Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 130
Перейти на страницу:

Dzień rozpoczął się pogodnym, ale zaskakująco zimnym porankiem. Rześki wiatr od morza rozpędził wilgoć i mgłę.

— Ładny dzień — usłyszał Marek jednego z Rzymian, kiedy zwijali obóz.

— Ładny dzień! Żeby ci ucięli łapę, barani łbie, jak nie ściągniesz tego rzemienia w nagolenniku — warknął Gajusz Filipus. Żołnierz sprawdził wiązanie — było wystarczająco mocno zaciągnięte. Starszy centurion wrzeszczał już na kogoś innego.

Jeźdźcy z Khamorth nadjechali galopem, wymachując swymi futrzanymi czapami i krzycząc:

— Wielkie konie! Mnóstwo wielkich koni!

Fala podniecenia przebiegła przez armię Imperium. Już niedługo.

Przeszli przez lekkie wzniesienie i zeszli do niemal płaskiej doliny Sangarios, jednego z miejscowych dopływów Arandos. Drewniany most łączył brzegi tej niewielkiej rzeczki. Obóz rebeliantów widoczny był w oddali, po drugiej stronie Sangarios, ale ich dowódca zdecydował się ustawić wojska przed mostem.

— Drax! Drax! Wielki książę Drax! — krzyczeli Namdalajczycy, gdy dojrzeli już swych wrogów. Wołanie było głębokie i mocne, jak bicie bębna.

— Utprand! Videssos! Gavras! — odpowiadające im okrzyki bitewne były równie głośne.

— Myślałem, że ten Drax ma więcej rozumu — powiedział Gajusz Filipus. — Co prawda pochylenie nie jest aż tak duże, by mogło nam bardzo pomóc, ale jeśli uda nam się ich zepchnąć, to wejdą do rzeki, a to będzie ich koniec.

Marek przypomniał sobie coś, co zwykł powtarzać Nephon Khoumnos: „Gdyby wszystkie ‘jeśli’ i ‘ale’ były ciastkami i orzechami, to wszyscy byliby grubi”. Jeśli miał to być jakiś znak, to nie podobał się Markowi — ponury generał z Videssos dawno już nie żył, zabity czarami Avshara.

Zigabenos — kiedyś adiutant Khoumnosa — był wystarczająco rozważny, by nie męczyć swoich żołnierzy przedwczesnym atakiem. Utrzymywał ich w dobrym porządku, kiedy posuwali się naprzód. Namdalajczycy także ruszyli do przodu. Ludzie Draxa nosili turkusowe opończe i zielone proporce trzepoczące na lancach.

Gdzie była chorągiew Draxa? Jeżeli prawe skrzydło było punktem honoru wyspiarzy, Skaurus spodziewał się, że właśnie tam go ujrzy. Ale nie mógł go znaleźć — w końcu wypatrzył wielkiego księcia na drugim końcu linii Namdalajczyków. Wyglądało to bardzo podejrzanie. Co on knuł?

Niczym błyskawica okryta zbroją, Utprand ruszył na urągającą mu chorągiew, łamiąc równą linię utrzymywaną dotąd przez armię Imperium. Mniejsze i większe oddziały odrywały się od głównych sił i podążały za swym dowódcą, aż około pięciuset wojowników gnało w kierunku zbuntowanego księcia.

— Zdrajca! Złodziej! — okrzyki wojenne rozbrzmiewały głośniej niż tętent galopujących koni.

— Drax! Drax! Wielki książę Drax! — także krzycząc, jeźdźcy Draxa pochylili lance i spięli ostrogami swoje wierzchowce, by spotkać się z wojownikami Utpranda. Mieli też inne zawołanie i zimny dreszcz straszliwego przeczucia przebiegł po plecach Skaurusa.

— Namdalen! Namdalen! Namdalen!

— Naprzód! Naprzód! Pomóżcie mu, wy odmóżdżone gnojki bez jaj i honoru! — to Gajusz Fili-pus wrzeszczał, modląc się do nie wiadomo kogo, by jakiś cud przeniósł jego głos przez pole bitwy i zmusił ludzi Soteryka, Clozarta i Turgota, żeby dołączyli do ataku Utpranda.

Kilku rzeczywiście ruszyło z miejsca, ale byli to pojedynczy żołnierze, czy niewielkie, co najwyżej pięcioosobowe grupki. Większość wstrzymywała konie, czekając. Jeżeli Utprand zdoła rozbić siły Draxa, wtedy może ruszą do przodu? Ale Utprand i jego ludzie byli sami na polu bitwy, a Drax miał mącznic więcej niż pięciuset żołnierzy, których mógł rzucić przeciwko nim.

Lance pękały z trzaskiem. Konie padały na ziemię, krzycząc bardziej przeraźliwie niż ludzie. Jeźdźcy wylatywali z siodeł, by zginąć pod kopytami własnych wierzchowców. Słońce odbijało się od obnażonych mieczy. Zbici w klin wojownicy Utpranda walczyli z jeszcze większą zawziętością, gdy zrozumieli, że ich zdradzono i wciąż przebijali się w kierunku wrogiego sztandaru.

