Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 112
Перейти на страницу:

I czego szukali, jak się okazało, jeśli nie jaskini z uśpioną dziewczynką?

Słowa same popłynęły z jej ust:

– Wiem, gdzie to jest! Trzyma ją w uśpieniu kobieta, która mówi, że jest jej matką, ale matka nie byłaby tak okrutna, prawda? Zmuszają do picia jakiegoś usypiającego napoju, ale ja mam zioła, którymi ją obudzę, jeśli tylko dostanę się do niej!

Will ledwie pokręcił głową i czekał, aż Balthamos przetłumaczy. To trwało ponad minutę.

– Iorek! – zawołał i niedźwiedź ociężale przyczłapał po dnie strumienia, oblizując paszczę, bo właśnie złapał rybę. – Iorek, ta dziewczynka mówi, że wie, gdzie jest Lyra. Pójdę z nią, a ty zostań tutaj na straży.

Iorek Byrnison, masywne cielsko w strumieniu, milcząco kiwnął łbem. Will ukrył plecak i przypiął nóż, zanim zlazł na dół przez tęcze za Amą. Przy każdym kroku musiał ocierać oczy i wytężać wzrok, żeby znaleźć bezpieczne miejsce na postawienie stopy, bo powietrze wypełniała lodowata mgiełka.

Kiedy dotarli do podnóża wodospadów, Ama pokazała na migi, że muszą iść ostrożnie i bez hałasu. Will ruszył za nią w dół zbocza, wśród omszałych głazów i potężnych, sękatych sosen, gdzie tańczyły intensywnie zielone plamy światła, gdzie brzęczały i bzyczały miliony owadów. Schodzili coraz niżej i niżej, a słońce wciąż im przyświecało, głęboko w dolinie, podczas gdy gałęzie nad głowami kołysały się nieustannie. Potem Ama przystanęła. Will wsunął się za gruby pień cedru i spojrzał tam, gdzie pokazywała. Przez plątaninę gałęzi i liści zobaczył skalne zbocze wznoszące się po prawej, a w połowie wysokości...

– Pani Coulter – szepnął i serce mu szybciej zabiło. Kobieta wyszła zza skały, otrząsnęła gęsto ulistnioną gałąź, odrzuciła ją i otrzepała ręce. Czyżby zamiatała? Rękawy miała podwinięte, włosy osłonięte chustką. Will nigdy sobie nie wyobrażał, że mogła wyglądać tak domowo.

Ale wtedy ujrzał złoty błysk i pojawiła się ta złośliwa małpa, która wskoczyła kobiecie na ramię. Oboje rozejrzeli się, jakby coś podejrzewali, i nagle pani Coulter nie wyglądała już tak domowo.

Ama szeptała coś nagląco: bała się złotej małpy-dajmona, małpa lubiła żywcem wyrywać skrzydła nietoperzom.

– Czy jest z nią ktoś jeszcze? – zapytał Will. – Żołnierze albo ktoś inny?

Ama nie wiedziała. Nie widziała żadnych żołnierzy, ale ludzie mówili o obcych i strasznych postaciach, może duchach, widzianych nocą na górskich stokach... Lecz w górach zawsze były duchy, każdy o tym wiedział. Więc chyba nie miały nic wspólnego z tą kobietą.

No, pomyślał Will, skoro Lyra jest w jaskini i pani Coulter jej nie opuszcza, muszę złożyć im wizytę.

– Jaki masz narkotyk? – zapytał. – Co trzeba z nim zrobić, żeby ją obudzić?

Ama wyjaśniła.

– Gdzie go masz?

W domu, odpowiedziała. Schowany.

– W porządku. Czekaj tutaj i nie podchodź bliżej. Kiedy ją zobaczysz, nie wolno ci zdradzić, że mnie znasz. Nigdy mnie nie widziałaś, ani niedźwiedzia. Kiedy następnym razem zaniesiesz jej jedzenie?

– Pół godziny przed zachodem słońca – odparł dajmon Amy.

– Przynieś wtedy lekarstwo ze sobą – polecił Will. – Spotkamy się tutaj.

Patrzyła z wielkim niepokojem, jak ruszył ścieżką. Z pewnością nie uwierzył w to, co mu powiedziała o małpie-dajmonie, bo nie poszedłby tak beztrosko do jaskini.

Prawdę mówiąc, Will bardzo się denerwował. Wszystkie zmysły miał tak wyczulone, że dostrzegał nawet najmniejsze owady dryfujące w snopach słonecznego blasku, trzepot liści na gałęziach i chmury płynące po niebie, chociaż ani na chwilę nie odrywał oczu od wylotu jaskini.

