Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 79
Перейти на страницу:

Coś innego ocaliło go wcześniej.

Raz jeszcze przysunęła życiomierz do ucha.

Uświadomiła sobie, że mimowolnie przytupuje nogą.

I zauważyła, że odległe cienie się poruszają.

Ruszyła biegiem po podłodze — prawdziwej podłodze, za granicami dywanu.

Cienie wyglądały tak, jak wyglądałaby matematyka, gdyby była materialna. Były tam ogromne krzywe… czegoś. Wskazówki, podobne do zegarowych, ale wielkie jak drzewa, sunęły wolno w powietrzu.

Śmierć Szczurów wspiął się jej na ramię.

— Pewnie nie wiesz, co się tu dzieje?

PIP.

Susan kiwnęła głową. Przypuszczała, że szczury umierają wtedy, kiedy powinny. Nie próbują oszukiwać ani powstawać z martwych. Nie istniało coś takiego jak szczurze zombie. Wiedziały, kiedy należy się wycofać.

Znowu spojrzała w szkło. Chłopak — używała tego określenia, tak jak zwykle dziewczęta mówią o młodych osobnikach płci męskiej o kilka lat starszych od siebie — chłopak zagrał akord na gitarze, czy co tam trzymał, i historia uległa skrzywieniu. Albo przeskoczyła.

Coś oprócz niej nie chciało, żeby umarł.

* * *

Była godzina druga w nocy i padał deszcz. Funkcjonariusz Detrytus ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork pełnił wartę przy budynku Opery. Takiego podejścia do patrolowania nauczył się od sierżanta Golona. Kiedy strażnik jest całkiem sam pośród deszczowej nocy, powinien zabrać się za pilnowanie czegoś dużego, z wygodnymi szerokimi okapami. Colon realizował tę politykę przez lata, dzięki czemu nie skradziono żadnego z miejskich pomników architektury[10].

Noc mijała spokojnie. Mniej więcej przed godziną sześćdziesięcioczterostopowa piszczałka organowa spadła nagle z nieba. Detrytus podszedł, żeby zbadać krater, ale nie był całkiem pewien, czy to rzeczywiście przestępcza działalność. Poza tym, o ile wiedział, tak właśnie zdobywa się piszczałki do organów.

Od pięciu minut słyszał też dobiegające z budynku Opery głuche stukania, a od czasu do czasu głośny brzęk. Zanotował to w pamięci.

Nie chciał wyjść na durnia. Nigdy jeszcze nie był w Operze. Nie miał pojęcia, jakie odgłosy powinny stamtąd dochodzić o drugiej w nocy.

Przez frontowe drzwi trochę niepewnie wysunęło się duże płaskie pudło o dziwacznym kształcie. Poruszało się dość nietypowo: kilka kroków naprzód, parę kroków wstecz. W dodatku mówiło do siebie.

Detrytus schylił się. Zobaczył — pomyślał chwilę — co najmniej siedem nóg różnych rozmiarów, z których tylko cztery posiadały stopy.

Powlókł się do pudła i stuknął je w bok.

— Dobry wieczór, dobry wieczór… Co się tu… dzieje? — zapytał skupiony, starając się nie pomylić niczego w zdaniu.

Pudło znieruchomiało.

— Jesteśmy… fortepianem — wyjaśniło po chwili. Detrytus rozważył tę odpowiedź z należną powagą. Nie był pewien, co to jest fortepian.

— Fortepian może chodzić, tak? — upewnił się.

— Mamy nogi — stwierdził fortepian. Detrytus musiał mu przyznać rację.

— Ale to środek nocy.

— Nawet fortepiany mają czasem wolne.

Detrytus poskrobał się po głowie. To chyba wyjaśniało wszystkie wątpliwości.

— No… W porządek — rzekł.

Patrzył, jak fortepian schodzi chwiejnie po marmurowych stopniach i znika za rogiem.

I cały czas gada do siebie. — Jak myśllisz, ille mamy czasu?

— Chyba damy radę dojść do mostu. Nie ma dość rozumu, żeby być perkusistą.

— Ale jest polllicjantem.

— To co?

— Klif…

— Tak?

— Może nas złapać.

— Nie zdoła nas powstrzymać. Przybylimy z misją od Buoga.

— Fakt.