Skaurus wspierał ich okrzykami, ale niedługo, jako że prawe skrzydło armii Draxa ruszyło do ataku na legionistów. Trybunowi wydawało się, że wszystkie lance mierzą prosto w niego. Khatri-she zasypali Namdalajczyków gradem strzał. Tu i tam jeździec zachwiał się w siodle, celnie trafiony. Ale lekka jazda naprawdę nie mogła powstrzymać ich ataku. Jeden z Khatrishów, odwa-żniejszy niż jego towarzysze, podjechał bliżej, by ciąć wyspiarza szablą. Namdalajczyk zawrócił nagle konia, tak że uderzył on o pierś małego, khatrisherskiego konika. Mniejszy wierzchowiec zachwiał się i upadł. Wyspiarz nadział jeźdźca na włócznię tak, jakby nabijał kawałek mięsa na nóż. Turkusowa fala przetoczyła się nad jego ciałem.

— Trzymajcie się teraz dobrze hastatft Konie nie chcą nabijać się na włócznie — krzyczał Gajusz Filipus.

— Przygotować pila — zawołał Marek. Czując jak zasycha mu w gardle, czekał na zbliżających się ze straszliwą prędkością ludzi Draxa. — Gotowi? Teraz! — opuścił ramię na dół. Rogi heroldów powtórzyły komendę.

Setki oszczepów wyleciały do góry dokładnie w tej samej sekundzie, potem jeszcze jedna salwa, i jeszcze jedna. Konie i jeźdźcy walili się na ziemię, zabici lub ranni. Jadący za nimi rycerze byli, z kolei, blokowani. Niektórzy wojownicy reagowali na tyle szybko, by przyjąć pilą na tarcze, które — pomyślał Skaurus w jednej z tych dziwnych chwil olśnienia, które jak wiedział, zapamięta już na zawsze — miały kształt latawców puszczanych przez videssańskie dzieci. Tarcze okazały się jednak kiepską obroną. Długie, wykonane z miękkiej stali pilą wyginały się przy uderzeniu, czyniąc tarcze podwójnie bezużytecznymi — nie tylko je uszkodziły, ale w dodatku Namdalajczycy nie mogli się ich pozbyć.

Ale deszcz włóczni spadł na żołnierzy Draxa, kiedy byli już przerażająco blisko. Atak został opóźniony i spowolniony, nie mógł być jednak całkiem zatrzymany. Kilka koni pędziło wzdłuż rzymskich szeregów, a nie wprost na hastae. Większość, ponaglana przez jeźdźców, runęła na pierwszą linię ciężkich włóczni.

— Drax! Drax! Wielki książę Drax! — ich okrzyk nigdy nie słabł.

Gdyby nie szybkość i sprawność, z jaką przeformowały się rzymskie manipuły — system, który pozwalał im walczyć w małych oddziałach i tworzyć ośmioosobowe grupy, gdy tylko robiło się gorąco — zostaliby zgnieceni przez namdalajski atak w ciągu kilku minut. Skaurus, Gajusz Filipus, Juniusz Blesus, Bagratouni — wszyscy wykrzykiwali rozkazy, kierując legionistów tam, gdzie byli najbardziej potrzebni.

Włócznia, pokryta rdzą, ale tak samo śmiertelnie niebezpieczna, przemknęła obok ramienia trybuna. Stojący za nim Rzymianin jęknął bardziej z zaskoczenia niż z bólu. Ostrze, teraz unurzane w czerwieni, opadło na ziemię. Krzyk legionisty utonął w wypływającej szerokim strumieniem krwi.

Wystrzelony przez kogoś kamień odbił się od hełmu jednego z jeźdźców. Zaklął w wyspiarskim narzeczu i lekko oszołomiony potrząsnął głową. Marek rzucił się do przodu. Z nagłym przerażeniem na twarzy, Namdalajczyk próbował zbić pchnięcie ostrzem swej lancy. Broń była zbyt nieporęczna, człowiek nie dość szybki. Miecz Skaurusa przebił się przez kolczugę, a potem przez szyję żołnierza. Lanca wypadła mu z ręki. Tłok walczących ramię przy ramieniu wojowników nie pozwolił upaść mu na ziemię jeszcze przez kilka minut.

Inny Namdalajczyk, także na koniu, próbował ciąć trybuna mieczem, ale ten przyjął uderzenie na tarczę. Żołnierz zaklął i uderzył jeszcze raz, i jeszcze, jego ostrze wzniecało iskry przy każdym zetknięciu z pokrytą brązem scutum Marka. Był zręcznym wojownikiem — każdy cios zadawany był pod innym, tak samo niebezpiecznym kątem. Podtrzymujące tarczę ramię trybuna zaczęło słabnąć.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)