chłopiec skinął głową, nie odrywając od Shorreya nienawistnego spojrzenia.
– Nadejdzie jeszcze dzień zapłaty – warknął. – Ale święto nie zostanie zbrukane twoją krwią.
Shorrey skinął głową.
– Ten dzień nadejdzie, chłopcze. Nie powinieneś w to wątpić. Księżniczka odwróciła się do mnie i powiedziała cicho, drżąc na całym ciele:
– Siergiej, nie podoba mi się to, on coś wymyślił. Trzeba się spieszyć.
– Nie mam nic przeciwko temu.
Księżniczka poprawiła włosy, zerknęła kątem oka na zastygłego nieopodal Shorreya i powiedziała podniesionym głosem:
– Ja, księżniczka imperatorskiego rodu Tar, przybyłam tu zgodnie z prawem naszej planety. Proszę o dokonanie obrzędu zawarcia związku małżeńskiego i uznanie za mojego męża lorda Siergieja z planety Ziemia.
Przez ściany sali przepłynęła fala światła, barwiąc je na delikatny, błękitny kolor. W naszej świadomości usłyszeliśmy pytanie:
Zgodnie z jakim obyczajem ma być przeprowadzony obrzęd?
Nie przypominało to zimnego, obojętnego tonu granatu temporalnego. Łagodny, piękny kobiecy głos, którego nie powstydziłaby się śpiewaczka operowa.
– Zgodnie z obyczajem mojej planety – powiedziała zmieszana księżniczka.
– Zgadzam się – potwierdziłem.
Sala pogrążyła się w ciemności. Znikła wysoka postać Shorreya, nawet jego kombinezon przestał lśnić. Rozpłynęła się w mroku zadowolona twarz Lansa. Wokół mnie i księżniczki pojawiło się złociste lśnienie, jakby błyszczało samo powietrze. Ładne obyczaje mają na planecie mojej żony…
Czy wstępujecie w związek małżeński z dobrej woli?
– Tak – odpowiedziała chłodno księżniczka.
– Tak – zawtórowałem i nagle uświadomiłem sobie, że nie czuję najmniejszej radości. Jakby wypełniał zwykłą procedurę niezbędną do wypędzenia Shorreya, a nie żenił się z ukochaną kobietą.
Kto będzie świadkiem waszego ślubu? Spojrzałem w ciemność i powiedziałem:
– Kadet Lans Dari, mój przyjaciel, i władca Shorrey Manhem, mój wróg.
– A także każdy, kto znajduje się teraz w Świątyni Siewców na wszystkich planetach wszechświata – dodała księżniczka.
Czy istnieją jakieś przeszkody w prawie waszych planet lub w waszych czynach, uniemożliwiające zawarcie małżeństwa?
– Nie… – księżniczka popatrzyła na mnie. Wzruszyłem ramionami. Jakie mogą być przeszkody? Nie jestem żonaty i nie wyznaję żadnej religii…
– Nie.
Czy świadkowie znają przeszkody uniemożliwiające zawarcia tego małżeństwa?
Zapadła cisza. Dziwna, żywa cisza wypełniona oddechami tysięcy ludzi. Mój Boże, przecież oni nas teraz słyszą i widzą – ludzie setek zamieszkanych planet!
– Wiadomo mi o przeszkodzie czyniącej to małżeństwo niemożliwym.
Czekałem na te słowa. Shorrey nie mógł się nie wtrącić. To była jego ostatnia próba.
Na czym ona polega?
– Nierówność pochodzenia księżniczki i lorda.
Pauza i spokojny głos Świątyni:
Księżniczko, czy nierówność podchodzenia małżonków jest sprzeczna z prawem waszej planety?
– Nie. Lord Siergiej jest moim narzeczonym. Byliśmy od dawna zaręczeni. Starożytny obyczaj dopuszcza małżeństwo z człowiekiem dowolnej pozycji społecznej.
Lordzie, czy nierówność pochodzenia małżonków jest sprzeczna z waszym prawem lub przekonaniem?
