Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 86
Перейти на страницу:

— Wcale nie wiem wszystkiego, Fräulein. I o to właśnie chodzi.

Przez jakiś czas jechali w milczeniu.

Fritz Todt-Platz leżał kilka przecznic od alei Zwycięstwa. Wytyczony w połowie lat pięćdziesiątych, w ramach opracowanego przez Speera planu przebudowy miasta, składał się z kilku ekskluzywnych budynków mieszkalnych wzniesionych wokół niewielkiego pamiątkowego skwerku. Pośrodku stał absurdalnie heroiczny posąg twórcy autostrad, Todta, dzieło profesora Thoraka.

— Gdzie mieszkał Stuckart?

Wskazała blok po przeciwnej stronie placu. March objechał go i zaparkował przy krawężniku.

— Które piętro?

— Czwarte.

Spojrzał w górę. Okna na czwartym piętrze pogrążone były w mroku. To dobrze.

Posąg Todta oświetlały reflektory. Skąpana w odbitym świetle twarz Amerykanki wydawała się bardzo blada. Wyglądała, jakby zaraz miało jej się zrobić niedobrze. March przypomniał sobie fotografie, które pokazywał mu Fiebes — czaszka Stuckarta podobna była na nich do krateru albo ociekającej stearyną świeczki. Zrozumiał, co teraz czuła.

— Nie muszę tam wcale chodzić, prawda? — zapytała.

— Nie. Ale pójdzie pani.

— Dlaczego?

— Ponieważ zależy pani na dowiedzeniu się prawdy równie mocno jak mnie. Dlatego właśnie dała się pani przywieźć aż tutaj.

Ponownie zmierzyła go wzrokiem, a potem zgasiła papierosa i zgniotła go w popielniczce.

— Pospieszmy się — powiedziała. — Chcę szybko wrócić do moich przyjaciół.

Klucze wciąż znajdowały się w kopercie, którą zabrał z teczki Stuckarta. Było ich razem pięć. Znalazł ten, który pasował do drzwi wejściowych, otworzył je i weszli do środka budynku. Hol urządzony był z wulgarnym przepychem, w nowym imperialnym stylu — białe marmurowe podłogi, kryształowe żyrandole, wyściełane czerwonym pluszem, dziewiętnastowieczne pozłacane krzesła. W powietrzu unosił się zapach zwiędłych kwiatów. Nie było na szczęście portiera; musiał zejść ze swego posterunku. Cały budynek wydawał się jakby opuszczony. Być może lokatorzy wyjechali do swoich letnich domków na wsi. W tygodniu poprzedzającym Führertag w zatłoczonym Berlinie trudno było doprawdy wytrzymać. Ci, którzy mieli trochę oleju w głowie, zawsze uciekali na wieś.

— Co teraz?

— Proszę mi po prostu opowiedzieć, co się wydarzyło.

— Portier siedział przy swoim biurku, tutaj — powiedziała. — Zapytałam o Stuckarta. Skierował mnie na czwarte piętro. Nie mogłam pojechać windą, bo była właśnie w remoncie. W środku siedział monter. Poszłam więc po schodach.

— Która była godzina?

— Dokładnie dwunasta w południe. Wspięli się razem po schodach.

— Kiedy byłam na drugim piętrze — ciągnęła dalej — wpadli na mnie biegnący z góry dwaj mężczyźni.

— Proszę ich opisać.

— Wszystko to zdarzyło się zbyt szybko, żebym mogła im się dobrze przyjrzeć. Jeden był w brązowym garniturze, drugi w zielonej kurtce. Mieli krótko przystrzyżone włosy. To wszystko.

— Co zrobili na pani widok?

— Po prostu przecisnęli się obok mnie. Ten w kurtce powiedział coś do drugiego, ale nie usłyszałam ani słowa. Monter w windzie włączył akurat świder. Wdrapałam się na czwarte piętro i nacisnęłam dzwonek przy drzwiach Stuckarta. Nikt nie odpowiadał.

— To co pani wtedy zrobiła?

— Zeszłam na dół, do portiera, i poprosiłam go, żeby otworzył mieszkanie Stuckarta i sprawdził, czy nic mu się nie stało.

— Dlaczego? Zawahała się.

— Nie podobali mi się ci dwaj mężczyźni. Coś mnie tknęło. Wie pan: stoi pan przed zamkniętymi drzwiami, nikt nie odpowiada, a mimo to czuje pan, że ktoś jest w środku.

— I udało się pani przekonać portiera, żeby otworzył drzwi?

