Tomek na tropach Yeti
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Приключения Томека Вильмовского #4
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-064-6
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:
Stary fakir zniknął już z sali ze swoją płonącą misą, a Tomek zbliżył się do maharani i wiódł z nią cichą, ożywioną rozmowę. Wilmowski spostrzegł to niebawem. Podszedł do syna i zapytał:
— No, jak tam, Tomku, czy nie pomyślałeś o nałożeniu opatrunku na stopę?
— Nie potrzeba, ojcze. Wcale mnie nie boli — odparł Tomek.
— Jeżeli oparzelina rozjątrzy się w trzewiku, łatwo może nastąpić zakażenie. Pamiętaj, w jakim klimacie się znajdujemy. Radzę pójść do domu i nałożyć opatrunek.
Tomek uśmiechnął się niedowierzająco. Przecież zraniona przed kilkoma dniami dłoń bosmana goiła się bardzo szybko. Chciał zaoponować, lecz powstrzymał się spojrzawszy na ojca. Wilmowski nieznacznie mrugnął do niego okiem.
— Jak zwykle masz rację, ojcze. Lepiej nie ryzykować... Pójdę do naszej kwatery i zrobię opatrunek — odpowiedział.
— Może tutaj wezwiemy lekarza? — zapytał maharadża, który znalazł się akurat obok grupki rozmawiających.
— Nie zakłócajmy całemu towarzystwu przyjemnej zabawy takim drobiazgiem. Tomek doskonale sam sobie poradzi — stanowczo zaoponował Wilmowski.
— Ale niebawem wróci pan do nas? — spytał maharadża.
— Rozsądniej będzie opatrzyć oparzelinę. Radzę po nałożeniu opatrunku położyć się i odpocząć — odpowiedział Wilmowski, uprzedzając syna.
— Oczywiście, ojcze, uczynię, jak radzisz — odparł Tomek.
Przeprosił wszystkich za mimowolnie wywołane zamieszanie, po czym skłonił się i wyszedł. Piękna maharani miała tak bardzo zawiedzioną minę, że Wilmowski szczerze ucieszył się odprawieniem syna do domu.
Kradzież pierścienia
Tomek powoli wracał przez park do myśliwskiego domku. Idąc zastanawiał się, dlaczego natychmiast ojciec skorzystał z tak błahego powodu, by go wyprawić z pałacu maharadży jeszcze przed zakończeniem przyjęcia.
“Gdyby ojcu naprawdę chodziło o moje oparzenie, to na pewno wróciłby razem ze mną do domu — monologował w myśli. — Nie, to był jedynie pretekst, bo przecież ojciec mrugnął okiem, udając niepokój o ewentualną możliwość powikłań z powodu zakażenia. Może w takim razie nie wypadało mieszać się do sztuczek fakira? Lecz przecież kuglarz sam mnie prosił o sprawdzenie, czy żar pali się i parzy. Wszyscy żartowali i nikt nie brał mi tego za złe. Nie, to nie o to chodziło.”
Zamyślony szedł coraz wolniej. Srebrzysty blask księżyca w pełni dyskretnie wkradał się między drzewa. W górze na pogodnym niebie błyszczały gwiazdy. W ciszy parnego wieczoru słychać było rechot żab, a od czasu do czasu rozlegał się krzyk nocnych ptaków uganiających za żerem.
Tomek wyszedł z parku na polanę. Po przeciwnej stronie widać było myśliwski domek maharadży i otaczające go rozłożyste platany. Tomek zatrzymał się; dopiero teraz spostrzegł, iż wieczór jest bardzo jasny. Spojrzał w niebo. Olbrzymia tarcza księżyca zdawała się zwisać tuż nad czarną linią drzew pobliskiej dżungli. Widok księżyca w pełni przypominał mu towarzyszkę wielu przygód — Australijkę Sally. Podczas wspólnego pobytu u jej stryja, szeryfa Allana w Nowym Meksyku [76], w takie właśnie księżycowe wieczory Tomek z Sally i jej matką zazwyczaj przebywali do późna na werandzie i gawędzili na różne tematy, przeważnie dotyczące jego łowieckich przygód. Twarz Tomka wypogodziła się na wspomnienie Sally. Postanowił zaraz napisać do niej kilka słów.
“Wprawdzie wysłałem do Sally list z Bombaju, ale mogę napisać również i dzisiaj, skoro, prawdę mówiąc, tęskno mi trochę za tą <> monologował w myśli. — Muszę powiadomić ją o okropnej przygodzie w Bombaju i jaką to niespodziankę sprawił nam pan Smuga swoją nieobecnością. Sally przecież nic jeszcze nie wie o naszym niezwykłym polowaniu na tygrysy i o pierścieniu ofiarowanym mi na pamiątkę przez księżnę Alwaru.”
Naraz ogarnął go niepokój, czy rezolutna Sally nie będzie miała mu za złe przyjęcia pierścienia od maharani. Sally zawsze dąsała się, gdy w jej obecności rozmawiał z innymi dziewczętami.
“Do licha, na śmierć zapomniałem, że ta mała jest zazdrosna. Czyż mogłem jednak być dla księżnej mniej uprzejmy, skoro okazała tyle życzliwości?” — zafrasował się Tomek i nagle... nagle zrozumiał, dlaczego ojciec wyprawił go do domu.
