Arivald z Wybrzeża
- Автор: Пекара Яцек
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:
– Podrap mnie po futerku – szepnęła Ilyenna.
– Zobacz, jaka tu jestem aksamitnie gładka… – Kylyenna wzięła Arivalda za rękę i pokazała mu, w którym miejscu ma sprawdzić.
– Wcale się mną nie interesujesz – powiedziała z wyrzutem Solyenna.
– Nie roztroję się – rzekł Arivald nieco mniej łagodnym tonem, niż zamierzał. – Zaraz się tobą zajmę, kotku – dodał zaraz, widząc wyrzut na twarzy Solyenny.
– Tak na to czekałyśmy! – Ilyenna otarła się o Arivalda swymi krągłościami.
W basenie spędzili dość długi czas. Arivald wychodził z wody, lekko chwiejąc się na nogach. Po cichu wypowiedział Czerwonobyczność Lazaniasza i poczuł, jak zaklęcie wlewa w niego życiodajną energię. Ale nadmierne faszerowanie się czarami wzmacniającymi nikomu jeszcze nie wyszło na dobre. Każdy organizm ma pewne granice wytrzymałości, a stosowanie czarów mogło je co prawda zmienić, lecz za wszystko kiedyś się płaci. Poza tym Lazaniasz stworzył, niestety, zaklęcia uzależniające, które powodowały, że chciało się je stosować coraz częściej (dawały bowiem siłę i pozorną świeżość umysłu). A takie uzależnienie było bardzo niebezpieczne. Dlatego czary Lazaniasza należały do czarów wyższego stopnia wtajemniczenia i uczeń musiał wykazać się dużą odpowiedzialnością, aby dostąpić zaszczytu ich poznania.
– Czas chyba na obiad – zauważyła Kylyenna.
– Arivaldzie, doradzisz mi, co mam włożyć do obiadu? – Ilyenna znacząco mrugnęła do czarodzieja.
– Spryciara – fuknęła Solyenna.
Ale ponieważ Ilyenna pierwsza wpadła na ten pomysł, siostry wielkodusznie postanowiły pozwolić jej na pozostanie sam na sam z Arivaldem. Czarodziej doradzał strój przez jakąś krótką godzinkę (było to nawet ekscytujące uczucie: być wreszcie tylko z jedną kobietą), lecz porady nie wypadły widać dobrze, bo kiedy zniecierpliwione Solyenna i Kylyenna zajrzały do komnaty siostry, Ilyenna nadal była naga.
– Dzisiaj wieczorem muszę popracować nad zaklęciami – rzekł stanowczo Arivald w czasie obiadu – skoro mam spotkać się z tym waszym Lordem Chaosu.
– Mamy tyle czasu. – Solyenna uśmiechnęła się promiennie. – Co to za różnica tydzień czy dwa?
– A ty jesteś taki kochany. – Kylyenna pocałowała Arivalda w usta.
Czarodziej się zaniepokoił. Perspektywa tygodnia lub dwóch spędzonych na miłosnych igraszkach z trzema dziewczętami o wielkich wymaganiach może wydawać się atrakcyjna tylko temu, kto nie zabawiał się tak przez poprzednią noc i prawie cały dzień. Arivald wyobraził sobie, co by się stało, gdyby zamiast niego trafił tu Wielki Mistrz, i mimo woli parsknął śmiechem. Przypuszczał, iż Harbularer wykombinowałby zaraz jakieś sprytne zaklęcie. Powodujące na przykład, aby dziewczęta przesypiały spokojnie większość dnia. Albo budziły się tylko raz w tygodniu. Choć nie trzeba zapominać, że były czarodziejkami. Kto wie, czy podobne zachowanie by ich nie zirytowało? Czy nie poczułyby się niechciane i wzgardzone? Arivald wolał, aby się tak nie poczuły, zarówno ze względu na własne bezpieczeństwo (wiadomo, wzgardzona kobieta!), ale przede wszystkim dlatego, iż były naprawdę bardzo miłymi osóbkami.
Po obiedzie udało mu się wybłagać godzinę samotności, po wielu dąsach, zapewnieniach i pieszczotach. Pomknął więc do swojej komnaty i momentalnie zabrał się za przygotowywanie zaklęć. Wiadomo od razu było, że wystąpią pewne kłopoty przy stosowaniu bardziej skomplikowanych zaklęć. Należało zgrać się z Aurą, która tutaj różniła się nieco od tej znanej Arivaldowi (na szczęście były to różnice minimalne), a potem wziąć się do roboty bez Księgi Czarów i różdżki. Wprawdzie oba te przedmioty odgrywały tylko pomocniczą rolę, ale do opracowania sporej części zaklęć różdżka była wręcz niezbędna. Dlatego kolejnym kłopotem, z jakim musiał się borykać czarodziej, było przypomnienie sobie takich czarów, przy których jej działanie nie było konieczne. Na szczęście miał dobrą pamięć (nawet wyjątkowo dobrą), co zresztą odróżniało go od wielu magów, którym zdarzało się czasem zapominać podstawowych zaklęć (mimo iż mnemotechnika była jedną z poważniej traktowanych dziedzin wiedzy).
