Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 94
Перейти на страницу:

Lecz miedzy armią a obiektem jej pożądania krążyły niezliczone statki wojenne o dziobach z brązu. Ortaias Sphrantzes stracił przedmieścia stolicy po drugiej stronie cieśniny, ale zostawił na tym brzegu tylko kilka jednostek większych od rybackich kutrów. Nawet porywczy Thorisin Gavras nie palił się do przeprawy, choć rosła w nim frustracja.

Zwołał naradę oficerów w rezydencji gubernatora, który uciekł do Ortaiasa. Wychodzące na wschód okno z czystego szkła dawało wspaniały widok na Koński Bród i Videssos. Marek podejrzewał, że Gavras celowo wybrał to miejsce jako przynętę dla generałów.

— Thorisinie — odezwał się Baanes Onomagoulos — nie mając statków, będziemy tutaj tkwili aż do śmierci ze starości. Moglibyśmy mieć dziesięć razy więcej wojska, ale dla nas byłoby tyle warte co fałszywy miedziak.

Uderzył laską w stół. Z powodu odniesionej rany miał krótszą prawą nogę.

Thorisin spiorunował go wzrokiem nie za to, co powiedział, lecz za protekgonalny ton. Niski, szczupły i łysy Onomagoulos miał twarz o ostrych rysach i dużym nosie. Był towarzyszem Mavrikiosa Gavrasa od dzieciństwa, ale jeszcze nie pogodził się z myślą, że mały braciszek poległego Imperatora jest teraz dorosłym mężczyzną.

— Chciałbym mieć statki — warknął Thorisin. — Sphrantzesowie dobrze płacą kapitanom. Wiedzą, że tylko dzięki nim ich głowy jeszcze nie zdobią Kamienia Milowego.

Marek uznał to za czczą przechwałkę. Oprócz dumnych budowli i pięknych ogrodów widać było stąd również fortyfikacje Videssos, najpotężniejsze, jakie Rzymianin kiedykolwiek widział. Myśl o szturmie na podwójną linię groźnych ciemnych murów zatrwożyłaby każdego żołnierza, nawet gdyby udało się im jakoś pokonać Koński Bród. Po kolei, nie wszystko naraz — pomyślał.

— Onomagoulos ma rację. Bez statków nic nie wskóramy. A może by je wziąć od Duchy?

Utprand syn Dagobera po raz pierwszy włączył się do narady. Sądząc po wyspiarskim akcencie, można by go wziąć za Halogajczyka, kuzyna Namdalajczyków. Jego ludzie zjawili się niedawno. Dotarli tutaj z Phanaskertu przez zachodnie ziemie Videssos, tocząc po drodze walki z Yezda.

— To jest myśl — powiedział Thorisin sucho. Najwyraźniej niezbyt mu się podobała, ale siły Utpranda wzmocniły jego armię o jedną trzecią, co skłaniało Imperatora do ostrożności.

Namdalajczyk uśmiechnął się chłodno. Miał niebieskie oczy, zimne jak lodowce, które jego przodkowie zostawili za sobą, kiedy dwieście lat temu opanowali Namdalen, zabierając go Imperium.

— Chyba nie wątpicie, panie, w naszą dobrą wolę? — zapytał takim samym ironicznym tonem jak Thorisin.

— Oczywiście, że nie — odparł Thorisin.

Przy stole rozległy się śmiechy. Duchy było cierniem w ciele Videssos od czasu burzliwych narodzin. Halogajscy zdobywcy, nieokrzesani piraci, wiele nauczyli się od cywilizowanych poddanych. Ich wspólni potomkowie stali się wyrafinowanymi i niebezpiecznymi wojownikami. Walczyli dla Imperium, ale wszyscy zdawali sobie sprawę, że w sprzyjających okolicznościach sięgną po nie.

— Wiec jak będzie? — zapytał Gavrasa Soteryk syn Dostiego.

Brat Helvis siedział po lewej ręce Utpranda. Młody Namdalajczyk zaszedł wysoko od czasu, kiedy trybun ostatnio go widział.

— Wolisz, panie, wygrać wojnę z naszą pomocą czy przegrać bez nas? — mówił dalej.

Skaurus drgnął. Soteryk zawsze w taki sposób formułował pytania, że równie trudno było odpowiedzieć „tak”, jak i „nie”. Z wyjątkiem dumnego nosa, który świadczył o videssańskim dziedzictwie, rysy miał takie same jak siostra, ale jego duże usta zwykle były ściągnięte w cienką linię.

Thorisin przesunął wzrok z niego na trybuna i z powrotem. Marek też zacisnął wargi. Wiedział, że Imperator nieufnie odnosi się do więzów przyjaźni i krwi między Namdalajczykami i Rzymianami.

