Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 135
Перейти на страницу:

– Zwyciężyłem. Jestem księciem.

– Nie na długo… Ja zrozumiałem twoją tajemnicę, ale zbyt późno. A ty nie poznasz jej nigdy. Nie powinienem był walczyć z tobą… tutaj…

– Jaką tajemnicę?

Shorrey uśmiechnął się, kpiąco i zwycięsko. Grał swoją rolę do końca.

– Żegnaj, książę…

Zamknął oczy i zrozumiałem, że już nikt nigdy nie usłyszy głosu władcy Shorreya. Zabrał ze sobą moją tajemnicę, – jeśli ona rzeczywiście istniała. I umarł, głęboko przekonany, że to ja przegrałem.

Shorrey Manhem zawsze przewidywał przyszłość.

Położyłem obok niego cienki jak igła odłamek miecza i popatrzyłem na zszokowanych gwardzistów.

– Kto jest dowódcą w tej waszej brygadzie grabarzy?

Jeden z gwardzistów wystąpił bez słowa.

– Zabierzcie ciało i wynoście się z planety.

– I radzę zrobić to szybko – dodała księżniczka, podchodząc do mnie. – Sojusznicza flota przybędzie za kilka godzin i zniszczy wszystkich, którzy jeszcze zechcą walczyć.

Dotknęła mojej ręki. – Zwyciężyliśmy.

Popatrzyłem w jej oczy, błękitne jak niebo Ziemi. Była w nich radość, zachwyt, spokój i pewność. Nie było i nie mogło być miłości. My zwyciężyliśmy. Ja przegrałem.

7. Wybór

Służący postawił tacę ze śniadaniem i zamarł, czekając na rozkazy. Skinąłem głową, zwalniając go. Przy stole w moim pokoju mogłoby się zmieścić jakieś dziesięć osób. A przyniesionego jedzenia w zupełności wystarczyłoby dla wszystkich na lekkie śniadanie.

Nawet marionetkowy książę ma pewne przywileje.

– Masz ochotę coś zjeść?

– Nie odmówię, książę.

Ernado wziął z tacy garść pomarańczowych jagód.

– Spróbuj ich, książę, to królewska potrawa. Śnieżne winogrona rosną na jednej jedynej planecie w galaktyce.

Wrzuciłem do ust garść jagód. Wargi sparzył oleisty chłód. Dziwny, drażniący smak – kwaśno-słodki i miętowy jednocześnie.

Nigdy nie lubiłem papierosów mentolowych i miętowej gumy do żucia.

– Opowiadaj dalej, Ernado.

Mój były nauczyciel odłożył pomarańczowe grono.

– Prowadziłem walkę na granicy pola neutralizującego. Gdy postrzelili mój kuter, wszedłem w pole na kilka sekund przed wybuchem, który dzięki temu nie nastąpił. Jedyne, co musiałem jeszcze zrobić, to wylądować.

– Niezbyt przyjemne zajęcie z nieczynnym silnikiem.

– Grawikompensator osłabił uderzenie. A w górach nie zdołałby mnie dopaść nawet oddział gwardzistów… Gdy zobaczyłem, że już trwa ewakuacja, zacząłem się przedzierać do pałacu. Było jasne, że Shorrey przegrał. Ale nie przypuszczałem, że nie żyje…

– To był przypadek.

– Shorreya nie można pokonać przypadkiem, książę.

W głosie Ernada dźwięczała taka pewność, że się nie spierałem. Popatrzyłem na tacę i w końcu wybrałem coś odpowiedniego – wędzone mięso pocięte na wąskie paski, polanę niemal pozbawionym smaku sosem.

Ernado zerknął na okno. Zza gęstej zieleni parku wyzierał poczerniały od pożaru szkielet jednego z pałaców.

– Gyarowie wypłacą reparacje, i to spore – powiedział mściwie. – Za dwa miesiące wszystko zostanie odbudowane. Szkoda, że…

Zamilkł.

Napiłem się wody z kryształowego kielicha. Całkiem niezła mineralna.

– Mów dalej, Ernado – poprosiłem. – Szkoda, że ja tego nie zobaczę? Tak?

Ernado spuścił wzrok.

– Odpowiedz!

– Tak.

Wstałem zza stołu i podszedłem do ogromnego lustra na ścianie. Drewniana rama, rzeźbiona, a jakże, była arcydziełem. Samo lustro, równe i czyste, odbijało mnie całego. Strój z cienkiej złocistej tkaniny. Wspaniale ułożone przez fryzjera włosy. Książę…

– Władcą wielkiej planety nie może być człowiek, który przybył znikąd, lord z nieistniejącego świata – powiedziałem. – Może sobie być bohaterem, który pokonał Shorreya, porządnym facetem, godnym złotego pomnika naturalnej wielkości – nie ma sprawy. Kim tylko zechce. Ale nie władcą, nie przyszłym imperatorem. Nie mężem księżniczki. Tak, Ernado?

