Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 135
Перейти на страницу:

W półmroku Świątynia budziła niepokój. W dzień, odbijając światło słońca, zapewne wywoływała przerażenie.

– Twoja planeta potrafiłaby stworzyć coś takiego? – spytała półgłosem księżniczka.

Popatrzyłem jej w oczy i odparłem, jakby nie zauważając, że pod maską ironii księżniczka stara się ukryć niepokój.

– Nie. I twoja planeta również. Świątynię stworzyli Siewcy.

– Mówiono ci o tym?

– Nie. Ale wszystko, co zadziwiające w twoim świecie, stworzyli właśnie oni.

Nie wiem, skąd wzięła się ta pewność. Ze słodkiego bólu w piersi, z niepokojącej bliskości tajemnicy… Po prostu zrozumiałem jeszcze jedną prawdę, którą będę musiał zdradzić księżniczce.

Jeśli zwyciężymy.

Żużel chrzęścił pod nogami jak tłuczone szkło. Szliśmy pod kulą, która zasłoniła nam pół nieba, do cienkiej kolumny podtrzymującej cały świat.

– Świątynia Wszechświata, czy też Świątynia Siewców, jak ją czasem nazywają, znajduje się na każdej planecie, na której żyją ludzie – powiedziała księżniczka. – Nawet na tych, na których ludzie osiedlą się za tysiące lat. Wszędzie tam, gdzie jest woda i tlen, gdzie było lub będzie życie.

– Prócz Ziemi – wyszeptałem.

– Prócz Ziemi. Planety, której nie ma.

– Nie mogli o nas wiedzieć. Wszechświat jest nieskończony, Siewcy nie mogli podbić całego…

– Wiedzieli o Ziemi. W przeciwnym razie nie spotkalibyśmy się pięć lat temu. Widzisz, Siergiej, Świątynia Wszechświata to coś więcej niż symbol nieskończoności, różnorodności i zarazem jedności wszystkich światów ludzi. To również latarnia morska. Jak wiesz, lordzie, podróżować w przestrzeni można na różne sposoby.

– Wiem. Latać z prędkością światła…

– Nie. To w ogóle nie jest podróżowanie, to męka… Można lecieć w hiperprzestrzeni, orientując się na sygnały trzech latarni dających współrzędne wyjścia. Można lecieć od planety do planety, od Świątyni do Świątyni w linii prostej. To droga handlu i jednocześnie droga wojen. I wreszcie, można w ogóle nie lecieć. Ograniczoną masę da się przerzucić przez hiperprzestrzeń na dowolną planetę, której czasoprzestrzenne współrzędne są znane. To droga kurierów rządowych, wywiadowców, bogatych podróżników…

– Szukających rozrywki księżniczek.

– Tak, lordzie. Właśnie tak. Nie ma ładunku, który mógłby pokryć koszty zużytej na hiperprzejście energii.

– Prócz ludzi.

– Prócz nielicznych ludzi. A więc, Siergiej, nikt na świecie nie jest w stanie określić tych czasoprzestrzennych współrzędnych. Robią to Świątynie. Gdy cywilizacja na danej planecie osiągnie odpowiedni poziom rozwoju, by móc korzystać z hiperprzestrzeni, jej Świątynia włącza się do ogólnej sieci. A kiedy koloniści przypadkowo znajdą planetę z wodą i tlenem i wejdą do jej Świątyni, zostaje ona włączona do ogólnej sieci. Jednocześnie we wszystkich aktywnych Świątyniach, w sali współrzędnych, pojawiają się współrzędne danej planety. Ale jest świat, którego współrzędne są znane, a Świątyni na nim nie ma. To Ziemia. Można po niej podróżować, można ją badać jak zabawne, egzotyczne miejsce. Ziemię odwiedzano już wtedy, gdy Ziemianie mieszkali w jaskiniach i ubierali się w skóry zwierząt. Siewcy zjawili się na waszej planecie i podali innym światom jej współrzędne. Stworzyli na waszej planecie życie. Nasze geny są jednakowe, wszyscy jesteśmy ich potomkami.

Przełknąłem okrzyk. Geneza słowa „siewcy” była oczywista, a jednak…

– Ale na Ziemi nie ma Świątyni. Siewcy uznali waszą planetę za niepotrzebną, odizolowali ją. Z Ziemianie można handlować, więc co pokryje koszt hiperprzejścia? I nie warto z nią walczyć – przez hipertunel nie można wprawdzie przenieść ciężkiej broni, ale nawet lekka wystarczy, by zwyciężyć. Ziemia jest zagubiona w głębi wszechświata, nie ma sensu jej szukać. To planeta, której nie ma.

