Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 112
Перейти на страницу:

Strąki nasienne najwyraźniej miały ogromne znaczenie i wkrótce Mary zaczęła rozumieć, jakie są cenne.

Przede wszystkim mulefa poświęcali większość czasu na konserwację swoich kół. Zręcznie unosili i przekręcali pazur, żeby wyciągnąć go z dziury, a potem trąbami obmacywali dokładnie koło, czyścili krawędź, szukali pęknięć. Pazur był niesamowicie mocny: rogowa albo kościana ostroga wyrastająca z nogi pod kątem prostym, lekko wygięta tak, że najwyższa środkowa część dźwigała ciężar, spoczywając wewnątrz otworu. Pewnego dnia Mary widziała, jak zalif sprawdzała otwór w swoim przednim kole, dotykała tu i tam, unosiła trąbę i znowu opuszczała, jakby testując zapach.

Mary przypomniała sobie olejek, który został jej na palcach, kiedy oglądała pierwszy nasienny strąk. Za pozwoleniem zalif obejrzała jej pazur i odkryła, że jeszcze nigdy nie dotykała czegoś równie gładkiego i śliskiego. Jej palce dosłownie zsuwały się z powierzchni. Cały pazur wydawał się zaimpregnowany lekko pachnącym olejkiem. Po obejrzeniu kilku mulefa sprawdzających stan swoich kół i pazurów Mary zaczęła się zastanawiać, co było pierwsze: koło czy pazur? Jeździec czy drzewo?

Chociaż oczywiście w grę wchodził również trzeci element, czyli geologia. Stworzenia mogły używać kół tylko w świecie, który zapewniał im naturalne drogi. Widocznie jakaś cecha mineralnych składników tej lawy sprawiała, że lawa rozlewała się wstążkowatymi strumieniami po rozległej sawannie i nie pękała ani nie niszczała. Stopniowo Mary zaczęła dostrzegać, że wszystko było powiązane i wszystkim jakoś kierowali mulefa. Znali miejsce pobytu każdego stada trawożerców, każdego zagajnika kołowych drzew, każdej kępy słodkiej trawy, znali każdego osobnika w stadach i każde poszczególne drzewo, dyskutowali o ich losach i dobrobycie. Pewnego razu Mary zobaczyła, jak mulefa spędzili stado trawożerców, wybrali kilka osobników i odpędzili od reszty, po czym złamali im karki szarpnięciami potężnych trąb. Nic się nie zmarnowało. Trzymając w trąbach płaskie, ostre jak brzytwa kamienie, mulefa oskórowali i wypatroszyli zwierzęta w ciągu kilku minut, następnie jak wprawni rzeźnicy oddzielili odpadki, delikatne mięso i twardsze kawałki, wykroili tłuszcz, odłączyli rogi i kopyta, pracując tak wydajnie, że Mary obserwowała to z przyjemnością, jak każdą dobrze wykonaną robotę.

Wkrótce paski mięsa wisiały, susząc się na słońcu, inne posypano solą i zawinięto w liście; skóry dokładnie oskrobano z tłuszczu, który zachowano do późniejszego użytku, a następnie włożono je do dołów wypełnionych wodą i korą dębową w celu wygarbowania; najstarsze dziecko bawiło się parą rogów, udawało trawożerne zwierzę i rozśmieszało inne dzieci. Wieczorem jedli świeże mięso i Mary ucztowała do syta.

W podobny sposób mulefa wiedzieli, jak złapać najlepsze ryby, dokładnie gdzie i kiedy zastawiać sieci. Szukając czegoś do roboty, Mary poszła do wytwórców sieci i zaproponowała pomoc. Kiedy zobaczyła, jak pracowali – nie pojedynczo, ale po dwie pary, razem manipulując trąbami, żeby zawiązać węzeł – zrozumiała, czemu tak dziwili się jej rękom, ponieważ ona oczywiście mogła sama zawiązać węzeł. Początkowo sądziła, że to jej daje przewagę – nie potrzebowała nikogo innego; a potem uświadomiła sobie, że to ją separuje od pozostałych. Pewnie wszystkie istoty ludzkie tak czuły. Od tamtego czasu używała jednej ręki do wiązania włókien i współpracowała z  zalif, z którą się szczególnie zaprzyjaźniła; palce i trąba poruszały się razem.

