Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
Demony Leningradu [calibre 3.42.0] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]

Электронная книга - «Demony Leningradu [calibre 3.42.0]». Краткое содержание книги:

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 86
Перейти на страницу:

– A ten drugi jeniec?

– To kobieta – odparł Drozd. – Chyba sekretarka.

Zakląłem wściekle, za dwie godziny przylatywał samolot. Prowizoryczne lądowisko znajdowało się kawałek drogi stąd, jakieś pół godziny jazdy samochodem. Miałem zamiar zebrać, co się da, załadować na ciężarówkę – załoga magazynów dysponowała wojskową wersją büssinga – i dotrzeć na pilnowaną przez partyzantów polanę. Tuż przed wojną rozpoczęto tam budowę lotniska. Sprawy z oczywistych względów nie dokończono, ale wystarczyło wyciąć krzaki na oczyszczonym wcześniej terenie, aby umożliwić start i lądowanie naszej maszyny. Podobno... Problemem był czas: na wybranie co cenniejszych dzieł sztuki miałem mniej więcej godzinę. Wiedziałem, że obrazy czy rzeźby znajdę bez trudu, ale przecież nie przybyłem tu po to, aby uszczęśliwić towarzysza Berię. Miałem własne plany.

– Dawajcie tutaj tę babę! – poleciłem.

– Może lepiej przenieść się do jej pokoju? – zaproponował Tima. – Przywiązaliśmy ją do krzesła.

– Niech będzie – burknąłem. – A tego tutaj...

Nie musiałem kończyć, Kotuszew już ciął zasłony na pasy.

– Kiedy skończysz, sprawdźcie ciężarówkę i zacznijcie załadunek – rozkazałem. – Wiera, za mną!

Pokoik sekretarki, choć niewielki, robił wrażenie: cenne meble, bibeloty, srebrna zastawa... Najwyraźniej ktoś tu miał luksusowe upodobania, chyba że pomieszczenie traktowano jako tymczasowy skład. Kobieta, drobna brunetka, blada jak ściana, wpatrywała się w nas przerażonym wzrokiem. Cóż, zapewne nie budziłem w niej zaufania. No i dobrze, może dzięki temu chętniej odpowie na moje pytania?

Otworzyłem szafę, zawartość wyrzuciłem na podłogę. Zawsze warto wiedzieć, z kim mamy do czynienia, a rzeczy osobiste świadczą o właścicielu. Ciekawe: futro z norek, jakieś jedwabne fatałaszki, dwie pary nylonowych pończoch. No, no... Panienka sobie nie żałuje. Albo ktoś obsypuje ją prezentami. Nie znałem się specjalnie na damskiej modzie, wiedziałem jednak, że nylony to marzenie niemal każdej baby. Wiele kobiet smarowało sobie nogi ołówkiem kopiowym, aby stworzyć wrażenie, że chodzą w nylonowych pończochach. Te jednak były towarem z sennych marzeń. No i nie dziwota; z chwilą wybuchu wojny Amerykanie zaniechali masowej produkcji, a nylon stał się surowcem strategicznym – zaczęto wyrabiać z niego spadochrony.

Wyjąłem kobiecie knebel.

– To twoje? – spytałem, wskazując pończochy.

Zamiast odpowiedzieć, zaczęła przeraźliwie piszczeć. Przerwałem ten koncert solidnym policzkiem. Nie miałem czasu na babską histerię.

– Twoje? – powtórzyłem.

Tym razem przytaknęła, szlochając spazmatycznie.

– Kto ci je dał?

– He... Heinrich – wyjąkała.

– Co za Heinrich?

– Heinrich Thielmann. Dowódca Oddziału Rekwizycyjnego – dodała szybko.

Parsknąłem pogardliwie: Oddział Rekwizycyjny, też coś! No, ale jakkolwiek by patrzeć, słowo „rekwizycja” brzmi lepiej niż „kradzież”.

– Gdzie są złote monety? – spytałem bezceremonialnie.

Przygryzła wargi, widać było, że zastanawia się, co powiedzieć. Źle. Znaczy wie coś na ten temat, lecz nie ma zamiaru odpowiedzieć. A przynajmniej nie od razu. Dać jej czas, a cholera wie co wymyśli. Gdybym tylko mógł porządnie ją przesłuchać... Wyjąłem rewolwer, ostentacyjnie nakręciłem tłumik.

– Gadaj albo zdechniesz! – warknąłem.

Milczała. Zerknąłem na zegarek: zostało mi czterdzieści minut. Cholera, cholera! Jeśli się zatnie, nic nie poradzę i wrócę z misji z pustymi rękoma. Nacisk fizyczny nie wchodził w rachubę – nie zdążę. A i ryzyko zbyt duże. Sam widziałem, jak kobieta, której w czasie przesłuchania złamano nos, przestała zupełnie reagować na bodźce. Kiedy czekiści poprawili jej fizjonomię, życie straciło dla niej sens. Ech, dopust boży z tymi babami... Myśl, Razumowski! Myśl! Czego ona się boi? Na co się gapi? Zdjęcie! Na stoliku stała fotografia przedstawiająca zwalistego faceta o nalanej, podobnej do wieprza twarzy. Czyżby podobizna Heinricha? Tylko dlaczego ta twarz wydaje mi się znajoma?

