Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
Demony Leningradu [calibre 3.42.0] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]

Электронная книга - «Demony Leningradu [calibre 3.42.0]». Краткое содержание книги:

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 86
Перейти на страницу:

– Ile czasu potrzeba wam, majorze, aby przygotować się do operacji „Kultura”?

– Jakiej operacji?

– No, przechwycenia tych wszystkich dzieł sztuki! – doprecyzował zniecierpliwiony moją niedomyślnością.

– Dwa tygodnie, towarzyszu Generalny Komisarzu. Mój zespół...

– Tydzień! – uciął stanowczo Beria. – Otrzymacie wszelkie pełnomocnictwa, będziecie mogli poprosić o ludzi i sprzęt, rzecz jasna, w granicach rozsądku, ale za operację odpowiadacie osobiście. Przede mną.

– Tak jest! – szczeknąłem służbiście.

Odprawiony gestem Berii, wykonałem „w tył zwrot” i wyszedłem z gabinetu. Sam. Najwyraźniej Genkom miał jeszcze do pogadania z Panfiłowem. Tydzień... Trochę przymało. Z drugiej strony nie spodziewałem się niczego innego, najważniejsze, że mój plan został zaakceptowany. Owszem, Wierze przydałoby się jeszcze trochę treningu, każdy dodatkowy dzień ćwiczeń zwiększał jej i nasze szanse na przeżycie, ale pozostawała też kwestia szczęścia. Kto wie czy nie ważniejsza od wyszkolenia? Na wojnie pechowcy giną szybko, niezależnie od umiejętności. Zresztą dodatkowy tydzień zajęć na pewno nie zmieniłby drastycznie kwalifikacji dziewczyny. A ona miała szczęście, biorąc pod uwagę to, co zaszło w Leningradzie – kurewskie szczęście. No i nie najgorzej mi się przysłużyła, gdyby nie Wiera, gryzłbym ziemię jak Saszka. Ech, Saszka, Saszka, coś ty najlepszego narobił...

Wyszedłszy z gmachu NKWD, podszedłem do kiosku, kupiłem gazetę. Od pewnego czasu w prasie można było znaleźć coraz więcej rzetelnych informacji. Zwycięzcy nie muszą kłamać tak jak przegrani. No a przynajmniej nie aż tak często... Tytuły krzyczały o walkach w Afryce, ale ja zapatrzyłem się na niewielką, umieszczoną w dole strony klepsydrę: garnizon miasta Moskwy składał kondolencje rodzinie generała Baranowa. Generał zginął tragicznie na skutek wypadku samochodowego. Mój nowy przyjaciel, pułkownik Poliakow, nie rzucał słów na wiatr... Niespodziewanie podniosło mnie to na duchu – jeśli dotrzymał słowa w tej sprawie, dotrzyma i w kwestii lewych dokumentów. Muszę jedynie zdobyć parę tysięcy rubli w złocie. Po rozmowie z Berią nie wydawało mi się to już takie trudne.

Na półpiętrze minąłem nieznajomego pułkownika, zasalutowałem odruchowo, ale ten omiótł mnie tylko niewidzącym spojrzeniem, jakbym był przezroczysty. Natasza Aleksandrowna stała przed drzwiami swojego mieszkania, ściskając w ręku bukiet róż. Nie wyglądała na zadowoloną. Na jej twarzy malowała się przemieszana ze zmęczeniem udręka.

– Coś się stało? – spytałem.

Już w chwilę później pożałowałem swojej ciekawości. Miałem własne problemy, nie potrzebowałem cudzych.

– Mogę zajść do was na chwilkę? – odpowiedziała pytaniem.

Zaprosiłem ją gestem, od razu przeszliśmy do salonu. Mam samodzielne trzypokojowe lokum – jeden z przywilejów rangi.

– Przyszły wieści o Władzie – powiedziała, zagryzając wargi.

– Poległ?!

– Gorzej. Dostał się do niewoli.

Bez słowa postawiłem na stole wódkę i dwie szklanki, nalałem. Natasza kilkoma łykami wychyliła palący płyn, rozkaszlała się bezradnie. Cóż, wyraźnie brak jej wprawy... Wziąłem głęboki wdech, łyknąłem swoją porcję jak lekarstwo.

Mąż w niewoli... Paskudna sprawa. Wiadomo, na wojnie bywa różnie, ale rozkaz towarzysza Stalina numer 270 z 16 sierpnia 1941 roku mówił wyraźnie, że znalazłszy się w okrążeniu, należy walczyć do końca i – w razie czego – przebijać ku swoim. Rodziny żołnierzy, którzy się poddali, miały być pozbawione wszelkiej pomocy państwa. Co z tymi, którzy bijąc się do ostatniego naboju, popadli w niewolę, nie określono. Tak czy owak, krewni czerwonoarmistów, którzy stali się niemieckimi jeńcami – nieważne, w jakich okolicznościach – często traktowani byli jako wrogowie narodu i cała sprawa bynajmniej nie kończyła się na odebraniu świadczeń...

– Ogłosili aukcję – powiedziała Natasza głuchym głosem.

– Jaką aukcję?

