Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 135
Перейти на страницу:

Temporalny granat czekał na moje palce na dnie kieszeni. Delikatny chłód oszlifowanych krawędzi, wzór nieznajomego alfabetu. „Ostatni atut. Silniejszy od czasu” – oto jak należy odczytać jego nazwę.

Ścisnąłem w dłoni wąski cylinderek. Najpierw słabo, potem z całych sił. Na próżno. Broń Siewców nie widziała konieczności jej użycia.

Oblizałem wyschnięte wargi i zrobiłem rok do przodu. Jeden, drugi, trzeci… Zmuszę cię do posłuszeństwa, zarozumiała zabawko Siewców.

– Lordzie…

Jeszcze dwa kroki. Cienkie nici podniosły się z kamiennego żwiru, pętając nogi, ogarniając całe ciało.

Przezroczysty cylinderek w moich palcach pękł.

6. Prawo wchodzącego

Ciemność. Lodowaty spokój napełniający świadomość. I szept w głębi mózgu:

Aktywizowano temporalny granat, jesteście bezpieczni.

Upadek. Lot przez ciemność.

Użycie uzasadnione, niebezpieczeństwo drugiego stopnia. Zaleca się powrót do pierwszego węzłowego momentu.

Czym ma być ten pierwszy węzłowy moment? Chwila, gdy podszedłem do miny? To mnie nie urządza. Wtedy Lans już nie żył…

Zmiana została przyjęta, powrót do drugiego węzłowego momentu.

Świat wokół mnie pojawił się na nowo.

– Księżniczko, pozwolisz towarzyszyć sobie w Świątyni? – zapytał Lans.

Dziewczyna skinęła głową. Lans, cały i zdrowy, zajaśniał z zachwytu i ruszył do przodu.

– Nigdy… – zacząłem skupiony, wyrywając się ze strumienia poprzedniej rzeczywistości. Krzyknąłem na całe gardło: – Stój, Lans! Stój! Nie ruszaj się!

Lans stanął jak wmurowany. Widocznie kadetów uczono przede wszystkim posłuszeństwa… Szybko podszedłem do niego i pochyliłem się, wpatrzony w czarny żużel. Ani śladu pułapki. Wyjąłem miecz z pochwy, przesunąłem nim po kamieniach.

Cieniutkie szare nici skoczyły do góry, objęły ostrze i upadły rozcięte. Znowu się wyciągnęły do metalu płaszczyznowego miecza i znowu rozpadły się na kawałki. Trzymałem klingę dopóty, dopóki chytra pułapka nie zmieniła się w krótkie, bezsilnie drgające na kamieniach strzępy.

– Kto śmiał rozstawić przed Świątynią pajęczynowe miny? – Głos księżniczki drżał. – To więcej niż podłość, to bluźnierstwo!

– Najwidoczniej nasz wspólny znajomy, Shorrey. – Powoli podchodziłem do kolumny, każdy krok poprzedzając uderzeniem miecza o ziemię. Kolejna pajęczynowa mina zaczęła się wić w daremnej próbie złamania płaszczyznowego ostrza.

Lans nadal stał bez ruchu, patrząc na drgające pod jego nogami resztki pajęczyny. Chłopiec miał chyba bujną wyobraźnię.

– Skąd wiedziałeś o minach, Siergiej? – zapytała księżniczka z lekkim zdumieniem. Może nawet podejrzliwie.

– My, mieszkańcy nieistniejących planet, mamy pewne bardzo realne zdolności – skłamałem złośliwie. – Załóżmy, że zastosowałem jedną nich.

Lans otrząsnął się z osłupienia, podszedł do mnie i powiedział bez ceremonialnego patosu:

– Lordzie, uratowałeś mi życie. Na zawsze jestem twoim dłużnikiem.

Odwróciłem się do niego i wyciągnąłem rękę.

– Wolałbym, żebyś był moim przyjacielem, a nie dłużnikiem. Przez chwilę staliśmy, patrząc sobie w oczy. W końcu księżniczka odezwała się z rozdrażnieniem:

– To bardzo wzruszające, moi drodzy, ale czy moglibyśmy jednak kontynuować drogę przez pułapki? Mamy mało czasu, a poprosić Świątynię, by przeniosła nas do sali ceremonialnej, można dopiero pod samą kolumną.

Lans pospiesznie skinął głową i wyjął miecz. We dwóch oczyściliśmy drogę w ciągu pół minuty, niszcząc jeszcze trzy pajęczynowe miny.

