Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 41
Перейти на страницу:

— Wiesz, Willy, podoba mi się, jak radzisz sobie z piwem, ale gdyby nie to…

— Dziękuję ci, Feliksie. Gdzież ten mój sakwojaż?

Carewe przeczołgał się na tył ciężarówki i zdjął z siebie piżamę. Pocieszyło go, że opatrunek na piersiach jest mały i dobrze się trzyma. Szamocząc się z ubraniem, włożył je i ledwie wrócił na fotel obok kierowcy, kiedy gromki huk ustawionych pionowo silników odrzutowych zagłuszył warkot ciężarówki Parmy. W zasięgu ich wzroku przeleciał srebrzysty samolot, zadarł dziób dc góry i znikł im z oczu za drzewami.

— Masz swój wahadłowiec, trochę się pośpieszył — rzekł Parma.

— Nie wiedziałem, że tak hałasuje.

— Wszystkie samoloty pionowego startu i lądowania hałasują. To ich cecha konstrukcyjna, ale ty normalnie słyszysz je tylko, jak startują i lądują w wyciszonych tunelach — wyjaśnił Parma pociągając głośno nosem. — Tutaj nikt nie zawraca sobie głowy takimi wymysłami.

— A co z pilotem? Będzie robił z mojego powodu jakieś trudności?

— Raczej nie — odparł Parma spoglądając na zegarek. Był to przestarzały model radiowy, ale — jak z żalem zauważył Carewe — działał on tam gdzie jego tatuaż odpierający fale radiowe okazywał się nieprzydatny. — To pewnie Colleen Bourgou. Kiedy znajdzie się w naszych stronach, zawsze przylatuje przed czasem, żeby się trochę poopalać. Zdążyłem dość dobrze ją poznać.

— Czy to ta, z którą tu przyleciałem?

— Zgadza się, zapomniałem o tym. — Parma szturchnął Carewe’a w bok. — Wpadła ci w oko, co?

— Owszem.

Carewe wrócił myślami do ciemnowłosej dziewczyny, która na jego oczach tak niedbale zdjęła bluzkę. Ogarnęło go wówczas podniecenie zmieszane z poczuciem winy, ale było to niczym wobec prymitywnej żądzy, którą zapłonął teraz na samą myśl o jej obnażonym biuście. Nie pomylili się co do tego E.80, pomyślał, wcale nie jestem ostudzony. W kilka minut później ciężarówka wjechała na zalane światłem lądowisko. Pilotka, która siedziała już na przednich schodkach, ze zwinnością dzikiego zwierzęcia, łyskając opalonym ciałem, wciągnęła bluzkę.

— Jest — szepnął Parma i, po raz pierwszy robiąc aluzję do wyglądu Carewe’a wskazującego na jego stan, dodał: — Przeżyłeś, Willy, kilkadziesiąt dobrych lat. Niczego nie żałujesz?

— Trochę tak — odparł Carewe — ale być może nie tego, o czym myślisz.

Rozdział dziesiąty

— Dzień dobry, Colleen! — krzyknął Parma. — Nie przerywaj sobie opalania z mojego powodu.

Mrużąc zalane słońcem oczy pilotka uniosła głowę i zajrzała do kabiny ciężarówki.

— Przestaję się opalać nie ze względu na ciebie, ale na siebie — odparła. — Im prędzej zrobisz sobie zastrzyk, Feliksie, tym lepiej dla wszystkich.

— Miła jesteś — powiedział Parma urażonym tonem. — Oto mi podziękowanie za to, że się konserwuję w stanie gotowości.

— Ciekawe co to za środek konserwujący?

— Jak dla mnie, to masz dziś za ostry język — rzekł Parma i wysiadł z ciężarówki, a zaraz za nim Carewe. — Znasz już Willy’ego Carewe’a, prawda?

— Tak — odparła pilotka, spoglądając na Carewe’a.

Spostrzegł, że źrenice jej oczu, w których odbijały się promienie słońca, błyszczą jak dwie złote monety.

— Chciałem cię prosić, żebyś podrzuciła go do Kinszasy. Spieszy mu się do domu.

— Tak? Szybko pan stąd ucieka.

— Willy dostał nożem między żebra od naturysty — pośpieszył z wyjaśnieniem Parma. — Właściwie to nie powinien nawet wstawać z łóżka, ale, jak powiedziałem, ma powody, żeby czym prędzej stąd wyjechać.

Dziewczyna popatrzyła na Carewe’a z zainteresowaniem, ale kiedy się odezwała, w jej głosie zabrzmiało powątpiewanie. — Mogę zmienić listę przewozową, jeśli sobie życzysz, ale pamiętaj, że ja nie latam samolotem sanitarnym. Co będzie, jak mi zemdleje w czasie lotu?

