Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 130
Перейти на страницу:

— Tata — oświadczył poważnie Dosti.

— Jestem. — Marek podniósł się z kucek. Dosti zaczął rozwiązywać rzemienie u jednego z jego caligae, a potem próbował dosięgnąć schowanego w pochwie miecza trybuna.

— Mógłbyś przywitać się także ze mną — powiedziała Helvis.

— Witaj — powiedział ostrożnie, ale podniosła głowę do pocałunku, jakby nic między nimi nie zaszło. Kamień spadł mu z serca — sam nie wiedział jak był ciężki, dopóki się go nie pozbył. Uśmiechając się niepewnie, podniósł klapę namiotu. Malrik wskoczył do środka.

— Chodź, ty ślamazaro! — wrzeszczał do Dostiego, który podążał za nim najszybciej jak potrafił. Helvis pochyliła się w wejściu. Marek wszedł za nią.

Rozmowa świadomie omijała drażliwe tematy przez długi czas — omawiali plotki, które Helvis usłyszała przebywając z kobietami, opis szturmu Skaurusa… W końcu trybun zapytał ją wprost:

— Dlaczego wróciłaś? Popatrzyła na niego z ukosa.

— Czy nie wystarczy, że wróciłam? Musisz zawsze wszystkiego się dowiedzieć?

— Nawyk — powiedział, gestem ogarniając cały obóz. — Muszę.

— Niech zaraza weźmie twoje nawyki — wybuchnęła Helvis. — Jak i twoją bezsensowną miłość dla tej starej dziwki, Videssos, także.

Marek czekał na kolejną salwę, ale zamiast tego Helvis zaśmiała się; bardziej z siebie niż z niego.

— Dlaczego wróciłam? Jeśli ja pomyślałam o tym raz, to Malrik pięć tysięcy razy to powiedział — „Gdzie jest tata? Kiedy wróci? A dlaczego nie wiesz?”. Dosti cały czas grymasił i płakał, nie mogłam go uspokoić.

Nawet w migotliwym świetle lampki wyglądała na zmęczoną.

— To wszystko?

— A co byś chciał, żebym ci powiedziała? Że mi ciebie brakowało? Że wróciłam, bo mi na tobie zależy?

— Jeśli tak jest, to bardzo bym chciał, żebyś o tym mówiła — odparł cicho.

— A jakie to ma dla ciebie znaczenie? Ty przecież musisz dbać o swoje cenne Imperium — powiedziała, ale jej twarz zrobiła się łagodniejsza. — Tak właśnie jest? Och, to takie trudne. Walczyłeś tam przeciwko moim ludziom, moim krewnym nawet, a ja co robiłam? Modliłam się do Phosa, żebyś wyszedł z tego cały i zdrowy. Myślałam już, że mnie to nie obchodzi, dopóki nie znalazłeś się w niebezpieczeństwie. Łatwo mieć twarde serce, gdy nie trzeba się o nikogo martwić… Do licha z tym wszystkim! — skończyła, złapana w potrzask dwóch przeciwstawnych sobie uczuć.

— Dziękuję ci — powiedział. — Kiedy miałem szesnaście lat, byłem pewny, że wszystko jest bardzo proste. Teraz mam dwadzieścia lat więcej, i na bogów, wszystko jest dwadzieścia razy trudniejsze.

Helvis uśmiechnęła się, marszcząc jednocześnie brwi. Nie podobało jej się to łacińskie przekleństwo. Nawet tutaj — pomyślał — muszę być ostrożny. Jednak… — Jakoś sobie radzimy, prawda?

— Na razie — powiedziała. — Na razie.

Następnego dnia widzieli już więcej ludzi Draxa. Tym razem nie byli to zwiadowcy, ale dobre pół setki groźnie wyglądających jeźdźców, którzy jechali niemal na skraju zasięgu strzał, wzdłuż maszerującej kolumny. Krzyczeli coś do Namdalajczyków Utpranda, ale z tej odległości nie można było ich zrozumieć.

— Bezczelne skurwysyny, co? — ocenił Gajusz Filipus. Zigabenos też tak uważał. Wysłał oddział Khatrishów, by odegnali zbuntowanych najemników. Ludzie Draxa wycofali się spokojnie pod osłonę lasu, nie łamiąc nawet szyku. Laon Pakhymer nie pozwolił łucznikom wejść między drzewa wiedząc, że wtedy utracą swój największy atut — ruchliwość. Po chwili Khatrishe z powrotem dołączyli do armii. Żołnierze Draxa wynurzyli się z lasu zajmując poprzednią pozycję.

