Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
Demony Leningradu [calibre 3.42.0] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]

Электронная книга - «Demony Leningradu [calibre 3.42.0]». Краткое содержание книги:

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 86
Перейти на страницу:

– Łatwy? – Uniósł niedowierzająco brwi.

– Potrzebna będzie jedynie kilkuosobowa grupa, samolot, może parę samochodów. To wszystko – zapewniłem.

– I czego dokonałaby ta kilkuosobowa grupa?

Wyciągnąłem z teczki mapę, rozłożyłem starannie na stole.

– Popatrzcie tu, towarzyszu Generalny Komisarzu. – Wskazałem czerwony punkt. – To miejscowość sto, sto dwadzieścia kilometrów od linii frontu. Bez problemu można...

– Sto kilometrów za linią frontu – poprawił pedantycznym tonem Beria.

– Zgoda, za linią frontu – przyznałem. – To magazyny. Niemcy przechowują tam zrabowane dzieła sztuki, zanim wyślą je do Rzeszy.

– I? – Zmierzył mnie badawczym wzrokiem.

Widać było, że mimo nie najlepszego początku rozmowy zainteresowałem w końcu Genkoma. No i dobrze, jeśli nie uzyskam jego poparcia...

– Same magazyny strzeżone są przez nieliczny personel. To tyłowi żołnierze, do tego kilku specjalistów, którzy pilnują katalogowania skradzionych dóbr. Niedaleko znajdują się koszary, więc nikt się nie spodziewa, że...

– Ilu żołnierzy przebywa w koszarach? – przerwał mi ponownie Beria.

– Kompania piechoty i pluton zwiadu – poinformowałem.

– To też tyłowi żołnierze?

– Nie. Ci potrafią się bić.

– W jaki sposób kilkuosobowy oddział zlikwiduje nie tylko ochronę magazynów, ale i zneutralizuje garnizon?

– Niedaleko operuje oddział partyzancki – odparłem. – Jeśli...

– Oddział, który jest w stanie stawić czoła kompanii niemieckiej piechoty? – Genkom wszedł mi bezceremonialnie w słowo. – Chciałbym taki zobaczyć...

No cóż, ja także... Co prawda nasza propaganda przedstawiała partyzantów jako niezwyciężonych mścicieli i znakomicie wyszkolonych żołnierzy, ale prawda wyglądała inaczej i obaj świetnie o tym wiedzieliśmy: aby skutecznie przeprowadzić atak na jakikolwiek niemiecki oddział, partyzantom potrzebna była przewaga liczebna, spora przewaga liczebna. I zaskoczenie. A najlepiej jedno i drugie.

– Można by ich wzmocnić, zrzucając niewielki desant – wymamrotałem, unikając wzroku Berii.

– A więc koszta wymyślonej przez was operacji nie są wcale takie małe, po stronie rozchodów trzeba będzie wpisać nie tylko partyzantów, ale i grupę wyszkolonych sabotażystów...

Wbiłem wzrok w dywan, czułem, jak po plecach spływają mi strużki zimnego potu. Nadchodził najbardziej niebezpieczny moment, Beria nie tylko mógł odrzucić sam projekt – co samo w sobie zakończyłoby się moją śmiercią, tyle że w przyszłości. Mógł też zainteresować się moimi motywami, przejrzeć akta dotyczące służby majora Razumowskiego. Jeżeli natrafi na sprawę Saszki Riumina, dotrze do donosów Kutiepowa, spotkam śmierć dużo szybciej i w o wiele mniej komfortowych warunkach: zdechnę w jednej z bezpieczniackich katowni, we własnym gównie, krwi i rzygowinach.

– No dobrze – podjął po chwili. – A co wy będziecie z tego mieli?

W głosie Generalnego Komisarza usłyszałem wyraźnie podejrzliwość. Widocznie Beria niespecjalnie wierzył w ludzką bezinteresowność... No i miał rację, chociaż na to akurat byłem przygotowany.

Westchnąłem, udając zmieszanie. Bogiem a prawdą nie musiałem specjalnie się starać, rzeczywiście byłem nieswój. Podniosłem oczy.

– Chciałbym przetestować swój zespół – powiedziałem. – W niedalekiej przyszłości szykuje się poważna robota, a moi ludzie albo ledwo wyszli ze szpitala, albo są całkiem zieloni, jak Wiera Turkuł.

– Turkuł, Turkuł... – Genkom zmarszczył brwi. – Czy to czasem nie krewna...

– Krewna – przytaknąłem. – Być może kiedyś będzie można to wykorzystać, jednak na razie... – Rozłożyłem bezradnie ręce.

– Ładna? – spytał niespodziewanie Beria.