Wypadłem na korytarz. Szwab w zbyt luźnych gaciach leżał tam, gdzie go zostawiłem. Oto i nasz Heinrich... Złapałem trupa za nogi, z pewnym trudem dowlokłem do pokoju sekretarki. Facet musiał ważyć grubo ponad sto kilogramów.

– Poznajesz?! – ryknąłem.

Poznała. Widać było, że straciła wszelką nadzieję, oczy kobiety zmatowiały, w chwilę później ujrzałem błysk białek. Straciła przytomność. Ocuciłem ją, chlusnąwszy w twarz zimną wodą. Drżała, chyba nie tylko z chłodu. Jeśli była kochanką Heinricha, świadomość, że tamten nie żyje, może rozwiązać jej język. Przełamie poniekąd naturalną niechęć przed kablowaniem. W końcu nikt jej nie osądzi – słodki Heini nie żył. Chyba że go naprawdę kochała...

Stanowczym gestem uniosłem broń, władowałem w zwłoki kilka pocisków.

– Gadaj! – wrzasnąłem.

– W sejfie – wyszeptała cichutko.

Rozejrzałem się po pomieszczeniu – na pewno nie znajdował się w nim żaden sejf, zauważyłbym.

– Gdzie jest sejf?!

– W gabinecie Heinricha.

– Który to?

Kilkakrotnie otwierała usta, żeby opowiedzieć, ale nie wychodziło. Bywa. Szczególnie w takich sytuacjach.

– Na tym piętrze? – indagowałem.

Kiwnęła głową.

– Drugi pokój na lewo – powiedziała wreszcie.

– Szyfr?!

– Data urodzin Führera...

– To znaczy?

Łapała powietrze jak wyrzucona na brzeg ryba, ale z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Przyklęknąłem, spojrzałem jej w oczy – nie udawała. Wyglądało, że jest w szoku, może wpadła w stupor. Teraz będzie milczeć, chuj wie jak długo. Niech to szlag! Pamiętałem, że Hitler urodził się w tysiąc osiemset osiemdziesiątym dziewiątym roku, ale potrzebny był mi jeszcze dzień i miesiąc.

– Wiera! Znasz datę urodzin Adolfa?!

– Nikak niet! – zameldowała dziarsko panna Turkuł.

– Leć po Drozda! – rozkazałem.

Sam poszedłem szukać gabinetu nieodżałowanego Heinricha. Znalazłem bez trudu: wielkie biurko i portret Hitlera na ścianie świadczyły o oficjalnym charakterze pomieszczenia. W rogu stał sejf. Ponownie spojrzałem na zegarek – jeszcze trzydzieści minut. Widok potężnej konstrukcji z centralnie umieszczonym zamkiem szyfrowym wybił mi z głowy wszelkie myśli o próbie siłowego otwarcia ustrojstwa. Albo wpiszę kod, albo...

– Komandir?

Wyraźnie zaniepokojony Drozd stanął w drzwiach. Zza pleców chłopaka wyglądała twarz Wiery.

– Znasz datę urodzin Hitlera?

– Dwudziesty kwietnia tysiąc osiemset osiemdziesiątego dziewiątego roku – odparł bez namysłu.

Rzuciłem się do sejfu nastawiać zamek numeryczny, po chwili szarpnąłem drzwiczki. Ani drgnęły...

– Komandir...

– Czego?!

– Trzeba przekręcić tę gałkę. Bez tego drzwi się nie otworzą. Mieliśmy w kołchozie podobny. Stara szwabska robota, jeszcze z dziewiętnastego wieku.

Obróciłem prostą stalową gałkę o dziewięćdziesiąt stopni – dalej się nie dało, coś zgrzytnęło, jednak sejf nadal pozostawał zamknięty.

– Przyniosę klucz francuski – zaproponował Pietka. – Chyba widziałem jakiś w garażu.

– Tylko się pospiesz! – warknąłem. – A ty – zwróciłem się do Wiery – znajdź mi jakąś torbę, w ostateczności walizkę.

– Jaką walizkę?

– Dużą i mocną. Najlepiej skórzaną.

Ponownie, tym razem oburącz, spróbowałem skręcić gałkę. Ani drgnęła. Pospieszny tupot butów świadczył, że Drozd i panna Turkuł ruszyli wypełniać swoje zadania. Mój całkiem zwyczajny zegarek stał się nagle podobny do wyłupiastego, szyderczo wpatrzonego we mnie oka. Dwadzieścia pięć minut. Niech to szlag... Z bezsilną wściekłością kopnąłem sejf, odgłos zabrzmiał ledwie słyszalnie. Znaczy drzwiczki mają sporą grubość, inaczej by zadudniło.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)