Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-875-2
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:
Skaurus rozejrzał się gorączkowo w poszukiwaniu innych wrogów, ale nie dostrzegł żadnego. Czekało go teraz gorsze zadanie: sprawdzenie własnych strat. Na ziemi leżał Indakos Skylitzes i dwaj vaspurarańscy oficerowie, których trybun nie znał dobrze, oraz Namdalajczyk, towarzysz Utpranda i Soteryka. Trybun pomyślał, że życie osoby, która dostanie miecz poległego, nagle legnie w gruzach.
— Wspaniała walka! — krzyknął rozradowany Gavras na całą plażę. — Taki los czeka morderców! Oni… hej, przestań! Co robisz, na imię Phosa?
Baanes Onomagoulos chodził kulejąc wśród pobojowiska i metodycznie podrzynał gardła napastnikom, którzy jeszcze się ruszali. Jego ręce lśniły wilgocią w bladym świetle gwiazd.
— A jak myślisz? — warknął Onomagoulos. — Przeklęci żeglarze Leimmokheira zjawią się w każdej chwili. Mam zostawić tych sukinsynów, żeby im powiedzieli, gdzie jesteśmy?
— Nie — przyznał Thorisin. — Mogłeś oszczędzić jednego. Zadalibyśmy mu parę pytań.
— Za późno. — Onomagoulos rozłożył zakrwawione ręce. — Nepos! — zawołał. — Poświeć mi. Myślę, że zaraz uzyskamy odpowiedź na wszelkie pytania.
Kapłan podszedł do Onomagoulosa. Oficerowie westchnęli z nabożnym podziwem, kiedy wokół dłoni Neposa pojawił się bladozłoty blask. Marek nie zdziwił się, gdyż już wcześniej widział ten cud w wykonaniu Apsimara, prałata Imbros.
Jeśli chodzi o reakcję Baanesa Onomagoulosa, Nepos mógłby równie dobrze rozpalić pochodnię. Kulawy szlachcic z trudem pochylił się nad jednym z poległych wrogów. Nożem przeciął jego sakiewkę. Na piasek wysypało się dużo sztuk złota. Onomagoulos zgarnął je i przysunął do świecących rąk Neposa. Wszyscy stłoczyli się wokół kapłana.
— Ort. I Sphr., Aut. Vid. — odczytał Onomagoulos z monety, nie zadając sobie trudu, żeby rozwinąć skróty. Tutaj znowu Ort. I. — Odwrócił pieniądz. — I znowu. Wszędzie tylko przeklęty przez Phosa Ort. I.
— Tak, świeżo bite — zauważył Utprand syn Dagobera, przeciągając samogłoski.
— Czym innym mógłby Leimmokheir zapłacić wynajętym zabójcom? — zapytał Onomagoulos retorycznie.
— Jak tego dokonali Sphrantzesowie? — zdziwił się Thorisin. — Vardanes musiał sprzymierzyć się ze Skotosem, żeby namówić do zdrady Tarona Leimmokheira.
Nikt mu nie odpowiedział. Od południa dobiegł głośny trzask rozgarnianych krzaków. Błysnęły miecze. Światełko zgasło.
— Sukinsyn wysadził marynarzy! — ryknął Onomagoulos.
— Nie sądzę — powiedział Gąjusz Filipus, obyty w lasach. — Myślę, że lis albo borsuk.
— Chyba masz rację — stwierdził Utprand.
Lecz namdalajski centurion najwyraźniej nie miał ochoty czekać na gości. Razem z towarzyszami pośpieszył w stronę wierzchowców. Soteryk, Skaurus i Nepos zaciągnęli ciała poległych do miejsca, gdzie były przywiązane konie. Chwilę później kłusowali przez sady, smagani gałęziami.
Nikt ich nie ścigał. Kiedy wypadli spomiędzy pachnących drzew, Imperator przegalopował pół mili z czystej radości, że żyje. Potem zatrzymał się i czekał niecierpliwie na swoich ludzi. Gdy do niego dołączyli, miał minę człowieka, który podjął decyzję.
— Skoro nie możemy przeprawić się z pomocą Leimmokheira, zrobimy to na przekór niemu — oświadczył.
— Na przekór — powtórzył Gorgidas następnego ranka. — Dźwięczna fraza, bez wątpienia.
W rzymskim obozie zawrzało, kiedy dotarła do niego wieść o nocnej przygodzie. Zielony z zazdrości Viridoviks dąsał się przez wiele godzin, jak zawsze kiedy ominęła go walka. Dopiero Skaurusowi udało się go obłaskawić.
