Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 86
Перейти на страницу:

— Nie wiem. Przysięgam — dodała, widząc na jego twarzy niedowierzanie.

Przez dziesięć minut przeszukiwali w milczeniu mieszkanie, przesuwając meble, podnosząc dywany i zaglądając pod obrazy.

— To lustro nie przylega równo do ściany — powiedziała nagle.

Małe stylowe lustro o boku nie większym niż trzydzieści centymetrów wisiało nad stolikiem, na którym leżały otworzone przez nią listy. Xavier ujął w dwie ręce pozłacaną ramę. Poddała się lekko, ale nie chciała odsunąć się od ściany.

— Niech pan spróbuje tym — powiedziała, podając mu nóż.

Miała rację. Z lewej strony, w dwóch trzecich długości ramy znajdowała się mała dźwignia. March nacisnął ją czubkiem noża i poczuł, jak się poddaje. Lustro osadzone było na zawiasach. Otworzyło się na oścież, odsłaniając ukryty pod spodem sejf.

Przyjrzał mu się dokładnie i zaklął. Zamek sejfu zaopatrzony był w kombinację szyfrową.

— Nie da pan rady? — zapytała.

— „Zaradny oficer — zacytował March — powinien znaleźć wyjście w obliczu każdej trudności”. — Podszedł do telefonu i podniósł słuchawkę.

8

Z odległości pięciu tysięcy kilometrów posyłał im swój słynny promienny uśmiech prezydent Kennedy. Otoczony wianuszkiem mikrofonów zwracał się do zgromadzonej na futbolowym stadionie publiczności. Za jego plecami powiewały czerwone, białe i błękitne transparenty: „Kennedy na następną kadencję!”, „Wybierz jeszcze raz Kennedy’ego!” Prezydent zawołał coś, czego March nie zrozumiał, i tłum odpowiedział brawami.

— Co on mówi? Ekran telewizora rzucał niebieską poświatę na pogrążony w półmroku apartament Stuckarta.

— „Niemcy mają swój system, a my mamy swój — przetłumaczyła Charlotte Maguire. — Ale jesteśmy obywatelami jednej planety. I szczerze wierzę, że jak długo będą o tym pamiętać nasze oba narody, możemy żyć w pokoju”. A te dupki biją mu brawo.

Zrzuciła z nóg buty i leżała na brzuchu przed telewizorem.

— O, teraz coś bardziej serio. — Zaczekała, aż skończy, i ponownie przetłumaczyła. — Mówi, że podczas swojej wizyty ma zamiar podnieść problem praw człowieka. — Roześmiała się, potrząsając głową. — Jezu, ale on pierdoli. Jedyna rzecz, która go naprawdę obchodzi, to wynik listopadowych wyborów.

— Problem praw człowieka?

— Tysiące dysydentów, których zamykacie w obozach. Miliony Żydów, którzy zniknęli podczas wojny. Tortury. Zabójstwa. Przepraszam, że o tym wspominam, ale mamy pewne burżuazyjne przesądy. Uważamy na przykład, że istoty ludzkie mają pewne prawa. Gdzieś ty się podziewał przez ostatnie dwadzieścia lat?

Lekceważenie w jej głosie ubodło go. Nigdy jeszcze nie wdał się w dłuższą rozmowę z Amerykaninem. Czasem tylko spotykał przypadkowych turystów, obwożonych autokarami po stolicy i oglądających to, co chciało im pokazać Ministerstwo Propagandy — zupełnie tak samo jak przeprowadzający inspekcje w kacetach urzędnicy Czerwonego Krzyża. Teraz, kiedy jej słuchał, przyszło mu do głowy, że

Maguire zna prawdopodobnie najnowszą historię jego własnego kraju lepiej od niego. Czuł, że powinien się jakoś bronić, ale nie bardzo wiedział jak.

— Mówisz jak polityk. — To było wszystko, na co się zdobył. Nie zadała sobie trudu, żeby odpowiedzieć.

Przyjrzał się ponownie postaci na ekranie. Mimo okularów i łysiny Kennedy prezentował obraz młodzieńczego wigoru.

— Wygra wybory? — zapytał.

Dziennikarka nie odpowiedziała. Przez moment myślał, że postanowiła się do niego nie odzywać.

— Teraz wygra — odparła w końcu. — Jak na siedemdziesiąt pięć lat wygląda całkiem nieźle, prawda?