“Na pewno popełniłem nietakt, zbyt długo rozmawiając z maharani — robił sobie surowe wyrzuty. — Jak mogłem zapomnieć, że w Indiach kobiety nie przebywają na ogół w towarzystwie obcych mężczyzn. Prawdopodobnie mimo woli znów palnąłem jakieś głupstwo...”
Jak niepyszny wrócił do domu. Zapalił w izbie kaganek oliwny i zdjął trzewik, aby założyć opatrunek na oparzelinę. Chociaż był w nie najlepszym humorze, parsknął głośnym śmiechem, gdy spojrzał na obnażoną stopę. Nieznaczne zaczerwienienie nie mogło spowodować jakichkolwiek komplikacji.
“Ojciec miał rację, to chyba była hipnoza. Maharadża zapewne również o tym wiedział, a ja, ja znów się wygłupiłem. Skoro wszakże ojciec odgadł prawdę, to musiał także wiedzieć, że nic poważnego mi nie grozi. Wobec tego odprawił mnie do domu jedynie ze względu na księżnę” — pomyślał ciężko wzdychając.
Zakłopotany usiadł na posłaniu. Nie miał jakoś odwagi do napisania listu do Sally. Oczywiście mógł jej nic nie wspominać o pierścieniu maharani, lecz wtedy wyglądałoby to tak, jakby chciał ją oszukać. Tego Tomek nigdy by nie uczynił. Postanowił odłożyć pisanie listu do dnia następnego. Wyciągnął się w ubraniu na miękkich matach. Zaczął rozmyślać, w jaki sposób powinien opisać wydarzenia minionego wieczoru.
Czas wolno mijał... Tomek wciąż spoczywał na posłaniu. Sennym wzrokiem śledził biegającą po suficie zwinną, barwną toke. Niestrudzenie łowiła owady siadające w jej pobliżu. Ładne zwierzątko miało bladoniebieskawy tułów, upstrzony okrągłymi, ceglastoczerwonymi plamami. Dzięki poduszeczkom, czyli jakby rozszerzeniom z poprzecznie ułożonych listków skóry, o różnej wielkości i kształcie, jakie toke posiadała na połączonych błonami palcach czterech łap, swobodnie biegała po gładkim suficie i ścianach [77].
Tomek nie dziwił się obecności gekkona w mieszkaniu i nawet nie próbował go wypłoszyć. W Indiach jaszczurki są powszechnym zjawiskiem nie tylko w domach mieszkalnych. Spotyka się je również w pomieszczeniach urzędów i w sklepach. Prowadzą przeważnie nocny tryb życia: we dnie śpią w norach lub w szczelinach murów, a po zapadnięciu zmroku rozpoczynają łowy na wszelkie owady, oddając tym człowiekowi przysługę. Toke niezmordowanie chwytała komary wlatujące do oświetlonej izby i niebawem znalazła się na ścianie tuż przy posłaniu.
Tomek uniósł się na łokciu, aby lepiej przyjrzeć się pożytecznemu, oryginalnemu gadowi. Toke trochę przestraszona nadęła się, szeroko otworzyła pyszczek i głośno zasyczała, spoglądając na niego swymi czujnymi oczkami. Tomek, nie chcąc spłoszyć jaszczurki, z powrotem nieruchomo legł na macie, a ona prowadziła dalej swoje łowy, nie zwracając już na niego uwagi.
W miarę upływu czasu Tomek odczuwał coraz większą senność, mimo to postanowił czekać na powrót ojca i bosmana. Pragnął jeszcze tego wieczoru zapytać ich, czy przypadkiem jego zachowanie się podczas uczty u gościnnego maharadży mogło spowodować jakieś nieprzewidziane kłopoty.
Gdyby znał treść rozmowy ojca z pułkownikiem Burtonem, nie miałby powodu do jakichkolwiek obaw. Albowiem rozsądny Wilmowski, nieświadom dotąd tajemniczych planów Smugi, na wszelki wypadek wolał nie drażnić obecnych na uczcie obydwóch Anglików, reprezentujących brytyjskie czynniki urzędowe w Indiach, tak jawnie okazywaną przez księżnę sympatią dla Polaków. Ponadto, zasugerowany słowami Burtona, zaczął obawiać się, czy zazdrosny maharadża właściwie ocenia pewną poufałość swej małżonki wobec Tomka. Z tych też jedynie względów skorzystał z nadarzającej się okazji i wysłał syna do domu, nie mając oczywiście o nic do niego żalu. Tomek niestety tego nie wiedział i dlatego, w miarę jak przedłużała się nieobecność ojca, odczuwał coraz większe zakłopotanie. A tymczasem zupełnie inne i realne niebezpieczeństwo czaiło się już w bliskości myśliwskiego domku...
76
Nowy Meksyk — południowo-zachodni stan w USA.
77
Toke (Gecko verticillatus) należy do rzędu gadów łuskonośnych, które dzielą się na 3 podrzędy: jaszczurki (Lacertilia), kameleony (Rhipidoglossa) i węże (Ophidia). Jaszczurki tworzą największy podrząd. Liczba ich znanych gatunków dochodzi do 2000. Dzielimy je na 12 rodzin. Wśród nich znajduje się rodzina gekkonów, które w różnych odmianach żyją we wszystkich ciepłych krajach. Długość tułowia gekkonów dochodzi do 35 centymetrów. Prócz owadów pożerają inne gatunki gekkonów, własne młode, a nawet myszy. Same często padają ofiarą węża indyjskiego.