Gdy nadszedł wieczór, rebelianci nie rozbili obozu w pobliżu sił Zigabenosa, ale odjechali na południowy zachód, wyraźnie wypełniając jakiś rozkaz. Obserwujący ich odjazd Gajusz Filipus podrapał się po bliźnie na policzku.

— To chyba będzie jutro. Tak myślę. Ci żołnierze nie są sami; to część jakiejś wielkiej bandy, a przynajmniej tak się zachowują.

Wyciągnął miecz i dotknął ostrza środkowym palcem.

— Musi pewnie wystarczyć. Nie lubię się bić z tymi cholernymi wyspiarzami. Są wielcy jak Galowie i dwa razy bystrzejsi.

Kiedy zapadły już kompletne ciemności, Marek dostrzegł blady, pomarańczowy odblask na południowo-zachodniej krawędzi horyzontu. Nie przypominał sobie, by leżało przed nimi jakiekolwiek większe miasto, co nie pozostawiało żadnych wątpliwości — to byli ludzie Draxa. Trybun ściągnął usta. Jeżeli byli tak blisko, to rzeczywiście nazajutrz czekała ich bitwa.

Do rzymskiego obozu przybył posłaniec z rozkazami od Mertikesa Zigabenosa.

— Będziemy jutro maszerowali w rozciągniętej linii, a nie w kolumnie. — Videssański generał także spodziewał się bitwy. Jego adiutant kontynuował: — Wy, piechota, staniecie na lewym skrzydle, a osłaniać was będą Khatrishe. Mój pan zajmie środek, Namdalajczycy Utpranda będą po prawej.

— Dzięki, spatharios — powiedział trybun. — Miałbyś może ochotę na kubek wina?

— Miło z twojej strony, panie — odparł Videssańczyk. Gdy pozbył się już oficjalnej sztywności, wyglądał o wiele młodziej. Pociągnął łyk i skrzywił twarz, zaskoczony. — Wytrawne, co? — drugi łyk był już ostrożniejszy.

— Najbardziej wytrawne, jakie udało nam się znaleźć — potwierdził Marek. Prawie wszystkie gatunki videssańskiego wina były za słodkie jak na gust Rzymian. Podtrzymując rozmowę, zapytał:

— Dlaczego wyspiarze mają być po prawej? — Jeżeli Zigabenos nie ufał im za bardzo, powinni znaleźć się pośrodku, gdzie łatwiej byłoby ich obserwować i kontrolować.

Ale spatharios miał już gotową odpowiedź, co świadczyło o tym, że jego dowódca też miał głowę na karku, choć przyjął inne rozwiązanie niż Skaurus.

— Prawe skrzydło to ich punkt honoru, panie. — Trybun pokiwał głową z aprobatą i gdy chodziło o dumnego Utpranda, odwołanie się do honoru zawsze mogło się opłacić. Videssańczyk skończył wino i pospieszył z rozkazami do Laona Pakhymera.

Trybun żałował, że do bitwy nie doszło wcześniej; teraz, Helvis i kobiety większości legionistów były tutaj, zamiast w swoim obozie, odpowiednio oddalonym od miejsca zbliżającej się bitwy. Gdy powiedział o tym Gajuszowi Filipusowi, starszy centurion odparł:

— Prawdopodobnie są bezpieczniejsze tutaj. Videssańczycy nie zawracają sobie głowy okopywaniem obozu.

— To prawda — stwierdził trybun. — Jednak zostawimy tu jutro pół manipułu. Myślę, że powinien nim dowodzić Minucjusz.

— Minucjusz? Będzie mu wstyd, że pozostawiono go z dala od bitwy. Jest młody. — Starszy centurion mówił takim tonem, jakby to ostatnie słowo kryło w sobie same najgorsze znaczenia.

— Niemniej jednak to odpowiedzialne zadanie, a Minucjusz to rozsądny chłopak. — Marek rzucił centurionowi chytre spojrzenie. — Kiedy będziesz mu wydawał rozkazy, możesz wspomnieć o bezpieczeństwie Erene.

Gajusz Filipus gwizdnął z podziwem.

— W rzeczy samej! On zupełnie oszalał na punkcie tej dziewuchy.

Skaurus nie umiał powiedzieć czy słyszał w jego głosie drwinę, czy też zazdrość.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)