— Na pewno. — March stał metr od okna, paląc papierosa i spoglądając to na plac, to na ekran telewizora. Ruch był niewielki — głównie ludzie wracający z restauracji lub z kina. Pod posągiem Todta stała, trzymając się za ręce, młoda para. Mogli być agentami Gestapo; trudno było zgadnąć.

Miliony Żydów, którzy zniknęli podczas wojny… Rozmawiając z nią w ten sposób, ryzykował sąd wojenny. Mimo to czuł, że jej umysł musi stanowić prawdziwy skarbiec wypełniony informacjami, które banalne dla niej, dla niego mogły okazać się naprawdę bezcenne. Gdyby tylko udało mu się przezwyciężyć jej wściekłą niechęć, zasypać wykopaną przez propagandę przepaść…

Nie. To śmieszna myśl. Miał dosyć innych problemów.

Na ekranie ukazała się poważna twarz zapowiadającej program blondynki; na planszy za jej plecami widniały fotografie Führera i Kennedy’ego oraz pojedyncze słowo: „Detente”.

Charlotte Maguire poczęstowała się już wcześniej whisky z barku Stuckarta. Teraz uniosła w górę szklankę w kpiącym toaście.

— Zdrowie Josepha Kennedy’ego, prezydenta Stanów Zjednoczonych, tchórza, antysemity, gangstera i sukinsyna. Obyś przez całą wieczność smażył się w piekle.

* * *

Zegar na placu wybił wpół do jedenastej, potem za kwadrans jednastą i jedenastą.

— Może ten twój przyjaciel się rozmyślił — powiedziała. March potrząsnął głową.

— Na pewno przyjedzie.

Kilka chwil później na plac wjechała poobijana skoda. Powoli okrążyła pomnik Todta, a potem wróciła i zatrzymała się przy budynku. Drzwiczki od strony kierowcy otworzyły się i z samochodu wysiadł Max Jaeger; z drugiej strony wynurzył się, trzymając w ręku lekarską torbę, niewielki człowieczek w postrzępionej sportowej marynarce i filcowym kapeluszu. Zerknął na czwarte piętro i cofnął się, ale Jaeger wziął go pod ramię i poprowadził w stronę wejścia. W panującej w mieszkaniu ciszy rozległ się głośny dźwięk dzwonka.

— Najlepiej niech pani nic nie mówi — powiedział March. Wzruszyła ramionami.

— Jak pan chce.

Wyszedł do przedpokoju i podniósł słuchawkę domofonu.

— Cześć, Max.

Nacisnął przycisk otwierający drzwi na dole. Korytarz był pusty. Po minucie cichy świst zasygnalizował przyjazd windy. Mały człowieczek, który wysiadł z niej pierwszy, przemknął szybko korytarzem i bez słowa wślizgnął się do przedpokoju. Mógł mieć jakieś pięćdziesiąt lat; niczym nieświeży oddech ciągnął się za nim specyficzny odór półświatka — klimat podwójnych ksiąg podatkowych, szemranych interesów i składanych na pierwszy odgłos cudzych kroków karcianych stolików. Tuż za nim do mieszkania wszedł Max Jaeger.

Kiedy mężczyzna zobaczył, że March nie jest sam, skulił się przestraszony w kącie.

— Kim jest ta kobieta? — zapytał Jaegera. — Nic pan nie mówił o żadnej kobiecie. Kim jest ta kobieta?

— Zamknij się, Willi — powiedział Max, popychając go delikatnie do gabinetu.

— Nie zwracaj na nią uwagi, Willi — dodał Xavier. — Popatrz lepiej na to. — Zapalił lampę i przekręcił w górę klosz. Willi Stiefel objął szybkim spojrzeniem sejf.

— Angielski — powiedział. — Obudowa: półtora centymetra odpornej na rozciąganie stali. Zgrabny mechanizm. Ośmiocyfrowy szyfr. Jeśli będziemy mieli trochę szczęścia, sześciocyfrowy. Błagam pana, Herr Sturmbannführer — zwrócił się do Marcha. — Następnym razem czeka mnie gilotyna.

— Gilotyna czeka cię tym razem — powiedział Jaeger — jeśli sobie z tym nie poradzisz.

— Piętnaście minut, Herr Sturmbannführer. Potem się stąd zmywam. Zgoda? March kiwnął głową.

— Zgoda.

Stiefel rzucił ostatnie nerwowe spojrzenie w stronę Charlotte, po czym zdjął kapelusz i marynarkę, otworzył swoją torbę i wyciągnął z niej parę cienkich gumowych rękawiczek i stetoskop. March zaciągnął Jaegera do okna.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)