Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]

Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:

Trwa galaktyczna wojna pomiędzy Ziemianami i Pluskwo-Pajęczakami, agresywną rasą antropoidów, których społeczna organizacja przypomina rój, poddany bezwzględnej władzy dyktatorskiej. Ogrom przewagi liczebnej nieprzyjaciela wyklucza globalną konfrontację i wymusza taktykę nagłych, niespodziewanych ataków ze strony sił Ziemskiej Federacji. Do takich zadań najlepiej przygotowani są komandosi z Piechoty Zmechanizowanej, a wśród nich kadet Johny Rico, który karierę żołnierza rozpoczął tak niedawno…
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 42
Перейти на страницу:

Jego twarz pływała przede mną w powietrzu. Postarałem się ją umiejscowić i grzmotnąłem. Zamknął oczy i osunął się na ziemię, a mnie z najwyższym wysiłkiem udało się nie pójść w jego ślady.

Zebrał się powoli i wstał.

— W porządku, Johnnie — powiedział. — Dostałem nauczkę i nie będę więcej pyskował… i nikt w mojej sekcji. No to już zgoda?

Skinąłem głową. Okropnie zabolało.

— Dasz grabę?

Podaliśmy sobie ręce i to też zabolało.

Nieomal każdy przeciętny człowiek wiedział więcej o toczącej się wojnie niż my. Był to okres, kiedy Pluskwo-Pajęczaki zlokalizowały naszą rodzinną planetę (zresztą dzięki Skórniakom) i dokonały najazdu niszcząc Buenos Aires. To przekształciło lokalne incydenty w otwartą wojnę.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że Ziemska Federacja wojnę przegrywa. Nie wiedzieliśmy też nic o ogromnych wysiłkach, by rozbić zawiązane przeciwko nam przymierze i przeciągnąć Skórniaków na naszą stronę. Coś na ten temat można by wywnioskować z instrukcji, jakich nam udzielano — na przykład przed najazdem, w czasie którego poległ Flores, polecano nam oszczędzać Skórniaków. Niszczyć wszystkie obiekty stałe, ale nie zabijać mieszkańców, chyba że będzie to nieuniknione.

Naprawdę nie wiedzieliśmy, że przegrywamy. Byliśmy Byczymi Karkami Rasczaka, najlepszą, niepowtarzalną jednostką w całym pułku. Właziliśmy do kapsuł na rozkaz Jelly'ego i po zrzucie walczyliśmy, bo tego od nas oczekiwano.

Nasi najgorsi wrogowie, Pluskwo-Pajęczaki, składały jaja. Nie tylko składały, ale także przetrzymywały je w zapasie i wysiadywały w razie potrzeby. Jeśli zabiliśmy jednego wojownika albo tysiąc, albo parę tysięcy — natychmiast wykluwały się nowe rzesze gotowych do walki.

Można sobie wyobrazić, że na przykład jakiś dyrektor od spraw ludnościowych Pluskwo-Pajęczaków wydaje przez telefon polecenie gdzieś tam na dół i powiada: „Joe, ogrzej dziesięć tysięcy wojowników, żeby byli gotowi na środę… i każ przygotować rezerwowe inkubatory, bo wzrasta zapotrzebowanie”.

Nie twierdzę, że dzieje się dokładnie tak, ale takie są wyniki. Błędne też byłoby mniemanie, że pobudką ich działania jest instynkt, jak u termitów czy mrówek. Postępują równie inteligentnie jak my, ale w sposób o wiele bardziej skoordynowany. Potrzeba przynajmniej roku, by wyszkolić rekruta — Pluskwo-Pajęczak już lęgnie się gotów do walki.

A jednak powoli uczyliśmy się z nimi walczyć.

Nauczyliśmy się odróżniać robotników od wojowników: jeżeli rzuca się na ciebie — to wojownik, jeśli ucieka — możesz go zlekceważyć. Nauczyliśmy się też nie marnować amunicji nawet na wojowników, chyba że w obronie własnej. Zamiast tego szukaliśmy jam i wrzucaliśmy bombę z gazem porażającym system nerwowy Pluskwo-Pajęczaków. Dla nas był on nieszkodliwy. Potem, następnym granatem, blokowaliśmy wyjście z jamy.

Nie wiadomo było, czy gaz dociera aż tak głęboko, by zabić ich królowe, ale dzięki wiadomościom uzyskanym przez nasz wywiad i od Skórniaków, mieliśmy pewność, że ta taktyka bardzo im się nie podobała.

Między jedną potyczką a drugą przyszedł rozkaz awansowania Jelly'ego na porucznika. Na miejsce Rasczaka. Jelly starał się nie nadawać temu rozgłosu, ale pani komandor Deladrier rozkaz ten ogłosiła i zażądała, by Jelly jadał na dziobie statku, razem z innymi oficerami. Resztę czasu spędzał z nami, na rufie.