Fortepian sunął truchtem przez kałuże. Po chwili zapytał sam siebie:

— Buddy…

— Co?

— Dlaczego żem to powiedział?

— Co takiego?

— Żeśmy przybyli z misją… no wiesz… od Buoga.

— Nooo… Krasnollud powiedział nam: Idźcie i przynieście fortepian. A ma na imię Buog, więc…

— Tak… No tak… Ale… on przecież mógł nas zatrzymać, znaczy, co takiego dziwnego w jakiejś misji od jakiegoś krasnoluda…

— Może byłeś zwyczajnie trochę zmęczony.

— Może faktycznie — zgodził się z wdzięcznością fortepian.

— A poza tym naprawdę przybyllliśmy z misją od Buoga. — Aha.

* * *

Buog siedział w swojej kwaterze i obserwował gitarę. Przestała grać, kiedy wyszedł Buddy, chociaż jeśli przysunął ucho do strun, wciąż słyszał, że brzęczą cicho. Po chwili bardzo ostrożnie wyciągnął rękę i dotknął…

Nazwanie rozbrzmiewającego nagle dźwięku dysonansem byłoby użyciem zbyt delikatnego określenia. Był jak warkot. Miał szpony.

Buog cofnął się. Dobrze. Oczywiście. To przecież instrument Buddy’ego. Instrument, na którym przez lata gra jedna osoba, często się do niej przystosowuje, choć — jak podpowiadało doświadczenie — zwykle nie aż tak, żeby gryźć innych. Buddy był właścicielem gitary niecały dzień, ale pewnie działała ta sama zasada.

Istniała krasnoludzia legenda o sławnym Rogu Furgle’a, który sam grał, kiedy zbliżało się niebezpieczeństwo, a także — z nieznanych przyczyn — w obecności chrzanu.

Nawet w Ankh-Morpork opowiadali podobną legendę: o jakimś starym bębnie w pałacu czy gdzieś, który sam bębnił, kiedy wroga flota płynęła w górę Ankh. W ostatnich wiekach legenda uległa zapomnieniu, częściowo dlatego, że nadeszła Epoka Rozumu, a częściowo dlatego, że żadna flota nie mogłaby wpłynąć na Ankh bez idącej przodem ekipy ludzi z łopatami.

Była też trollowa opowieść o pewnych kamieniach, które w mroźne noce…

Chodzi o to, że magiczne instrumenty pojawiały się całkiem często.

Buog znowu wyciągnął rękę.

Dżud-adud-adud-dum!

— Dobrze już, dobrze…

Stary sklep muzyczny był w końcu tuż przy uniwersytecie, a magia tam naprawdę przecieka, jakkolwiek magowie by tłumaczyli, że gadające szczury i chodzące drzewa to tylko odchylenia statystyczne. To jednak nie wyglądało na magię. Wydawało się o wiele starsze. Sprawiało wrażenie… muzyki.

Buog zastanowił się, czy nie powinien przekonać Im… Buddy’ego, żeby odniósł instrument do sklepu i wymienił na uczciwą gitarę…

Z drugiej strony sześć dolarów to sześć dolarów. Co najmniej.

Ktoś zastukał głośno do drzwi.

— Kto tam? — zapytał Buog.

Milczenie trwało dostatecznie długo, by mógł się domyślić. Postanowił pomóc.

— Klif?

— Tak. Mamy fortepian.

— Wnieście go.

— Żeśmy musieli ułamać nogi i klapę, i jeszcze parę innych kawałków, ale w zasadzie jest w porządku.

— No to go wnieście!

— Drzwi są za wąskie.

Buddy, wchodzący schodami za trollem, usłyszał trzask pękającego drewna.

— Spróbuj teraz.

— Pasuje idealnie.

Wokół drzwi zobaczył fortepianokształtny otwór w ścianie. Obok stał Buog z toporem w rękach. Buddy przyjrzał się odłamkom zaścielającym podest.

— Co wy wyprawiacie, do demona? — zapytał. — Przecież to nie nasza ściana.

— I co z tego? To nie nasz fortepian.

— Tak, alle… Nie możesz przecież wyrąbywać dziur w ścianach…

— A co jest ważniejsze? Ściana czy uzyskanie porządnego brzmienia?

вернуться

10

może z wyjątkiem Niewidocznego Uniwersytetu, tylko raz — ale to okazało się studenckim figlem.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)