– Tak.

– Wiedziałeś o tym zawsze. Od dnia naszego pierwszego spotkania. Ale nic nie powiedziałeś. Dlaczego?

– Ratowałem swój świat, książę. Swoją planetę. Jestem winien, ale nie mogłem postąpić inaczej.

Chwilę milczałem w zadumie. Ja też zawiniłem wobec niego, ale on o tym nie wiedział. Bardzo wygodna sytuacja, gdy winny może udawać urażonego…

– Być może poproszę cię znów o coś podobnego, Ernado. Nawet jeśli okaże się, że nie mam racji.

P Ernado popatrzył na mnie z zaciekawieniem i powiedział, starannie dobierając słowa:

– To będzie sprawiedliwe, książę. Jestem twoim dłużnikiem, a moja planeta jest już bezpieczna.

Skinąłem głową i odezwałem się nieoczekiwanie dla samego siebie:

– Chyba umówiliśmy się, że będziemy po imieniu, co, Ernado?

– W takim razie nie będę mógł nazywać cię księciem ani lordem.

– Niezupełnie jestem księciem i nie całkiem lordem. Jestem Serge z planety, której nie ma.

– Masz rację, Serge. To przynajmniej uczciwe… Księżniczka wyjaśniła ci sytuację?

– Nie. Ciągle nie może się zdecydować na poważną rodzinną rozmowę.

– Więc kto?

– Shorrey. W poufnej, choć niestety, zbyt krótkiej pogawędce.

Ernado musiał dokończyć śniadanie w samotności. Wpadłem w ten dziwny stan, w którym proces jednoczesnego pożywiania się czy nawet przebywania z nim w jednym miejscu wydaje się przestępstwem.

Ruszyłem do księżniczki.

Z każdą minutą utwierdzałem się w przekonaniu, że ten pałac to labirynt. Nie miałem wskaźnika kierunku, a na zasięgnięcie informacji u któregoś z nielicznych służących nie pozwalała mi ambicja. Książę, który zabłądził w pałacu, niechby nawet w obcym, stałby się doskonałym tematem do żartów.

Snułem się po wielkich salach – kamień i drewno; ani śladu techniki, wielokrotnie przecież przewyższającej ziemską. Może właśnie dlatego nie było jej widać, że miała się do ziemskiej jak mieszczący się w teczce laptop do pierwszego lampowego IBM… Pospacerowałem po galeriach absolutnie przezroczystych od wewnątrz i kamiennych od zewnątrz. Mijałem korytarze, gdzie zapach starożytności był tak autentyczny, że musiał być fałszywy.

Ten świat też grał swoją rolę, jak Shorrey rolę nadczłowieka. Był monarchią, ponieważ odpowiadało to wszystkim poddanym. Lepiej być imperatorskim żołnierzem czy młodszym pałacowym sługą niż najemnikiem demokratycznego reżymu czy sprzątaczką w budynku parlamentu. Łatwiej żyć w oparciu o mgliste tradycje, przestrzegając tysiącletnich rytuałów, niż ustanawiać sprawiedliwe prawa, zdezaktualizowane nazajutrz po ich podpisaniu.

Jeśli ma istnieć monarchia, konieczny jest pradawny i tajemniczy pałac. Co z tego, że w jego murach jest więcej mikroukładów i metalu niż kamienia. Najważniejsza jest fasada. Najważniejsze to nie wyjść z roli.

Nigdy nie lubiłem starannie przygotowanych improwizacji i wielokrotnie próbowanych amatorskich spektakli.

Zatrzymałem się przed kolejną salą, przypominającą wystawę malarstwa batalistycznego. Było tu chyba ze sto obrazów, na których pokojowo współistniały spienione konie i spadające na skały gwiazdoloty. Zapewne znawca tematu znalazłby tu sporo interesujących rzeczy.

Ja niestety nie mam pojęcia o rysunku.

– Najkrótsza droga do pomieszczenia, w którym znajduje się obecnie księżniczka – powiedziałem głośno.

Łatwo zabłądzić w takim pałacu, nawet jeśli mieszka się w nim całe życie. A imperatorowi nie wypada wzywać na pomoc służących.

Na białych marmurowych płytkach podłogi pojawiła się cienka, błyszcząca czerwona linia. Skinąłem z zadowoleniem głową.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)