Legioniści zasypywali trybuna i Gajusza Filipusa pytaniami. Większość zadowalała się jednym lub dwoma, tylko Gorgidas usilnie próbował wyciągnąć z nich wszelkie szczegóły. Jego natarczywość w końcu zirytowała centuriona, który w przeciwieństwie do refleksyjnego Skaurusa miał niewiele cierpliwości do wszystkiego, co nie miało praktycznego zastosowania.
— Najchętniej byś porozmawiał z jednym z wynajętych zabójców, którym Onomagoulos poderżnął gardła — stwierdził. — Przystąpiłbyś do niego z kleszczami i rozpalonym żelazem.
— Onomagoulos, tak? — podchwycił Grek. — Dzięki, że przypomniałeś mi o czymś jeszcze. Skąd on wiedział, że znajdzie pieniądze Ortaiasa z sakiewce poległego?
— Wielcy bogowie, to powinno być oczywiste nawet dla ciebie. — Gąjusz Filipus uniósł ręce. — Skoro drungarios wynajął morderców, musiał im zapłacić pieniędzmi swojego pana. — Centurion zaśmiał krótko. — Mało prawdopodobne, żeby miał jakieś Thorisina. A teraz bez wymigiwania się powiedz mi, dlaczego zadajesz te wszystkie pytania.
Wygadany Grek nagle zaniemówił. Uniósł brew i wlepił spojrzenie w Gajusza Filipusa.
— Można by pomyśleć, że piszesz historię — odezwał się Marek, przychodząc centurionowi z pomocą.
Na twarz Gorgidasa wypełzł rumieniec. Skaurus zorientował się, że jego żart trafił w sedno.
— Wybacz — powiedział. — Nie wiedziałem. Od jak dawna nad tym pracujesz?
— Co? Odkąd nauczyłem się videssańskiego na tyle, by poprosić o pióro i pergamin. Wiesz, że nie mają tutaj papirusu.
— W jakim języku piszesz? — zapytał trybun.
— Hellenisti, ma Dia! Po grecku, na Zeusa! W jakim innym języku można wyrazić poważne myśli? — odparł lekarz, przechodząc na ojczystą mowę.
Gąjusz Filipus wpatrywał się w niego ze zdumieniem. Jego znajomość greki ograniczała się do kilkunastu słów, przeważnie sprośnych, ale rozpoznał język.
— Po grecku, powiadasz? Ze wszystkich bezsensownych rzeczy, o których słyszałem, ta przebija wszystkie! Po grecku, w Videssos, gdzie nikt nie zna ani słowa w tym języku. Człowieku, mógłbyś być Homerem albo tym pierwszym historykiem… jak mu tam? Słyszałem o nim kiedyś, ale niech mnie diabli, jeśli sobie przypomnę… — Zerknął na Skaurusa, szukając u niego pomocy.
— Herodot — podsunął trybun.
— Dzięki, o to nazwisko mi chodziło. Jak powiedziałem, Gorgidasie, mógłbyś być jednym z tych mądrali albo nawet nimi oboma jednocześnie, i kto by się na tym poznał? Po grecku! — powtórzył z lekceważeniem i zdumieniem.
Lekarz poczerwieniał jeszcze bardziej.
— Tak, po grecku. Dlaczego nie? — powiedział ostro. — Może któregoś dnia będę na tyle mocny w videssańskim, żeby zacząć w nim pisać albo jeden z tutejszych uczonych pomoże mi przetłumaczyć to, co napisałem. Manetho Egipcjanin i Berosos z Babilonu pisali po grecku, żeby Hellenowie poznali dawną chwałę ich narodów. Byłoby nieźle, gdyby w Videssos została pamięć po nas.
Mówił z wielkim zapałem, ale nie zrobiło to wrażenia na Gajuszu Filipusie. Centuriona zupełnie nie obchodziło, co będzie po jego śmierci. Wyczuł jednak, że starczy docinków. Na swój sposób lubił lekarza, więc wzruszył ramionami i powiedział:
— Takie gadanie to strata czasu. Lepiej pójdę pomusztrować ludzi. Są tłuści i leniwi.
Odmaszerował dumnym krokiem, potrząsając głową.
— Videssańczycy będą zainteresowani twoją pracą — stwierdził Marek. — Mają własnych historyków. Alypia Gavra mówiła, że ich czyta. Zdaje się, że robiła notatki do własnej książki. Ostatecznie zasiadała w radzie wojennej Mavrikiosa. Mogłaby ci pomóc.
W oczach lekarza pojawił się błysk wdzięczności. Lecz Gorgidas nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił uszczypliwej uwagi.
— Może i tak, gdyby nie to, że przebywa po drugiej stronie cieśniny i jest poślubiona niewłaściwemu Imperatorowi. Ale to przecież szczegóły.