Księżniczka ostrożnie szła do nas po bezpiecznej już drodze, a ja przyglądałem się cienkiemu słupowi podtrzymującemu gigantyczną budowlę Świątyni. Prosta kolumna z ciemnego metalu mogła mieć dziesięć centymetrów średnicy i kończyła się odlaną z tego samego metalu ludzką ręką. Rozwarta dłoń podtrzymywała gigantyczną kulę.

Dotknąłem kolumny – była ciepła niczym prawdziwa ręka.

– Rozkazuję zanieść naszą trójkę do ceremonialnej sali Świątyni – powiedziałem posłuszny nieoczekiwanemu impulsowi. – Natychmiast.

Zwęglone kamienie pod nogami znikły i nieznana siła delikatnie pociągnęła nas w górę.

Przeszliśmy przez powierzchnię kuli jak przez mgłę. Nawet mi się zdawało, że czuję wilgotny opar otulający ciało. Potem otoczył nas obłok żółtego światła. Płynęliśmy coraz wyżej. Od czasu do czasu ponawiało się wrażenie przejścia przez wilgotną mgłę. Pewnie mijaliśmy wewnętrzne ściany Świątyni. Oryginalna winda Siewców albo „zmiękczała” przedmioty po drodze, albo, co wydawało się bardziej prawdopodobne, powodowała, że nasze ciała stały się przenikalne dla materialnych przeszkód. Ciekawe, czy tutaj są zwykłe drzwi?

Żółte światło zgasło, zatrzymaliśmy się. Poczułem pod nogami miękką, sprężynującą nawierzchnię. Znaleźliśmy się w ogromnej kwadratowej sali, śnieżnobiałe ściany lśniły łagodnym, przyjemnym dla oczu blaskiem.

– Dlaczego Świątynia cię posłuchała? – zapytała stropiona księżniczka. – Ty nawet nie prosiłeś, ty żądałeś! Świątynia nie znosi takiego traktowania, nawet od wybrańców!

Głos dziewczyny brzmiał cicho, ale dobitnie. Białe ściany tłumiły dźwięki. Sala ceremonialna przypominała raczej salę operacyjną. Ta sama zimna, sterylna czystość, to samo światło bezcieniowych lamp. Tylko rozmiar nie pasował. W sześcianie o krawędzi równej pięćdziesięciu metrom można by było zmieścić cały szpital.

– Dlaczego Świątynia cię posłuchała? – powtórzyła z uporem księżniczka. – Dlaczego?

Miałem odpowiedź, i to chyba cholernie bliską prawdy. Używając broni Siewców, mogłem wydać się Świątyni kimś w rodzaju spadkobierców dawno zaginionych panów… Ale taka odpowiedź pociągnęłaby za sobą długie i niepotrzebne wyjaśnienia.

– Pewnie jej się spodobałem – odpowiedziałem niejasno. – Kto zrozumie tych Siewców…

Księżniczka skinęła głową. Widocznie opinia o braku logiki supercywilizacji była dość rozpowszechniona.

– I to jest właśnie ceremonialna sala, księżniczko? – zapytałem, próbując zmienić temat. Odpowiedział mi ktoś inny:

– Tak, lordzie z nieistniejącej planety. To właśnie jest sala ceremonialna, do której tak dążyłeś.

Shorrey stał za naszymi plecami, w świetliście białym kombinezonie niemal niewidoczny na tle ścian. Miecz w czerwonej pochwie przesunął na plecy, włosy – i tak jasne – przykrył kapturem. Nic dziwnego, że go nie zauważyliśmy. Takiego maskowania pozazdrościłby mu niejeden ninja.

– Wiedziałem, że was tu spotkam. – Głęboki, spokojny głos Shorreya doprowadzał mnie do szaleństwa. – Szkoda, że musimy przenosić nasz drobny spór na teren Świątyni…

– Nie waż się nam przeszkodzić, Shorrey! – powiedziała zimno księżniczka. W jej głosie brzmiał triumf. – Znasz prawa Świątyni i nie odważysz się ich złamać!

– Znam. Ten, kto wszedł do Świątyni, ten, kto okazał się godny, ma prawo do spełnienia swojego życzenia. I nikt nie może mu przeszkodzić.

Po raz pierwszy Shorrey mówił bez cienia pompatyczności. Uznał siłę i nie próbował się nią spierać.

– Przegrałeś, Shorrey – ciągnęła księżniczka. – Jesteśmy w Świątyni i jeśli staniesz nam na drodze, umrzesz. Siewcy znikli w przeszłości, ale ich prawa nadal panują we wszechświecie.

– Nie mam zamiaru stawać na waszej drodze. Po prostu chcę być świadkiem uroczystej chwili, gdy księżniczka ze starożytnego rodu poślubi dzikusa z nieistniejącej planety.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)