Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 76
Перейти на страницу:
* * *

Skrzek przebudzonej papugi rozbrzmiał niemal tuż nad głową skulonego zakapturzonego człowieka, przyczajonego w krzewach okalających półkolem myśliwski domek na skraju dżungli. Tajemniczy człowiek skulił się jeszcze bardziej. Na moment przywarł do pnia drzewa. Minęła chwila, zanim mężczyzna, zakutany razem z głową w coś w rodzaju opończy z kapturem, zaczął skradać się znowu. Przystanął dopiero tuż obok rozłożystego platanu. Spojrzał w górę na konary zwisające ponad dachem myśliwskiego domku; spod rozchylonego nieco kaptura ukazała się twarz osłonięta szeroką, czarną maską. W dwóch podłużnych wycięciach błysnęły oczy.

Groźny mężczyzna długo wpatrywał się w małe zakratowane okienko, rozjaśnione odblaskiem płonącego wewnątrz kaganka oliwnego. Czas mijał, a światło nie gasło. Zakapturzony człowiek, uspokojony zapewne kompletną ciszą, ostrożnie wspiął się na pień drzewa. Po kilku minutach był już na grubym konarze ponad domkiem. Bezszelestnie opuścił się na płaski dach i podpełzł do kwadratowego otworu. Bambusowa krata nie stanowiła zbyt wielkiej przeszkody dla tajemniczego mężczyzny. Zręczne dłonie prześliznęły się pomiędzy prętami, wyciągnęły zatyczkę przytrzymującą skobel, po czym bezgłośnie otworzyły kratę.

Zakapturzona głowa pochyliła się nad otworem w dachu. Czujne oczy penetrowały wnętrze domu. W pierwszej izbie nie było nikogo. W półmroku nieśmiało migotały odblaski oliwnego kaganka, płonącego w drugim pomieszczeniu, oddzielonym od pierwszego jedynie lekką, przejrzystą zasłoną. Nie opodal tej właśnie zasłony, na niskim posłaniu z mat, leżał młody, biały mężczyzna. Usnął zapewne, ponieważ przez dłuższy czas nie wykonywał najmniejszego ruchu. Upewniwszy się iż więcej nikogo nie ma w tej chwili w domku, zakapturzona postać wycofała się z otworu i strząsnęła z siebie opończę.

Przedtem tajemnicze indywiduum przypominało swym wyglądem oraz ruchami przygarbionego, dziarskiego starca. Obecnie nie można było mieć już jakichkolwiek wątpliwości. Na dachu domku znajdował się dobrze zbudowany, zwinny mężczyzna w średnim wieku. Podejrzany sposób, w jaki tam wtargnął, szeroka, czarna maska osłaniająca twarz i bezgłośne, ostrożne ruchy świadczyły dobitnie o złych zamiarach.

Mężczyzna przerzucił opończę przez lewe ramię. Z kieszeni spodni wydobył kilka małych kamyków. Znów pochylił się nad otworem w dachu. Jeden po drugim wrzucił do wnętrza izby trzy kamyki, bacznie obserwując spoczywającego na matach młodzieńca; ten ani drgnął na odgłos kamyków uderzających o posadzkę.

“Śpi, śpi już na pewno...” — pomyślał zamaskowany intruz, usiadł na dachu, a następnie opuścił nogi w otwór. Stopami namacał szczeble bambusowej drabinki. Cicho jak zjawa zszedł po niej na dół. Ostrożnie zbliżył się do zasłony przedzielającej obydwie izdebki. Teraz mógł już dokładnie przyjrzeć się spoczywającemu na macie białemu chłopcu. Ten nie spał jeszcze, lecz w mdłym świetle kaganka widać było wyraźnie, iż z coraz większym trudem walczy z ogarniającą go sennością. Już tylko od czasu do czasu nieco unosił powieki, by zerknąć na jaszczurkę biegającą po ścianie za owadami.

Zamaskowany mężczyzna wyjął spod koszuli bambusową rurkę i mały skórzany woreczek. W rurkę wsypał z woreczka jakiegoś proszku, po czym uchyliwszy zasłonę przedzielającą obydwie izby, wysunął ją w kierunku głowy leżącego. Lekkie dmuchnięcie rozpyliło proszek w powietrzu nad twarzą na wpół uśpionego Tomka. Tylko czujna toke spostrzegła niecny czyn złoczyńcy, nadęła się i głośno syknęła.

Tomek ocknął się z półsnu. Spojrzał na rozgniewaną jaszczurkę umykającą po ścianie w kierunku szczeliny. Naraz poczuł łaskotanie w nosie. Kichnął potężnie, co zmusiło go do wydobycia z kieszeni chusteczki, lecz potem znów ułożył się wygodnie i z powrotem zamknął oczy.

Na odgłos kichnięcia intruz drgnął nieprzyjemnie zaskoczony, jakby ono było dlań jakąś złowróżbną przestrogą.

— O, patronko nasza, święta bogini Bogiri Mahalakshmi, dlaczego mi dzisiaj nie sprzyjasz? [78] — wyszeptał zakłopotany.