– Balthamos – szepnął, a anioł-dajmon sfrunął na jego ramię pod postacią małego bystrookiego ptaszka z czerwonymi skrzydełkami. – Trzymaj się blisko mnie i uważaj na tę małpę.

– Więc spójrz w prawo – odparł krótko Balthamos.

Will zobaczył w wylocie jaskini plamę złocistego światła, która miała pysk i oczy patrzące na nich. Od wejścia dzieliło go najwyżej dwadzieścia kroków. Przystanął, a złota małpa przekręciła łeb w stronę jaskini, powiedziała coś i znowu się odwróciła.

Will namacał rękojeść noża i ruszył dalej.

Kiedy wszedł do jaskini, kobieta czekała na niego.

Siedziała swobodnie na brezentowym krzesełku, z książką na kolanach, obserwując go spokojnie. Nosiła podróżne ubranie khaki, ale tak dobrze skrojone i tak zgrabnie leżące na jej doskonałej figurze, że wyglądało jak najmodniejsza kreacja, a bukiecik czerwonych kwiatków, który przypięła z przodu koszuli, wyglądał jak najcenniejsze klejnoty. Włosy jej lśniły, ciemne oczy błyszczały, obnażone nogi jaśniały złociście w blasku słońca.

Uśmiechnęła się, a Will o mało nie odpowiedział uśmiechem, ponieważ nie przywykł do słodyczy i łagodności kobiecego uśmiechu, co go wytrąciło z równowagi.

– Jesteś Will – powiedziała niskim, hipnotycznym głosem.

– Skąd znasz moje imię? – zapytał szorstko.

– Lyra mówi przez sen.

– Gdzie ona jest?

– Bezpieczna.

– Chcę ją zobaczyć.

– Więc chodź – powiedziała i wstała, rzucając książkę na krzesło.

Po raz pierwszy, odkąd Will znalazł się w jej obecności, spojrzał na małpę-dajmona. Zwierzak miał futro długie i lśniące, każdy włosek wyglądał jak zrobiony z czystego złota, a mały pyszczek i palce były czarne. Will po raz ostatni widział ten pysk wykrzywiony z nienawiści, tamtego wieczoru, kiedy on i Lyra ukradli aletheiometr z londyńskiego domu sir Charlesa Latroma. Małpa próbowała wtedy gryźć, ale Will ciachnął nożem z lewa na prawo i zmusił dajmona do odwrotu, żeby zamknąć za nimi okno do innego świata. Teraz pomyślał, że za nic w świecie nie odwróci się do małpy plecami.

Lecz Balthamos pod postacią ptaka został na straży, kiedy Will ostrożnie przeszedł za panią Coulter do małej figurki, leżącej nieruchomo w mroku.

Oto ona, jego najlepsza przyjaciółka, uśpiona. Wydawała się taka mała! Zdumiało go, że Lyra, tak pełna energii i siły, wyglądała tak łagodnie i spokojnie, kiedy spała. Pantalaimon leżał przy jej szyi pod postacią tchórza z błyszczącym futerkiem, wilgotne włosy Lyry przywierały do czoła.

Will ukląkł przy niej i odgarnął jej włosy. Twarz miała rozpaloną. Kątem oka dostrzegł złotą małpę sprężającą się do skoku i oparł dłoń na nożu, ale pani Coulter nieznacznie pokręciła głową i małpa się uspokoiła.

Nie dając niczego po sobie poznać, Will starał się dokładnie zapamiętać rozkład jaskini, kształt i wielkość każdego głazu, nachylenie podłoża, wysokość sklepienia nad śpiącą dziewczynką. Będzie musiał trafić tutaj po ciemku i tylko teraz miał szansę, żeby się rozejrzeć.

– Więc, jak widzisz, jest całkiem bezpieczna – odezwała się pani Coulter.

– Dlaczego ją tutaj trzymasz? Czemu nie pozwalasz jej się obudzić?

– Usiądźmy.

Nie skorzystała z krzesła, tylko usiadła obok niego na porośniętych mchem głazach u wejścia jaskini. Mówiła tak uprzejmie i miała w oczach taką smutną mądrość, że Will nabrał jeszcze większych podejrzeń. Czuł, że każde jej słowo było kłamstwem, każdy gest ukrywał groźbę, każdy uśmiech maskował fałsz. No, on również musiał ją oszukać: musiał ją przekonać, że jest niegroźny. Ale przecież oszukiwał z powodzeniem wszystkich nauczycieli, wszystkich policjantów, wszystkich pracowników opieki społecznej i wszystkich sąsiadów, którzy kiedykolwiek interesowali się nim i jego domem; przygotowywał się do tego przez całe życie.

Racja, pomyślał. Poradzę sobie z tobą.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)