Lecz spośród wszystkich żywych istot, którymi opiekowali się kołowi ludzie, najbardziej dbali o drzewa ze strąkami nasiennymi.

Na obszarze zarządzanym przez tę grupę rosło sześć zagajników. Inne, bardziej oddalone, podlegały innym grupom. Codziennie oddział wyruszał sprawdzić stan potężnych drzew i zebrać opadłe strąki. Wiadomo, co zyskiwali mulefa; ale jakie korzyści odnosiły drzewa z tej wymiany? Pewnego dnia Mary zobaczyła. Jadąc razem z grupą, usłyszała nagle głośny trzask i wszyscy się zatrzymali, otaczając osobnika, któremu pękło koło. Każda grupa woziła jedno czy dwa zapasowe, więc zalif z pękniętym kołem wkrótce znowu jechał; natomiast pęknięte koło starannie owinięto tkaniną i odwieziono z powrotem do osady.

Tam otwarto je, wyjęto wszystkie nasiona – płaskie, jasne, owalne, duże jak paznokieć na małym palcu Mary – i każde poddano uważnym oględzinom. Mulefa wyjaśnili, że strąki nasienne potrzebowały ciągłego obijania na twardych drogach, żeby w ogóle pękły, a nasiona z trudem kiełkowały. Bez pomocy mulefa drzewa by wymarły. Każdy gatunek zależał od innych, a co więcej, umożliwiał to olejek. Trudno było to zrozumieć, ale podobno olejek stanowił centrum ich myśli i uczuć; młode nie posiadały mądrości starszych, ponieważ nie mogły używać kół i dlatego nie wchłaniały olejku przez szpony.

Wtedy właśnie Mary zaczęła dostrzegać związek pomiędzy mulefa a pytaniem, które pochłonęło ostatnie kilka lat jej życia.

Zanim jednak zdążyła dowiedzieć się więcej (rozmowy z  mulefa były długie i skomplikowane, ponieważ uwielbiali opisywać, wyjaśniać i ilustrować swoje twierdzenia dziesiątkami przykładów, jakby niczego nie zapominali i cała ich wiedza była dostępna w każdej chwili), osada została zaatakowana.

Mary pierwsza spostrzegła nadciągających napastników, chociaż nie wiedziała, kim są.

Zdarzyło się to po południu, kiedy pomagała naprawiać dach chaty. Mulefa budowali tylko parterowe domy, ponieważ nie umieli się wspinać; ale Mary chętnie właziła na dachy i dwiema rękami mogła kłaść strzechę znacznie szybciej niż oni, kiedy już pokazali jej technikę. Więc stała oparta o krokwie, chwytała rzucane jej wiązki trzciny i rozkoszowała się chłodnym powiewem znad wody, łagodzącym żar słońca, kiedy jej spojrzenie przyciągnął błysk bieli.

Wyodrębnił się z tego odległego lśnienia, które uważała za morze. Osłoniła oczy dłonią i zobaczyła jeden – dwa – więcej – flotyllę wysokich białych żagli wyłaniającą się z rozmigotanej śreżogi, jeszcze odległą, lecz zmierzającą z milczącą gracją w stronę ujścia rzeki.

– Mary! – zawołał zalif z dołu. – Co widzisz?

Nie znała słów oznaczających „żagiel” czy „łódź”, więc powiedziała: „wysokie”, „białe”, „wiele”.

Zalif natychmiast krzyknął na alarm, wszyscy w zasięgu słuchu przerwali pracę i pospieszyli do środka osady, wołając młode. Po minucie wszyscy mulefa byli gotowi do ucieczki.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)