Wzruszyłem ramionami z udaną obojętnością.

– Nie powiedziałbym – odparłem. – Nie werbowaliśmy jej dla urody, tylko ze względu na nazwisko. No i nie dojadała miesiącami w Leningradzie. Byłem tam dużo krócej, a do dzisiaj nie doszedłem do siebie.

Po minie Generalnego Komisarza widziałem, że stracił zainteresowanie panną Turkuł. No i dobrze, przez moment zdawało mi się, że dostrzegłem w jego oczach obleśny, pożądliwy błysk. Podobny widziałem kiedyś u pewnego pułkownika artylerii, notorycznego gwałciciela. Facet szukał ofiar w strefie przyfrontowej, licząc na to, że nikt nie przeprowadzi rzetelnego śledztwa w takich okolicznościach – poszczególne oddziały, jak i pojedynczy żołnierze przemieszczali się nieustannie po zapleczu frontu; trwały dyslokacje, a służby specjalne i patrole dbały o oczyszczenie terenu ze szpiegów i dywersantów, a nie o cnotę miejscowych ślicznotek. Powinęła mu się noga, kiedy zabawił się z córką generała, bo ten zwrócił się o pomoc do wojennoj razwiedki. Z prośbą o przyjacielską przysługę. Znaleźliśmy gnojka błyskawicznie, po czym przywiązaliśmy do dwóch ciężarówek i rozerwaliśmy na sztuki. Powolutku, na pierwszym biegu. Całą sprawę, rzecz jasna, załatwiono nieoficjalnie: w Armii Czerwonej nie ma zboczeńców. Nie ma też miejsca na samosądy. Do publicznej wiadomości podano, że pan pułkownik zaginął w akcji, ale ludzie gadali, jak zawsze. Wieści się rozeszły i przez ponad pół roku na tym akurat odcinku frontu nie było ani jednego gwałtu. A mówią, że kary nie wychowują...

– No dobrze – mruknął Genkom. – Co tam jest ciekawego? W tym magazynie?

– Przede wszystkim płótna impresjonistów, które tuż przed wybuchem wojny wysłano do muzeum w Mińsku, nie zdążyły już wrócić... Poza tym obrazy takich artystów, jak Crespi, któryś z Guardich, Canaletto, Jan van Huysum, Carlo Dolci, Rembrandt. Rozumiecie, towarzyszu Generalny Komisarzu, doniesienia naszego wywiadu są mało precyzyjne, priorytet mają kwestie militarne. Chodzą też słuchy o kolekcji cennych monet, a nawet prekolumbijskiej biżuterii.

– Jakiej biżuterii?!

– Nie jestem fachowcem – przyznałem. – Grunt, że jest złota. W magazynie znajdują się dzieła sztuki zrabowane nie tylko nam, ale i zarekwirowane w krajach nadbałtyckich, w prywatnych kolekcjach...

– W jaki sposób macie zamiar dokonać selekcji? Jak odróżnicie nasze od cudzych?

– Wezmę wszystko, co wyda mi się cenne – odparłem beztrosko. – Selekcją powinni się zająć specjaliści. Później. Ci zadecydują, co i komu oddamy. O ile będzie coś do oddania.

Beria skinął aprobująco głową, choć nie sądziłem, aby na serio brał pod uwagę zwrot jakichkolwiek dzieł sztuki. Co weźmiemy, to nasze, i chuj! W końcu mamy wojnę, kto by tam udowodnił, że skradzione przez Niemców dobra ponownie zmieniły właściciela...

– No dobrze – powiedział wreszcie. – A co z tą akcją, do której macie się przygotować? Czego dotyczy? Naprawdę jest taka trudna?

– Nie mam zielonego pojęcia – odparłem zgodnie z prawdą. – Wolałbym wiedzieć...

– Wasze pragnienia niespecjalnie mnie interesują – przerwał mi milczący do tej pory generał Panfiłow. – Uprzedziłem was tylko ze względu na fakt, że wasza grupa zrobiła poprzednim razem dobre wrażenie na towarzyszu Stalinie. Nie musicie znać detali. Lepiej dla was, jeśli nie będziecie ich znali...

Słysząc zimny, ostry ton Panfiłowa, odruchowo stanąłem na baczność, Beria przytaknął z aprobatą.

– Strzeżonego Pan Bóg strzeże – stwierdził sentencjonalnie. – A major, nawet taki, którego nazwisko obiło się o uszy Gławkoma, to... tylko major.

Wysiłkiem woli rozluźniłem zaciśnięte pięści: „tylko major” – dobre sobie... Ech, chwycić by tego tłustego okularnika za kark, zatkać mordę, żeby nie krzyczał, wbić nóż między żebra...

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)