Tomek na tropach Yeti
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Приключения Томека Вильмовского #4
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-064-6
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:
— Giń, przeklęty sahibie... — krzyknął stłumionym ze wściekłości głosem, dobywając zza pasa sztyletu.
Tomek odzyskawszy pierścień, machinalnie nałożył go na palec. Nagle ujrzał błysk stali, błyskawicznie uskoczył w bok, po czym prawą dłonią chwycił rękę napastnika w przegubie, a lewą nacisnął jego łokieć. Gwałtownym szarpnięciem powalił na ziemię złoczyńcę, który krzyknął z bólu i upuścił sztylet. Tomek przygniótł leżącego przeciwnika kolanami, przytrzymał w kleszczowym uścisku obezwładnioną zręcznym chwytem jego rękę, drugą zaś swą dłoń wyciągnął ku zamaskowanej twarzy.
— Precz — krzyknął przerażony złoczyńca.
Wolną ręką próbował osłonić twarz. Tomek już miał zerwać maskę, gdy naraz usłyszał kobiecy wzburzony głos:
— Puść go, sahibie, i tak został już dostatecznie ukarany.
Tomek obejrzał się bezgranicznie zdumiony. W progu korytarza stała młoda księżna Alwaru. Zaskoczony jej obecnością w nocy w leśnej świątyni, przerwał walkę. Zwolnił złoczyńcę z kleszczowego chwytu, podniósł się i skłonił przed maharani.
Złoczyńca dźwignął się z ziemi. Chyłkiem podążył ku korytarzowi, prześliznął się obok księżnej i znikł w mroku. Maharani szczelnie otulona we wzorzystą, jedwabną chustę zbliżyła się do Tomka.
— Nie jesteś zbyt ostrożny, młody sahibie — powiedziała. — Najpierw pozwalasz sobie ukraść pierścień, a potem lekkomyślnie zapuszczasz się samotnie do świątyni hinduskiej, by u stóp bogini Bogiri Mahalakshmi, patronki złoczyńców, walczyć o swą zgubę. Nie jest to ani roztropne, ani... bezpieczne. Gdybym nie przybyła w porę, po tym, co się zdarzyło, jeden z was musiałby zginąć.
— Wcale nie miałem zamiaru karać złodzieja śmiercią, chociaż on, jak mi się wydaje, nie miał zbyt dużych skrupułów — odparł Tomek. — W jaki sposób wasza książęca wysokość dowiedziała się o kradzieży pierścienia?
— Zdradziła mi to święta bogini Kali, na której cześć odbędą się dzisiejszej nocy przy pełni księżyca religijne tańce — odparła maharani, po czym roześmiała się beztrosko i dodała: — Musisz stąd odejść, ponieważ bajadery przygotowują się już do obrzędu.
Tomek z uwagą przyglądał się maharani. Przecież zachowanie jej wyraźnie wskazywało, iż znała tajemniczego złoczyńcę. Nagle zauważył porzucony w czasie walki sztylet. Podniósł go. W rękojeści wysadzanej brylantami tkwił wielki, krwawy rubin. Tomek doskonale pamiętał tę drogocenną broń. To był sztylet maharadży.
Zaskoczony tak niezwykłym odkryciem, spojrzał zdumiony na księżnę. Swobodnie patrzyła na niego, lekko się uśmiechając.
— A więc poznałeś sztylet? Oczywiście, taki sam posiada mój mąż — powiedziała. — Swego czasu polecił snycerzowi wykonać trzy identyczne sztylety. Jeden z nich zatrzymał dla siebie, drugi dał memu bratu, a trzeci... to jest właśnie ten trzeci. Nazwisko właściciela nic by ci nie powiedziało, więc po prostu zatrzymaj sztylet na pamiątkę i... zapomnij o wszystkim. Indie są krajem pełnym dziwnych tajemnic. Lecz chociaż mogą się u nas dziać niezwykłe dla Europejczyka rzeczy, to, jak sam doświadczyłeś na sobie, bogowie nasi czuwają nad bezpieczeństwem tych, których my bardzo lubimy. Przyrzeknij, że zapomnisz o wszystkim... szlachetny sahibie.
— Wasza książęca wysokość przeszkodziła mi zdjąć maskę z twarzy tego... człowieka — powiedział Tomek. — Zanim cokolwiek przyrzeknę, muszę upewnić się, czy ma on szeroką bliznę na twarzy. Czy wasza książęca mość może mi to wyjawić?
— On na pewno nie ma blizny na twarzy. Cóż złego uczynił ci tamten człowiek? Czy to miało miejsce w Alwarze?
— Człowiek z blizną na twarzy zabił w Bombaju urzędnika linii okrętowej, u którego pan Pandit Davasarman i pan Smuga pozostawili dla nas list oraz cenny depozyt.
— Och, sahibie! Ręczę ci moim słowem, że złodziej pierścienia nie miał i nawet nie mógł mieć z tym nic wspólnego. Czy teraz przyrzekniesz zapomnieć o tym przykrym wydarzeniu?
— Już zapomniałem — szepnął Tomek bardzo zmieszany. — Na dowód tego oddaję waszej książęcej wysokości sztylet i proszę o zwrócenie go właścicielowi.
Piękna maharani przestała się uśmiechać. Wzięła sztylet i chowając go pod chustę rzekła cicho:
— Twój ojciec i przyjaciel rozmawiają teraz z Panditem Davasarmanem. Przybył zaledwie przed godziną. Wracaj więc szybko do domu, ponieważ usłyszysz od nich ciekawe nowiny. Dobranoc, miły sahibie.