Ogarnięty przesądną obawą już miał zamiar wycofać się z ryzykownego przedsięwzięcia, gdy naraz ujrzał na palcu Tomka brylant błyszczący w pierścieniu podarowanym przez maharani. Nie mógł wprost oderwać od niego wzroku. Widać było, iż toczy ciężką walkę wewnętrzną. To cofał się w głąb izby, to znów powracał do zasłony, a za każdym razem rozognionym wzrokiem szukał błysku pierścienia.

“O święta patronko, wybacz mi ten jeden, jedyny w życiu raz, iż lekceważę twą przestrogę — szeptał. — Ostrzegłaś mnie, lecz powiedz sama, czy nadarzy mi się po raz drugi tak wspaniała okazja? Wiem, że po otrzymaniu tak jawnego znaku powinienem ulepić twój nowy posążek i złożyć dodatkową ofiarę w świątyni... Wybacz mi ten jeden raz! Gdy posiądę pierścień, ofiaruję ci dar tak kosztowny, jakiego jeszcze nigdy nie otrzymałaś od Crima”.

Trochę uspokojony złożonym ślubowaniem jeszcze raz wydobył bambusową rurkę, napełnił ją usypiającym proszkiem i wydmuchnął go w kierunku głowy młodzieńca.

Minęła dłuższa chwila. Pierś Tomka unosiła się równomiernym oddechem. Mężczyzna w masce stał cierpliwie. Pilnie nadstawiał ucha, czy ktoś niepowołany nie zbliża się z zewnątrz. Wokół trwała niczym nie zmącona nocna cisza. Nałożył więc na siebie opończę, okrył głowę kapturem i wśliznął się do sąsiedniej izby. Ostrożnie, krok za krokiem, zbliżał się do posłania. Zatrzymał się tuż przed uśpionym. Chwilę badawczym wzrokiem przyglądał się jego twarzy, potem przykucnął przy nim. Końcami palców delikatnie ujął pierścień. Na nieszczęście dla niego mały w obwodzie, kobiecy pierścień mocno tkwił na palcu Tomka. Przygotowany widać i na to sprytny złodziej zwilżył palec śpiącego oliwą z kaganka i jeszcze raz zabrał się do zdejmowania pierścienia. Szło mu to bardzo opornie. Podenerwowany niepowodzeniem, zaczął uciskać palec i ciągnąć pierścień. Zaabsorbowany całkowicie swoim trudnym zadaniem nie spostrzegł, iż Tomek wolno uchyla powieki.

Tomek budził się naprawdę. Pierwsza porcja usypiającego proszku uleciała wraz z kichnięciem, druga — nie zdążyła jeszcze wywrzeć odpowiedniego skutku na silnym organizmie młodego podróżnika. Zamaskowany intruz za wcześnie przystąpił do działania, toteż Tomek, chociaż był już trochę oszołomiony, poczuł, że ktoś ściąga mu pierścień z palca. Zaprawiony podczas wypraw łowieckich do niebezpieczeństw, niczym nie zdradził swego przebudzenia, aczkolwiek serce żywiej zabiło w jego piersi na widok zamaskowanego mężczyzny.

Spod wpółprzymkniętych powiek w wielkim napięciu wpatrywał się w tajemniczą zakapturzoną głowę oraz twarz ukrytą pod czarną maską. Czyżby to był człowiek z blizną na twarzy, który w Bombaju zabił Abbasa? Przecież przypuszczali, że morderca zdołał w jakiś sposób poznać tajemnicę Smugi i pragnął pokrzyżować jego plany. Mógł więc również po dokonaniu niecnego czynu śledzić ich i skrycie przybyć za nimi do Alwaru. Wypatrując blizny na twarzy zamaskowanego mężczyzny, Tomek jednocześnie starał się obmyślić jakiś plan działania w tej groźnej sytuacji. Nie miał przy sobie broni. Przed udaniem się do pałacu schował rewolwer do walizki. Napastnik chyba był uzbrojony; ponadto jego wspólnicy mogli czaić się w pobliżu. Cóż Tomek miał począć? Myśli jak błyskawice przelatywały mu przez głowę, lecz żaden z pomysłów nie wydawał się rozsądny.

вернуться

78

W Indiach, jako jedynym kraju na Ziemi, zawodowi przestępcy tworzą odrębną, własną kastę hinduską. Są oni znani pod nazwą “Crims”. Kasta obejmuje podobno około 10 milionów członków. Crimowie za patronkę swą uważają boginię Bogiri Mahalakshmi. Aby uniknąć usunięcia z kasty, co dla wszystkich Hindusów jest największą zniewagą, każdy Crim musi przynajmniej raz do roku dokonać kradzieży. Są oni bardzo przesądni i zabobonni. Jeżeli Crim spotka mleczarkę, bądź też kogoś niosącego pieniądze, ryż, rybę lub wodę — uważa to za dobry znak, natomiast za zły dla siebie omen poczytuje na przykład: wycie szakala, skrzek kani, przebiegnięcie białego kota, napotkanie zawodowych płaczek itd. Kichnięcie czyjeś w pobliżu traktuje jako znak swej patronki, bogini Bogiri Mahalakshmi, iż tego dnia nie sprzyja ona jego przedsięwzięciu.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)