— Coś ty, taki duży i silny chłop miałby zemdleć? Zdradzę ci sekret, Colleen, ten młody człowiek…

— Potrafi mówić sam za siebie — wpadł mu w słowo Carewe. — Zapewniam panią, że nie zrobi mi się słabo, nie zemdleję, ani nie popełnię żadnego innego głupstwa. Zabierze mnie pani czy nie?

— Tylko spokojnie — powiedziała Colleen, patrząc znów na Carewe’a, któremu wydało się, że dostrzega, na jej twarzy cień zakłopotania. — No dobrze, jeżeli jest pan gotów do drogi, to proszę wsiadać.

— Dziękuję.

Zauważywszy minę dziewczyny, Carewe poczuł, jak drgnęła w nim z nadzieją męska duma — czyżby zewnętrzne oznaki ostudzenia nie zdołały ukryć jego męskości? Usiadł na stopniu ciężarówki, obejmując rękoma drętwiejącą klatkę piersiową, a Parma z pilotką zajęli się wyładowywaniem dostaw z komory towarowej samolotu. Miał cichą nadzieję, że wystartują od razu, ale czekali jeszcze blisko godzinę na inne pojazdy, które podjeżdżały, zabierały albo zostawiały skrzynie i znikały w lesie. Większość kierowców była zaprzyjaźniona z pilotką, a z rozmów wywnioskował, że pracowali dla wielu kontrahentów programu Współnarodów, specjalistów od sterowania pogodą, zaopatrzenia, transportu naziemnego, inżynierii budowlanej i dla innych służb niezbędnych do utrzymania zagubionej w głuszy wysepki cywilizacji technicznej. Niektórzy wchodzili do samolotu na papierosa i zamieniali parę słów z pilotką, a wówczas widział, jak rzucają w jego stronę zaciekawione spojrzenia. Martwiło go opóźnienie i to, że nie udało mu się zniknąć nagle i niepostrzeżenie, tak jak zaplanował. Każdy z tych ludzi kursujących pomiędzy bazą i samolotem mógł być agentem ukrytej potęgi, która usiłowała go zgładzić…

Słysząc niespodziewanie gromki wybuch śmiechu w samolocie, zerwał się na równe nogi i dokonał upokarzającego odkrycia, że jest zazdrosny. Na podstawie kilkuminutowej rzekomej zażyłości i jednego pytającego spojrzenia ubrdał sobie, że ma jakieś szczególne prawo do Colleen Bourgou. Ta sama logika co w bajce o księżniczce, która podświadomie rozpoznaje księcia ukrytego pod postacią żaby, a potem automatycznie wiąże się z nim na całe życie. Poczuł do siebie takie obrzydzenie, że aż prychnął. „Nie ma co, ta rola sprawia ci wielką frajdę, powiedziała mu kiedyś Atena, ale to coś więcej niż paradowanie z zarośniętą twarzą i sączkiem”… Było to jednak, zanim jeszcze sprzeniewierzyła się wszystkiemu, co powiedziała w swoim kazaniu na temat monogamicznych małżeństw. Tym samym utraciła prawo do sądzenia jego słabostek. Podszedł do przedniego włazu i zajrzał do samolotu. Colleen śmiała się z czegoś serdecznie i szczerze, a kiedy ich spojrzenia się spotkały, zobaczył, że jej oczy jeszcze bardziej przypominają migotliwe złote krążki. Z wyrachowanym rozmarzeniem odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech i usiadł z powrotem w ciężarówce.

Wyglądało, że pomimo beztroski i swobody w zachowaniu Colleen bardzo starannie zaznacza w swoim notesie przywożone i odbierane towary. Ruch przy samolocie z wolna ustawał, aż wreszcie pozostała na miejscu tylko ciężarówka Parmy. Kiedy Colleen sprawdzała, czy luki ładowni są dobrze zamknięte, Carewe pożegnał się z Parmą.

— Dziękuję za wszystko — powiedział. — Jak tylko się dowiem, dlaczego to życie tak mi się pochrzaniło, skontaktuję się z tobą i wszystko ci wyjaśnię.

— Chętnie tego posłucham, Willy. Uważaj na siebie.

Carewe uścisnął mu rękę, wsiadł do samolotu i przypiął się pasami do fotela pasażerskiego w przedzie, tuż z boku za stanowiskiem pilota. Ucieszył się niezmiernie, kiedy okazało się, że będzie jedynym pasażerem.

— No to jazda — powiedziała Colleen zamykając hermetyczne przednie drzwi i przypinając się pasami do fotela. Z imponującą biegłością włączyła systemy sterowania, zapaliła rozruszniki nabojowe turbin i wolno skierowała samolot w górę. Kiedy wysunęli się ponad linię drzew, opuściła lekko dziób i wystartowała wspinając się ostro wzwyż, co wywołało u Carewe’a dziwne sensacje w pustym miejscu pod żebrami. Chwycił się za klatkę piersiową i nie puszczał.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)