— Powiedziałam, że jeśli tego nie zrobi, zadzwonię na policję. Że jeżeli coś się stało doktorowi Stuckartowi, on odpowie za to przed władzami.

Sprytny argument, pomyślał March. Po trzydziestu latach ścisłego wykonywania rozkazów przeciętny niemiecki obywatel wolał nie brać odpowiedzialności za nic, nawet za otwarcie czyichś drzwi.

— I wtedy znalazła pani ciała?

— On zobaczył je pierwszy. Usłyszałam jego krzyk i wpadłam do pokoju.

— Powiedziała mu pani o tych dwóch mężczyznach, których zobaczyła pani na schodach? Co mówił portier?

— Z początku był zbyt zajęty rzyganiem, żeby coś powiedzieć. Potem upierał się, że nikogo nie widział. Stwierdził, że musiało mi się przywidzieć.

— Sądzi pani, że kłamał? Przez chwilę się zastanawiała.

— Nie, nie sądzę. Wydaje mi się, że rzeczywiście ich nie widział. Z drugiej strony nie bardzo rozumiem, jak mogli wyjść nie zauważeni.

Stali wciąż na podeście między pierwszym a drugim piętrem, tam gdzie według niej minęli ją dwaj mężczyźni. March zszedł na pierwsze piętro. Amerykanka przez chwilę czekała na górze, a potem ruszyła w ślad za nim. Uchylił drzwi z klatki na korytarz.

— Mogli ukryć się gdzieś tutaj — mruknął pod nosem. — Gdzie jeszcze?

Zeszli na parter. Tu mieli do wyboru dwoje drzwi. Pierwsze prowadziły do holu wejściowego. March przekręcił klamkę drugich. Nie były zamknięte.

— Mogli też zejść tutaj.

Oświetlone jarzeniówką stopnie z surowego betonu prowadziły do piwnicy. March ruszył długim korytarzem, otwierając po kolei wszystkie drzwi. Pralnia. Magazyn. Generator. Schron przeciwatomowy.

Na mocy wydanego w roku 1948 Regulaminu Obrony Cywilnej

Rzeszy każdy budynek powinien mieć schron przeciwatomowy; te wybudowane pod biurami i blokami mieszkaniowymi musiały być dodatkowo wyposażone w generator i system filtrowania powietrza. Schron w bloku Stuckarta był wyjątkowo dobrze zaopatrzony: prycze do spania, szafka z zapasami, oddzielna kabina z sanitariatami. March podstawił metalowe krzesło pod znajdujący się dwa i pół metra nad podłogą wylot otworu wentylacyjnego. Złapał metalową siatkę i bez żadnej trudności wyjął ją z ramy. Wszystkie śruby zostały usunięte.

— Przepisy Ministerstwa Budownictwa określają, że otwór ma mieć półmetrową średnicę — powiedział. Rozpiął pasek i powiesił go razem z kaburą na oparciu krzesła. — Szkoda, że nie wzięli pod uwagę, ile to nam przysporzy kłopotów.

Zdjął kurtkę od munduru, podał ją Amerykance i wszedł na krzesło. Wsadził ręce do środka szybu, złapał się czegoś twardego i wsunął do środka. W szybie nie było ani filtrów, ani wentylatora. Opierając się ramionami o metalową obudowę posuwał się powoli do przodu. Otaczała go kompletna ciemność, w gardle czuł gryzący pył. Po jakimś czasie trafił wyciągniętymi rękoma na metalową pokrywę i pchnął ją mocno do góry. Pokrywa ustąpiła i opadła na ziemię. Owionęło go nocne chłodne powietrze. Przez moment poczuł nieprzepartą chęć, żeby wyczołgać się na zewnątrz, ale zamiast tego popełzł z powrotem w stronę schronu. Zeskoczył na podłogę, zakurzony i pobrudzony smarem.

Amerykanka celowała do niego z pistoletu.

— Pif paf! — zawołała. — Już po panu. — Uśmiechnęła się, widząc jego przerażoną minę. — Amerykański żart.

— Mało śmieszny. — Zabrał jej lugera i schował do kabury.

— W porządku — powiedziała. — Mam dla pana coś lepszego. Naoczny świadek widzi, jak dwaj mordercy opuszczają dom, a policji zajmuje cztery dni, żeby odkryć, którędy uciekli. Nie wydaje się to panu śmieszne?

— To zależy od okoliczności. — Otrzepał koszulę z kurzu. — Jeśli policjanci odnajdują przy jednej z ofiar napisany przez nią własnoręcznie samobójczy list, wtedy nietrudno zrozumieć, dlaczego nie zawracają sobie głowy poszukiwaniami morderców.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)