Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa Luneta– Miałem rację; nie mogłem z tym walczyć.
Ruszyli dalej, niewiele mówiąc, co odpowiadało im obu. Iorek Byrnison schwytał gazelę i zjadł większość zostawiając delikatniejsze mięso Willowi do ugotowania, a raz natrafili na wioskę i kiedy Iorek czekał w lesie, Will wymienił jedną z jego złotych monet na trochę płaskiego razowego chleba, suszone owoce, buty ze skóry jaka i kamizelkę z owczej wełny, ponieważ w nocy robiło się zimno.
Zdołał również wypytać o dolinę z tęczami. Balthamos pomógł mu, przybierając postać wrony, jak dajmona człowieka, z którym rozmawiał Will; ułatwił im porozumienie i Will otrzymał wskazówki wyraźne i pomocne.
Czekały ich jeszcze trzy dni drogi. Zbliżali się do celu.
Podobnie jak inni.
Oddział Lorda Asriela, szwadron giropterów i tankowiec zeppelin, dotarł do otworu pomiędzy światami: wyłomu w niebie nad Svalbardem. Mieli przed sobą jeszcze bardzo długą drogę, ale lecieli bez żadnych przerw oprócz podstawowej konserwacji, a komandor, afrykański król Ogunwe, codziennie dwa razy nawiązywał kontakt z bazaltową fortecą. Na pokładzie giroptera miał gallivespiańskiego operatora magnetytu, przy pomocy którego mógł poznać rozwój wydarzeń równie szybko jak sam Lord Asriel.
Nowiny brzmiały niepokojąco. Mały szpieg, lady Salmakia, obserwowała z cienia, jak dwa potężne ramiona Kościoła, Konsystorska Komisja Dyscyplinarna i Stowarzyszenie Dzieł Ducha Świętego, zgodziły się odłożyć na bok dzielące ich różnice i połączyć posiadaną wiedzę. Stowarzyszenie miało szybszego i zręczniejszego aletheiometrystę niż brat Pavel i dzięki niemu Komisja Konsystorska wiedziała teraz dokładnie, gdzie jest Lyra, co więcej: wiedzieli, że Lord Asriel wysłał jej oddział na ratunek. Nie tracąc czasu, Komisja nakazała mobilizację zeppelinów i jeszcze tego samego dnia batalion Gwardii Szwajcarskiej zaokrętował się na zeppeliny czekające w powietrzu obok Jeziora Genewskiego.
Więc każda strona zdawała sobie sprawę, że przeciwnik również zmierza w kierunku górskiej jaskini. I obaj wiedzieli, że ktokolwiek dotrze pierwszy na miejsce, zdobędzie przewagę, ale niezbyt istotną: giroptery Lorda Asriela leciały szybciej od zeppelinów Komisji Konsystorskiej, ale pokonywały dłuższą drogę i ograniczała je prędkość ich własnego zeppelina tankowca.
I należało uwzględnić jeszcze jedno: ktokolwiek pierwszy schwyta Lyrę, będzie musiał przebijać się przez siły przeciwnika. Łatwiejsze zadanie miała Komisja Konsystorska, ponieważ nie musieli się martwić o bezpieczeństwo Lyry. Nadlatywali, żeby ją zabić.
Zeppelin wiozący Przewodniczącego Komisji Konsystorskiej niósł też innych, nadliczbowych pasażerów. Kawaler Tialys otrzymał przez magnetytowy rezonator wiadomość, która nakazywała jemu i lady Salmakii przedostać się na pokład. Kiedy zeppelin dotrze do doliny, mieli opuścić pokład, samodzielnie dostać się do jaskini, gdzie trzymano Lyrę, i chronić ją jak najskuteczniej, dopóki siły króla Ogunwe nie przybędą jej na ratunek. Bezpieczeństwo dziewczynki stało na pierwszym miejscu.
Zaokrętowanie się na gapę było ryzykowne dla szpiegów, w znacznej mierze z powodu ekwipunku, który musieli wnieść. Oprócz magnetytowego rezonatora najważniejsze wyposażenie stanowiła para larw insektów oraz pożywienie dla nich. Po wykluciu dorosłe owady będą wyglądać trochę jak ważki, ale nie będą przypominać żadnego gatunku ważki znanej ludziom ze świata Willa lub Lyry. Po pierwsze, będą znacznie większe. Gallivespianie starannie hodowali te stworzenia i owady każdego klanu różniły się od innych. Klan kawalera Tialysa hodował wielkie pasiaste żółto-czerwone ważki o gwałtownych apetytach, podczas gdy ważka lady Salmakii będzie smukłym, szybko latającym stworzeniem o niebieskim ciele, jakby naelektryzowanym, świecącym w ciemności.
Każdy szpieg miał w wyposażeniu kilka takich larw, które dzięki karmieniu starannie odmierzanymi dawkami oliwy i miodu mógł utrzymywać w stanie letargu albo szybko doprowadzić do dorosłości. Tialys i Salmakia potrzebowali teraz trzydziestu sześciu godzin, zależnie od wiatrów, na wyklucie tych larw, ponieważ tyle z grubsza potrwa lot zeppelina. Dorosłe owady były im potrzebne jeszcze przed wylądowaniem.
Kawaler i jego towarzyszka znaleźli niewykorzystane miejsce za przepierzeniem i urządzili się tam jak najbezpieczniej podczas tankowania i ładowania pojazdu. Potem silniki zaryczały, wstrząsając delikatną konstrukcją od dzioba do ogona, załoga naziemna wysiadła i osiem zeppelinów uniosło się w nocne niebo.
Ich gatunek uznałby takie porównanie za śmiertelną zniewagę, ale Gallivespianie potrafili się ukrywać co najmniej równie dobrze jak szczury. Ze swojej kryjówki mogli sporo podsłuchać i co godzina nawiązywali łączność z Lordem Roke, lecącym na pokładzie giroptera króla Ogunwe.
Lecz jednej rzeczy nie mogli się dowiedzieć na pokładzie zeppelina, ponieważ Przewodniczący nigdy o tym nie mówił: chodziło o zabójcę, ojca Gomeza, który został już rozgrzeszony z czynu, jaki zamierzał popełnić, gdyby misja Komisji Konsystorskiej się nie powiodła. Ojciec Gomez był gdzie indziej i nikt go nie śledził.
10. Kola