– Świątynia mogła zostać zniszczona w czasie trzęsienia ziemi albo wybuchu wulkanu… – zamilkłem, uzmysławiając sobie absurdalność własnej sugestii. Wisząca nad nami kula wyglądała na bardziej pewną niż sama gleba. Opierając się na symbolicznej kolumnie, drwiła z siły przyciągania, jakby podkreślała swoją niezniszczalność.

– Świątyni nie można zniszczyć. Wiele cywilizacji, przechodząc przez epokę barbarzyństwa, próbowało to zrobić. Na Świątynię zrzucano bomby termojądrowe, celowano do niej z dział laserowych, cięto atomowymi mieczami… wszystko na próżno. Świątynia może zginąć jedynie wraz z całą planetą.

– To się zdarzało?

– Tak. Kilka razy.

Lans, który szedł przodem, odwrócił się. Byliśmy już pod Świątynią, dwadzieścia metrów od kolumny.

– Księżniczko, czy pozwolisz towarzyszyć sobie w Świątyni? Dziewczyna skinęła głową. Na twarzy Lansa pojawił się dziecinny zachwyt. Uśmiechnąłem się i zapytałem:

– Nigdy nie był w Świątyni?

– Oczywiście, że nie. Świątynia wpuszcza tylko władców i tych, którzy przyjdą z nimi.

Interesująca budowla, pomyślałem. Niezbyt skłonna do demokracji.

W tym momencie Lans krzyknął. Chciał się cofnąć, odsunąć od niewidocznego dla nas niebezpieczeństwa, ale nie mógł oderwać nóg od ziemi. Zamachał bezradnie rękami, próbując utrzymać równowagę, i upadł.

Podskoczyłem do niego. Lans turlał się po czarnym żwirze w przedziwnej pozycji – ręce przyciśnięte do tułowia, nogi zbliżające się do podbródka, odrzucona do tyłu głowa, siniejąca twarz…

– Do tyłu, lordzie – wycharczał. – Pajęczyno…

Wciągnął powietrze ze szlochem i zamilkł. Ciało wyprężyło się jak w ataku epilepsji. Ale to nie był atak. Dopiero teraz zobaczyłem, że Lansa oplata sieć cieniutkich, niemal niewidocznych nici. Tam, gdzie nić wpijała się w nieosłonięte ciało, skóra puchła, podzielona na małe czerwone kwadraciki. Sieć zaciskała się, powoli dusząc jeńca.

– Pajęczynowe miny – wyszeptała księżniczka, stając nad nim z obnażonym mieczem w ręku. – Kto się odważył? Pajęczynowe miny przed wejściem do Świątyni!

– Trzeba go ratować… – popatrzyłem błagalnie na dziewczynę.

– To niemożliwe, lordzie. Miecz przetnie nici razem z ciałem. On nawet nie ma kombinezonu. Nie zdołamy mu pomóc.

Tył głowy Lansa już niemal dotykał pleców. Na szyi, podzielonej siecią na kwadraty, wystąpiły kropelki krwi. Chłopiec już nie próbował się uwolnić. Jego oczy, wypełnione przerażeniem i bólem, obserwowały nas. Potem usłyszałem mdlący chrzęst łamanego kręgosłupa i wzrok Lansa stał się szklany.

– Już nie cierpi. – Księżniczka popatrzyła na mnie, jakby szukając wsparcia. – To zdarzyło się bardzo szybko, prawda, lordzie?

Patrzyłem na skulone, ściągnięte śmiercionośną pajęczyną ciało. Co za straszny pech cię prześladuje, kadecie Lans. Przeżyłeś dzięki temporalnemu granatowi, który zapobiegł spotkaniu z Shorreyem. Doprowadziłeś kuter do Świątyni i jak dziecko cieszyłeś się, że do niej wejdziesz. Ale śmierć nie lubi, gdy się z nią gra, trzymając w rękawie atutowego asa. Dorwała cię również tutaj. I wcale nie była mniej potworna.

– Musimy iść, lordzie – głos księżniczki drżał. – Potem go pochowamy, ale teraz musimy iść. Zginął jak bohater.

Nie, księżniczko. Za pierwszym razem zginął jak bohater. Teraz zabiła go nasza beztroska.

– Musimy sprawdzić drogę mieczem, tu mogą być jeszcze inne miny… Lordzie, ocknij się!

Najpierw zginął Ernado. A ja nawet nie mogłem go ostrzec, zaczynając drugą próbę porwania. A raczej mogłem, tylko stchórzyłem. Teraz przyszła kolej na Lansa. Czy naprawdę znowu stchórzę?

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)