Dokonaliśmy już z nim jako dowódcą oddziału kilku zrzutów i jednostka przyzwyczaiła się do braku Porucznika — wciąż odczuwaliśmy to jako bolesną stratę, ale już nie tak bardzo. Po awansie Jelala zaczęliśmy przemyśliwać, że pora, byśmy przybrali nazwę od naszego obecnego szefa. Tak jak inne jednostki.

Sierżant Johnson wziął mnie ze sobą jako podporę moralną i miał przedstawić tę sprawę Jelalowi.

— Co tam? — mruknął Jelly.

— Hmm, panie sierżancie… to jest, panie poruczniku, pomyśleliśmy sobie…

— Cóż takiego?

— No, chłopcy przemyśleli to i uważają… no, mówią, że jednostka powinna się nazywać: Jaguary Jelly'ego.

— Tak myślą? Hę? A ilu z nich głosuje za tym?

— Wszyscy — odpowiedział Johnson po prostu.

— Tak? A więc pięćdziesięciu dwóch za… a jeden przeciw. Przegłosowano — przeciw.

Nikt już nigdy więcej nie podniósł tej kwestii.

W jakiś czas potem cały pluton dostał dziesięć dni wolnego i przetransportowano nas do baraków akomodacyjnych w Bazie na Sanctuary.

Było to wymarzone miejsce na spędzenie paru dni urlopu. Ludność miejscowa wiedziała, że jest wojna. Prawie połowa była zatrudniona w Bazie albo w przemyśle zbrojeniowym, a reszta w rolnictwie i przemyśle spożywczym, pracującym głównie na potrzeby Floty. Można powiedzieć, że czerpali zyski z wojny, toteż poważali mundur i szanowali żołnierzy.

Ale najważniejsze, że połowę tych cywilów stanowiły kobiety.

Trzeba być długo w koszarach albo w dalekim locie patrolowym, aby to w pełni docenić. Z tych cudownych pięćdziesięciu procent większość pełniła różne funkcje w Służbie Federalnej. Czy można sobie wyobrazić piękniejszą scenerię w całym wszechświecie?

Na baraki akomodacyjne też nie można było narzekać — żadnego luksusu, ale wygodne. A jedzenie podawali przez dwadzieścia pięć godzin na dobę.

Ja i Ace mieliśmy wspólny pokój w kwaterach dla podoficerów. Pewnego ranka, kiedy urlop się kończył, a ja właśnie odbywałem drzemkę, Ace szarpnął za moje łóżko.

— Prędzej! Wstawaj! Pluskwo-Pajęczaki atakują!

Powiedziałem mu, gdzie mam Pluskwo-Pajęczaki.

— Wstawaj! — upierał się. — Idziemy w miasto.

— No dinero. — Poprzedniego wieczoru miałem randkę z czarującą chemiczką ze Stacji Badawczej. Była wiotka, rudowłosa i miała kosztowne gusta. W rezultacie musiałem iść na piechotę do domu. Ale było warto. Po co są zresztą pieniądze?

— Nieważne — odparł Ace. — Wspomogę cię. No więc wstałem i ogoliłem się.

Było gorąco i Ace zdecydował, żeby wstąpić do kantyny na Churchill Road.

Rozmawialiśmy o tym i o owym i Ace zamówił następną kolejkę. Wziąłem sok truskawkowy. Ace popatrzył w swoją szklankę i powiedział:

— Myślałeś kiedyś, żeby przepchać się na oficera?

— Co? Zwariowałeś?

— Wcale nie. Słuchaj, Johnnie, ta wojna może jeszcze potrwać. Szarych ludzi karmią propagandą, ale my wiemy swoje: Pluskwo-Pajęczaki nie mają zamiaru skapitulować. Powinieneś pomyśleć o przyszłości. Jak już trzeba grać w orkiestrze, to lepiej machać pałeczką, niż nosić ciężki bęben.

Byłem zaskoczony, tym bardziej że słyszałem to od Ace'a.

— A ty? Też chcesz zabiegać o stopień oficerski?

— Ja? — zdziwił się. — Sprawdź swoje połączenia obwodowe, chłopie, otrzymujesz błędne informacji. Przecież nie mam wykształcenia i jestem od ciebie o dziesięć lat starszy. Ty masz możliwość zdania egzaminów wstępnych i twój współczynnik inteligencji na pewno zrobi na nich wrażenie. Gdy zdecydujesz się zostać zawodowcem, zaraz zrobią cię sierżantem, a następnego dnia oficerem dowodzącym.

— Teraz widzę, że naprawdę oszalałeś!

— Posłuchaj staruszka i nie miej mi za złe, że to mówię, ale jesteś w dostatecznym stopniu głupi, pełen zapału i szczerości, aby był z ciebie oficer, za którym pójdą ludzie. A ja… Ja jestem z usposobienia podoficerem. Mam właściwą dozę pesymizmu wobec wyskoków takich entuzjastów jak ty. Kiedyś pewnie zostanę sierżantem… Odsłużę swoje dwadzieścia lat, pójdę na emeryturę i dostanę jakąś ciepłą posadkę, może w policji. Ożenię się z tłustą, sympatyczną babką, będę łowił ryby i spokojnie się wykończę.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)