Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 111
Перейти на страницу:

- A kolejna?

- W Suchym Dole. Pięćdziesiąt kilometrów stąd.

- Już rozumiem - westchnął zrezygnowany nerwus.

- Jest jeszcze wino - zaproponował karczmarz. - Biorę je od właściciela Beki, tej drugiej knajpy. Ale droższe - ostrzegł.

- Nalewaj.

Trzydziestu najemników i dwunastu jego własnych ludzi, liczył Koharow w zamyśleniu. Na przeszpiegi albo zwiad stanowczo zbyt wielu. Do najazdu na jakiś ukryty obóz też za dużo. Żeby się rzucić na którąś z twierdz, które przecież z powodzeniem mogły oprzeć się regularnym bandytom z pustyni, z kolei za mało. O co tu więc chodziło?

Wszedł Bakly. Wciąż miał na sobie płaszcz. Koharow dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie było to lekkie odzienie mające na celu ochronę przed palącym słońcem, ale równocześnie pozwalające ciału swobodnie oddychać. Wręcz przeciwnie, płaszcz, który nosił Bakly, uszyty został z grubo wyprawionej skóry wołu i bardziej pasował na wyprawę w ośnieżone szczyty górskie lub niegościnne połacie południa. Dziwne.

Bakly rozejrzał się szybko po sali i ruszył wprost ku Sierżantowi. Przy każdym stole, który minął, wzbudzał ożywione zainteresowanie. Dopiero z bliska było widać, jaki to wielki mężczyzna. Może nie aż tak wysoki, ale nadludzko wręcz rozłożysty. Koharow zaczął podejrzewać, że Bakly wcale nie jest taki gruby i otłuszczony, jak mu się początkowo wydawało.

Stanął wreszcie przed nimi i położył na stole kopertę z wyraźnie widoczną pieczęcią rodu Dasków.

Koharow głośno przełknął ślinę. Bakly zwariował. Nie mogli sobie pozwolić, aby ktokolwiek zyskał namacalny dowód na to, że pracowali dla księcia. Podejrzenia nie miały znaczenia, nawet przyznania się do winy, wymuszonego na męczarniach, nikt nie traktował jako wiarygodnego, ale pismo, które nieprzyjaciele byliby w stanie okazać neutralnym władykom, mogło wpłynąć niekorzystnie na chwiejną równowagę sił. A to postawiłoby księcia Daska i jego sprzymierzeńców w bardzo nieprzyjemnej sytuacji.

Bakly siadł przy stole. Ciężka drewniana ława stęknęła pod jego cielskiem.

- Siedzą tu cesarscy szpiedzy.

Głos miał tak głęboki, że aż trudno było zrozumieć poszczególne słowa.

- Pozbądźcie się ich.

Koharow zrozumiał, że koperta miała tylko służyć za przynętę. Pomimo wielu lat spędzonych na pustyni, które uodporniły go na nieludzki upał, czoło nagle zrosił mu perlisty pot. Tu grało się na ostrzu noża, o najwyższe stawki. W chwili olśnienia zrozumiał, że ten niepokojący mężczyzna siedzący z nimi przy stole zwyczajnie nie zna innych reguł gry.

- Rozumiem. - Przytaknął, podniósł kopertę i jednym ruchem obrócił tak, aby ukryć pieczęć. Był szybki, ale nie za szybki. Tak, aby ten, kto ich obserwował, miał szansę dostrzec to, czego wypatrywał. Kiwnął na siedzącego przy sąsiednim stole Maruda. Znał go dobrze, pracowali ze sobą wiele razy, wiedział, że mógł na nim polegać. Podnieśli się obaj i poszli do pokoju, który Koharow wynajął na piętrze. Normalnie by sobie na taki luksus nie pozwolił, jednak tym razem potrzebował miejsca, gdzie spokojnie mógłby studiować mapy oraz naradzać się ze swoimi ludźmi.

Wrócili po kilku chwilach, ale już bez koperty.

- Coś do jedzenia - zamówił Bakly u karczmarza, kiedy ten pojawił się przy stole. Po napitki musiano się fatygować do baru, jednak zamówienia na jedzenie były brane przy stołach.

- Mam pieczeń wieprzową, wczoraj mi dostarczyli sarnę, pewnie znalazłby się i wołowy udziec.

Bakly kiwnął głową.

- Wołowina - zadecydował.

- Dwa czy trzy plastry? - spytał karczmarz.

Koharow wiedział, że w tym przybytku zarabiało się głównie na alkoholu. Dzięki temu jedzenie było tanie, a porcje bardziej niż słuszne. Nawet wygłodniały miewał czasem problemy ze zjedzeniem jednej porcji mięsa.

- Cały - oznajmił Bakly.

- Słucham? - nie zrozumiał karczmarz.