Arivald nie pragnął na razie przygotowywać się do spotkania z Lordem Chaosu. Zamierzał po prostu wytworzyć na tyle silną barierę ochronną, aby nikt nie mógł przeszkadzać mu w pracy. A myśląc nikt, myślał oczywiście o trzech uroczych siostrzyczkach. Pierwszy czar musiał być na tyle skuteczny, aby zapewnił dodatkowe godziny na przygotowanie silniejszego zaklęcia, ale jednocześnie musiał być prosty i łatwy w konstrukcji. W końcu mag przypomniał sobie pewne zaklęcie zwane Klatką Gazboego – od imienia czarodzieja, który je stworzył. Klatka służyła Gazboemu do izolowania różnych niebezpiecznych zwierząt, był on bowiem wybitnym specjalistą zoologiem. Niestety czarodziejem był nieco gorszym i dlatego skończył jako obiekt zażartej kłótni o posiłek, toczonej przez dwa lwy i pumę. O ile Arivald dobrze pamiętał, stosowanie Klatki zdecydowanie odradzano we wszystkich podręcznikach, ale postanowił wzbogacić to zaklęcie, by w wypadku dotknięcia wytwarzanej przez nie bariery pojawiały się wstrząsające efekty świetlne i dźwiękowe. Poza tym mógł dołożyć od siebie kilka dodatkowych szyfrów utrudniających magiczne przełamanie. Miał nadzieję, że siostry nie są na tyle wytrawnymi czarodziejkami, żeby od razu poradzić sobie z tym problemem i zyska choć kilka godzin na przygotowanie silniejszego zaklęcia. A nad takowym należało się już poważnie zastanowić.
Istniała słynna Zapora Firacego, ale wymagała kilku dni bardzo intensywnej pracy. Za to czar ten w swej formie idealnej (a więc wzbogacony szyframi losowo tworzonymi przez Aurę) był wręcz niewiarygodnie trudny do przełamania. Inna sprawa, że utrzymywanie go wymagało poświęcenia ogromnych ilości energii. Wyliczono na przykład, że aby otoczyć nim niewielki dom, powinno bez przerwy pracować nad jego utrzymaniem co najmniej trzech czarodziei. Arivald chciał jedynie izolować swój pokój, ale i tak zabrakłoby mu, po pierwsze, czasu, a po drugie, siły do ciągłej aktywacji zaklęcia. W grę wchodził również Izolator Gurenmansa lub wiele zaklęć typu Magiczna Ściana, spośród których za najpewniejszy z najłatwiejszych uważano czar wymyślony przez Hillarego Pajęczarza. Nazywano go również nieoficjalnie Wysychaczem Hillarego, gdyż rzeczony mag (bardzo już posunięty w latach) zapomniał formuł odkodowujących i nim ktokolwiek zdołał się zorientować, umarł z pragnienia, odgrodzony od świata własnym, bardzo zresztą skutecznym zaklęciem.
Ale wszystko to był śpiew przyszłości. Na razie Arivald musiał popracować nad Klatką Gazboego i wzmacniającymi ją efektami. Zajęło mu to równo godzinę i siedem minut, a kiedy kończyła się ósma minuta, do drzwi ktoś cichutko zapukał.
– Czyżbyś o nas zapomniał? – doszedł czarodzieja głos Solyenny.
– Wejdź, proszę, kochanie – odparł Arivald i zacisnął kciuki na szczęście.
W momencie kiedy Solyenna dotknęła klamki, jednocześnie rozległ się huk, przeraźliwy pisk gwizdków i głuche warczenie rozwścieczonego psa. Czarodziej wiedział też, że drzwi zamieniły się w czerwoną paszczę potwora kłapiącego zębiskami. Potem usłyszał krzyk Solyenny i bardzo szybki stuk obcasów na podłodze. Wiedział jednak, że sprawa na tym z pewnością się nie zakończy. I rzeczywiście. Już po chwili wszystkie trzy siostry stanęły pod drzwiami. Arivald czekał z zapartym tchem.