Coś dziwnie nielogicznego było w tym pytaniu. A może nie samym pytaniu, lecz w różnicy między nim a tym, które zadano księżniczce… Nie było czasu na zastanawianie się.
– Nie.
Powiedzieliście prawdę - oznajmił niewzruszony głos. – Shorreyu Manhem, twoje zastrzeżenia są fałszywe. Powtórne kłamstwo pociągnie za sobą wykluczenie cię z rzeczywistości. Czy są inne przeszkody?
Cisza. Tysiące oczu wpatrzonych w dziwaczny spektakl. Tysiące uszu łowiących każde słowo. Tysiące mocno zaciśniętych ust.
Sprzeciwów brak. Czy przygotowano obrączki niezbędne do zawarcia małżeństwa?
Dotknąłem swojego pierścienia i odparłem:
– Przygotowano, ale należy przywrócić im pierwotny wygląd. Księżniczka spojrzała na mnie przerażona. Czyżbym powiedział coś niewłaściwego?
– Wykonano. Obrączki zostały wyposażone w hiperprzestrzenną nić.
W oczach księżniczki zobaczyłem zachwyt i zdumienie, jak wtedy, w nocnym parku na Ziemi. A na gładkiej powierzchni pierścienia znowu lśnił malutki kryształ.
Lordzie, czy chcesz pojąć za żoną księżniczką z dynastii Tar, dzielić z nią radości i troski, oddać jej swoją siłą i przyjąć jej słabość, zawsze i wszędzie, od narodzin aż do końca świata?
– Tak.
Księżniczko, czy chcesz pojąć za męża lorda z planety Ziemia, dzielić z nim radości i troski, oddać swoją silę i przyjąć jego słabość, zawsze i wszędzie, od narodzin aż do końca świata?
– Tak.
Wymieńcie obrączki.
Brakuje tylko marsza Mendelssohna, pomyślałem, robiąc krok w stronę księżniczki i podając jej swój pierścień.
Księżniczka ostrożnie wsunęła pierścień na mój palec. Ująłem jej dłoń, podniosłem do ust i pocałowałem, drżąc. Dziecięce marzenia nie mogą się spełniać, bo wtedy na świecie zabrakłoby dorosłych. Pierwsza miłość nie może być szczęśliwa, bo inaczej druga przemieni się w przekleństwo.
Włożyłem pierścień na palec księżniczki i popatrzyłem w jej oczy. Było w nich wszystko: radość, spokój i zmęczenie. Wszystko prócz podniecenia.
Wszystko prócz miłości.
W imieniu wszechświata ogłaszam was mężem i żoną.
Do sali powróciło światło. Pojawił się uśmiechnięty Lans. I Shorrey Manhem, też uśmiechnięty.
– Proszę Świątynię o przekazanie pewnej wiadomości wszystkim sojuszniczym planetom – powiedziała triumfalnie księżniczka. – Na mocy praw władców mojego świata prosimy wraz z księciem o militarną pomoc w przerwaniu agresji gyarskiej armii dowodzonej przez władcę Shorreya.
Wiadomość została przekazana - oznajmiła beznamiętnie Świątynia.
– Dziękuję – księżniczka skinęła głową niewidocznemu rozmówcy.
– Jeszcze nie wiecie, na czym polega wasz błąd, księżniczko? – Głos Shorreya nie stracił protekcjonalności.
– Nie! – Księżniczka odwróciła się do niego gwałtownie.
– Każdy, kto wszedł do Świątyni, ma prawo do spełnienia jednego życzenia. Ja przybyłem tu na pojedynek z lordem… – Shorrey uśmiechnął się -…przepraszam, księciem Siergiejem z planety Ziemia. Porwał moją narzeczoną i obraził mnie, a teraz umrze. Nikt nie ma prawa przeszkodzić naszemu pojedynkowi.
Zobaczyłem, że Lans blednie, a księżniczka przyciska dłonie do twarzy. Shorrey powiedział triumfalnie:
– Proszę przenieść nas do sali pojedynków.