– Spodobałam się kilku oficerom – wyjaśniła, przymykając oczy. – Mam wybór. Jeśli zgodzę się zostać kochanką któregoś z nich, zostawią mnie w spokoju, przynajmniej na jakiś czas. W sumie chodzi o to, czy stanie za mną ktoś wyższy rangą. Interpretacja przepisów jest dość... dowolna, a informacje o Władzie nie są stuprocentowo pewne. W zeszłym roku paru z nich zalecało się do mnie w dość obcesowy sposób. Odmawiałam, nie owijając w bawełnę, co o nich myślę. Na jednego złożyłam skargę. Teraz chcą się zemścić.

– Spróbuję coś zrobić w tej sprawie. – Odchrząknąłem niepewnie.

Ech, Razumowski, w coś ty się wpakował? Brakowało mi jeszcze wojny ze sztabowcami...

– Nie o to chodzi, nie darowaliby wam, a i nie sądzę, żeby to pomogło na dłużej. Oni chcą mnie upokorzyć, zmusić do...

Zasłoniła usta dłonią, nie dokończyła zdania.

– Co miałbym więc zrobić?

– Kupcie mnie, Aleksandrze Nikołajewiczu! Kup mnie, Saszka! Widziałam, jak na mnie patrzysz, nie pożałujesz...

– Jeśli nie wahasz się zdradzić Włada, to po co ci jestem potrzebny?! – warknąłem zniecierpliwiony. – Co za różnica, ja czy ktoś inny?!

– Ogromna – wyszeptała, rozpinając bluzkę. – Ja też czasem patrzyłam na ciebie tak jak ty na mnie...

Zanim pomyślałem, co robię, znaleźliśmy się na podłodze. Saszka, Saszka, powtarzała Natasza, wijąc się pode mną. Czułem czysty, konwaliowy zapach jej włosów i delikatną woń perfum. Pod moimi palcami trzaskały jakieś szmatki, po chwili wbiłem się w dziewczynę gwałtownie. Słyszałem jej jęki. Głaskałem jędrne piersi, ssałem sterczące sutki. Smakowałem słoną od łez skórę. Przywarła do mnie z dziką namiętnością, kołysała biodrami niczym łódka na wzburzonym morzu. Skończyłem, czując, jak jej paznokcie orają mi plecy.

– Dziękuję – wyszeptała, leżąc z zamkniętymi oczyma. – Dziękuję...

Przez długi czas odpoczywaliśmy, oddychając ciężko, stopniowo uścisk Nataszy stawał się coraz słabszy, wreszcie wypuściła mnie z objęć. Uniosłem się na łokciu, spojrzałem badawczo na dziewczynę. Nadal miała zamknięte oczy, jej usta drżały. Spóźnione wyrzuty sumienia? Przed chwilą nie wyglądało, żeby miała jakiekolwiek wątpliwości... Zresztą, jak mawiał Saszka Riumin, cytując jakiegoś starożytnego mędrca: post coitum omne animal triste est sive gallus et mulier. Co prawda za jasną cholerę nie rozumiałem, dlaczego akurat tylko kogut i kobieta mieliby się cieszyć po spółkowaniu, ale kto wie? Może starożytni wiedzieli lepiej? A Natasza to z pewnością kobieta... Wtedy mnie olśniło: moja sąsiadka nie wierzyła, że cokolwiek zrobię w jej sprawie. No bo i kto mógłby mnie do tego zmusić? A komplikacje mi niepotrzebne. Inna sprawa, że jakichś wielkich problemów nie przewidywałem. Ot, przyjdzie jakiś poruczniczyna z NKWD, niechby i nasłany przez pułkownika czy majora. I co mi zrobi za pieprzenie się z żoną kogoś, kto został wzięty do niewoli? Szczególnie teraz, kiedy szykuję się do akcji pod osobistym nadzorem Ławrentija Pawłowicza Berii? Napisze skargę? Spróbuje aresztować? Akurat! Prędzej zesra się ze strachu na wiadomość, że mam kontakt z Genkomem. A z Generalnym Komisarzem Bezpieczeństwa Państwowego żartów nie ma, oj, nie... Co najwyżej aresztują Nataszę, a jej syn wyląduje w DietDomie. Mnie nic nie grozi. Taak... mnie nic nie grozi, powtórzyłem w myśli. To znaczy mogę być spokojny, jeśli chodzi o zainteresowanie bezpieczniaków Nataszą, bo co do innych spraw, nie postawiłbym na swoją skórę nawet rubla. O ile dopisze mi szczęście, wyjdę cało z akcji odbierania Szwabom naszych dzieł sztuki, ale trudno spodziewać się podobnego fartu w tej drugiej misji. W końcu ci, co próbowali przede mną, też sroce spod ogona nie wypadli. Kto wie? Może został mi nie więcej niż miesiąc, dwa życia? I co, mam trwać w celibacie niczym jakiś mnich? A na szukanie chętnych panienek nie bardzo mam czas – inna sprawa, że to nic trudnego, większość bab teraz wygłodzona, że strach. Jak Natasza. Natasza... Czyżby rzeczywiście wolała mnie od czekistów? Ech, czort z tym, na psychologię mi się zebrało. Najwyżej zaświecę jakiemuś dupkowi w oczy legitymacją wojennoj razwiedki. A i na myśl, że Natasza wyląduje na zonie, a Loszka w bidulu, robiło mi się tak jakoś niewyraźnie... Wojna wojną, a jednak szkoda ich na poniewierkę.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)