- Nie zawracajcie sobie głowy plastrami, przynieście cały udziec. Pieczony czy wędzony, wszystko jedno. I trochę chleba, jakbyście mieli.

Bakly uwierzytelnił zamówienie złotą monetą, którą położył przed sobą.

- Do tego piwo i flaszkę gorzałki. Albo nie… - zmienił zdanie - piwo wystarczy.

Oberżysta zniknął im z oczu, a Bakly zamilkł i po prostu siedział tak, jakby już więcej nie miał nic do powiedzenia. Czas upływał więc w ciszy i Koharow był coraz bardziej ciekaw, co będzie dalej.

- Przygotujcie swoich ludzi na wyprawę w pustynię. Na bardzo długą wyprawę w pustynię, daleko za ostatnie znane oazy - odezwał się wreszcie Bakly, kiedy przyniesiono zamówione jedzenie i picie. Nie czekając na odpowiedź, rzucił się na mięso.

Koharow przyglądał się olbrzymowi przez chwilę i odniósł wrażenie, że to nie człowiek się przed nim posilał, a jakiś nienasycony drapieżnik. Tygrys, lew albo biały niedźwiedź.

Było absolutną niemożliwością, aby ktokolwiek zdołał zjeść taką górę mięsa na raz.

A jednak.

- Będziemy musieli tam coś ukryć, jak najgłębiej - zdradził im Bakly pomiędzy kęsami.

„Jak najgłębiej” - przy tych słowach Koharow zadrżał. Wypuszczać się w pustynię to jak wypuszczać się w morze. Człowiek nigdy nie miał pewności, czy nie zapuścił się za daleko, czy zdoła wrócić.

- Rozumiem. - Kiwnął tylko głową, wstał od stołu i odszedł, pozostawiając tego przerażającego człowieka w towarzystwie Sierżanta.

Egever napił się piwa i uświadomił sobie, że nadciągały chmury. Tyle szczęśliwych zbiegów okoliczności naraz wzbudziło w nim głęboki niepokój. Tę kopertę z symbolem Dasków, którą w knajpie tłuścioch przekazał swoim ludziom, też mógłby całkiem nieźle spieniężyć. Nawet pusta miała wartość. Jednak gdyby zawierała rozkazy dla bandytów i szpiegów Daska… chętnych na taki kąsek byłoby wielu, bardzo wielu. Zorientował się, że trzęsą mu się ręce. Gdyby rozegrał to dobrze, czekało go nie tylko bogactwo, ale zupełnie nowe życie. Kto wie, może nawet szlachectwo? Były już takie przypadki, nawet stosunkowo niedawno. Byle tylko niczego nie zepsuć, byle tylko działać ostrożnie, z namysłem, przebieglej niż kiedykolwiek dotąd. Weź się w garść, no, weźże się w garść, strofował sam siebie, aż się uspokoił. Tu nie ma miejsca na wątpliwości, spadek formy. Był przecież złodziejem, magikiem zręczności, prawdziwym ekwilibrystą. Potrafił ukraść każdą rzecz, jaką tylko sobie zamierzył.

Wrócił z piwem na swoje miejsce i uważnie przysłuchiwał się gwarowi. Wyglądało na to, że pojawienie się tłuściocha przyniosło nadzwyczajne ożywienie w handlu. Egever swoim wyostrzonym słuchem zewsząd wyławiał strzępki rozmów o zamówieniach na bukłaki na wodę, zwierzęta pociągowe, prowiant na wyprawę. Normalnie o tej porze roku, kiedy upał palił najmocniej, trwałby martwy sezon, jednak w tej chwili wydawało się, że każdy stał przed szansą życia. A przynajmniej każdy, kto miał coś na sprzedaż.

Przyglądał się też, gdzie kto nocował, jak się zachowywali poszczególni ludzie. Kto ile wypił i na ile był zmęczony. Tłuściochem sobie głowy nie zawracał. To oczywiste, że po zeżarciu takiej ilości mięsiwa będzie spał jak zabity. Normalnemu człowiekowi tyle jedzenia na raz rozstroiłoby żołądek na przynajmniej tydzień, ale dla tego tutaj to widocznie nie pierwszyzna. Kiedy ruch w gospodzie zaczął zamierać, Egever podszedł do karczmarza i spytał o wolny pokój. Odpowiedź brzmiała dokładnie tak, jak się spodziewał.

- Niestety, dziś już wszystko zajęte.

Dostał jednak ofertę zanocowania w stajni. A gdyby zamówił jeszcze jedno piwo, to nawet i za darmo. To mu pasowało jak ulał. Ze świeżym dzbanem wrócił na miejsce i czekał na swój moment. Rozmyślał nad tym, dokąd się udać najpierw. Okraść grubasa czy wybrać się po kopertę? Każda z opcji miała swoje za i przeciw.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)