— Czy pan Smuga również przyjechał? — zapytał Tomek.
— Nie, jutro razem z moim bratem wyruszycie do niego.
— Dziękuję za dobrą wiadomość. Dobranoc!
Księżna uśmiechnęła się smutno, a potem przez dłuższą chwilę wpatrywała się w ciemny korytarz, którym odszedł młody człowiek.
Pandit Davasarman
Tomek zatrzymał się niezdecydowanie przed werandą. Drzwi do mieszkania były szeroko otwarte, tak jak je pozostawił, wybiegając za unoszącym skradziony pierścień złodziejem. Cisza oraz ciemność zalegały wnętrze domu. Ojciec i bosman zapewne nie powrócili jeszcze dotąd z uczty w pałacu maharadży. Nieobecność ich ułatwiała Tomkowi dotrzymanie przyrzeczenia danego księżnej, że nie powie nikomu o kradzieży pierścienia. Jeżeli bowiem towarzysze zastaną go w domu, z całą pewnością niczego się nie domyślą, a tym samym nie będą również o nic pytali. Należało jedynie przedtem przywrócić porządek w mieszkaniu i usunąć ślady walki. Dom ział niepokojącą ciemnością. Tomek nie był pewny, czy podczas jego nieobecności jakiś zabłąkany tygrys lub pantera [79] nie przyczaiły się w mieszkaniu bądź też czy niefortunny złoczyńca, który wcześniej od niego opuścił świątynię, nie pokusił się o ponowienie napadu z ukrycia w opuszczonym domku.
Tomek rozważał swe szanse, a jednocześnie nasłuchiwał, czy nie dojdą go jakieś podejrzane odgłosy.
“Drzwi otwierają się do wewnątrz, jeżeli zdążę wśliznąć się za nie, to osłonią mnie na chwilę, a potem zorientuję się, co mam dalej robić” — postanowił w myśli.
Nie miał zbyt wiele czasu do stracenia. Wszedł na werandę. Stąpając na palcach krok za krokiem dotarł do progu izby, a potem szybkim skokiem skrył się za drzwiami. W domku w dalszym ciągu panowała cisza. Tomek wydobył z kieszeni zapałki. W mieszkaniu nie było nikogo. Szybko zamknął i zaryglował drzwi, założył bambusową kratę w otworze wiodącym na dach. W kwadrans później rozebrany leżał na swoim posłaniu. Teraz nie obawiał się jakiegokolwiek niebezpieczeństwa. Jego niezawodny kolt wyglądał spod poduszki.
Mimo późnej pory nie mógł zasnąć. Niezmiernie był ciekaw wyników rozmowy swoich towarzyszy z Panditem Davasarmanem. Niecierpliwie oczekiwał na ich powrót i rozmyślał o niezwykłym, intrygującym wydarzeniu z pierścieniem. Księżna znała złoczyńcę. Jej oświadczenie, że nie posiadał blizny na twarzy odsuwało od niego posądzenie o dokonanie zabójstwa w Bombaju. Kim wobec tego naprawdę był ów złodziej? Tłumaczenie księżnej o istnieniu trzech identycznych sztyletów mogło być po prostu zmyślone dla osłonięcia niecnego czynu jej małżonka. Dlaczego jednak opływający w bogactwa maharadża dopuszczałby się kradzieży pierścienia podarowanego przez żonę? Było to dla Tomka niezrozumiałe.
Fakt schronienia się złodzieja w samotnej świątyni, ukrytej w dżungli, w dociekaniach Tomka uporczywie kojarzył się z posągiem okrutnej bogini Kali, czczonej przez Thugów. Ci zawodowi przestępcy tworzyli swego czasu, szczególnie w północnych Indiach, potężne bandy. Dusili lub truli swe ofiary, kradli, znajdując do tego podnietę w wierzeniach sekty religijnej. Ryzykowali wszystko bez jakiejkolwiek obawy, przekonani byli bowiem, że każdy Thung, zabity podczas zbójeckiej wyprawy, natychmiast dostanie się do raju. Istniał w Indiach okres, kiedy działalność Thugów sparaliżowała nawet handel pomiędzy miastami, ponieważ nikt nie był pewny, czy uda mu się szczęśliwie powrócić do domu. Były to wszakże czasy dość odległe, albowiem w latach tysiąc osiemset trzydziestych Anglicy rozgromili Thugów. Wyniszczenie ich przyczyniło się do wydatnego zmniejszenia liczby mordów na tle religijnym, lecz mimo to w Indiach nadal działała szeroko rozprzestrzeniona kasta Crimów — zawodowych złodziei, uznających za swą patronkę boginię Bogiri Mahalakshmi. Właśnie u stóp jej posągu Tomek odnalazł złodzieja pierścienia.
79
Pantera, czyli lampart (Felis pardus), żyje na ogromnych obszarach Azji i Afryki. Gatunek ten dzieli się na pewną liczbę podgatunków, różniących się mniej lub bardziej barwą oraz wielkością ciemnych plam na skórze. Podgatunek zamieszkujący Azję zwiemy panterami, natomiast afrykańskie okazy nazywamy lampartami. Obydwa podgatunki są niezwykle zwinne i podstępne. Odznaczają się krwiożerczością i zuchwałością.