— Są jeszcze inne możliwości — powiedział spokojnie Gavras i popatrzył na Skaurusa. — Co na to powiesz? Na razie niewiele się odzywasz.

Trybun był zadowolony z pytania, na które mógł odpowiedzieć beznamiętnie.

— Nikt nie wątpi, że statki są potrzebne. Jeśli chodzi o to, jak je zdobyć, inni wiedzą lepiej ode mnie. My, Rzymianie, zawsze woleliśmy walczyć na lądzie niż na morzu. Przewieźcie mnie na drugą stronę cieśniny, a udzielę wam rad, nie ma obawy. Thorisin uśmiechnął się niewesoło.

— Wierzę. W dniu, w którym nie wypowiesz swojego zdania, zacznę cię podejrzewać. Z pewnością milczenie jest lepsze niż mielenie językiem, kiedy nie ma się nic mądrego do powiedzenia.

Przyznawszy się do nieznajomości reguł wojny morskiej, Marek wrócił myślami do utraconej ojczyzny.

— Moi rodacy walczyli z krajem zwanym Kartaginą, który w przeciwieństwie do nas miał silną flotę. Kiedy jeden z ich statków wpadł na mieliznę, wykorzystaliśmy go jako model i wkrótce rzuciliśmy im wyzwanie na morzach. Czy nie możemy tutaj zbudować własnych statków?

Pomysł nie spodobał się Gavrasowi, który brał pod uwagę tylko istniejące jednostki. W zamyśleniu podrapał się po brodzie. Marek stwierdził, że białe pasma po obu stronach szczęki są szersze niż przed rokiem.

— Ile czasu zajęło twojemu ludowi zbudowanie floty? — zapytał Imperator.

— Sześćdziesiąt dni na pierwszy statek.

— Za długo, za długo — mruknął Thorisin, bardziej do siebie niż do zebranych. — Żal mi każdego dnia. Tylko Phos wie, co Yezda wyprawiają nam za plecami.

— Nie tylko Phos — odezwał się Soteryk tak cicho, że Gavras chyba nie usłyszał.

Z podróży przez Videssos Namdalajczycy przynieśli niewiele radosnych wieści. Choć nie kochali Thorisina Gavrasa, zgadzali się, że im prędzej wygra wojnę domową, tym większe będą szansę odzyskania zachodnich ziem Imperium.

Thorisin napełnił kubek winem z kształtnej karafki wykonanej z pozłacanego srebra, należącej, podobnie jak dom, do zbiegłego gubernatora. Splunął na podłogę na znak pogardy dla Skotosa i jego dzieł, a potem uniósł oczy i ręce, zanosząc modlitwę do Phosa. Ten sam rytuał Skaurus widział pierwszego dnia po tym, jak znalazł się w Imperium.

Uświadomił sobie z zaskoczeniem, że rozumie modlitwę. Gorgidas miał rację. Videssos stopniowo zostawiało na nim swoje piętno.

Pół godziny jazdy na południe od przedmieścia, które Videssańczycy nazywali po prostu „Po Drugiej Stronie”, ciągnęły się do samego morza sady cytrusowe. Od wody oddzielał je tylko wąski pas białej plaży. Skaurus przywiązał pożyczonego konia do gładkiego pnia drzewa i zaklął cicho, kiedy w ciemności zadrapał się o kolec.

Dochodziła północ. Na bezksiężycowym niebie jaśniały obce konstelacje. Światła wielkiego miasta leżącego na wschodnim brzegu cieśniny byłyby bardziej użyteczne niż ich zimny blask, gdyby nie zasłaniała ich groźna sylweta wojennej galery. Zsiadający z koni obok Marka ludzie stanowili czarne cienie.

Gajusz Filipus omal nie upadł.

— Niech diabli wezmą te ostrogi — mruknął po łacinie. — Wiedziałem, że o nich zapomnę.

— Cisza tam — syknął Thorisin Gavras i ruszył w stronę plaży.

Reszta podążyła za nim. W niemal zupełnej ciemności trudno było rozpoznać członków grupy. Trochę światła odbijało się od wygolonej czaszki Neposa i ukazywało jego niską baryłkowatą postać. Baanesa Onomagoulosa zdradzał kołyszący krok. Pozostali oficerowie wyglądali identycznie.

Gavras trzy razy odsłonił małą latarnię. Gdzieś w trawie zacykał świerszcz. Idący aż podskoczyli i szybko zdusili nerwowe śmiechy. Lecz głos owada nie był umówionym sygnałem.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)