Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-372-6
- Переводчик: Irena Lipinska
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:
— Niektórym to się wiedzie… A jak ze zrzutami?
— Nie było żadnego — przyznałem się.
Wybałuszył oczy.
— Niektórzy to dopiero mają szczęście!
Być może Anioł miał rację, bo dyplom także otrzymałem. Prawdę mówiąc, sam się do tego przyczynił, bo codziennie mnie przepytywał.
Myślę, że moje szczęście to ludzie — i Anioł, i Jelly, i Porucznik, i Carl, i pułkownik Dubois, a także i mój ojciec, i Blackie, i Brumby, i Ace — i zawsze sierżant Zim. Teraz — honorowy kapitan Zim, ze stałą rangą porucznika. Nie byłoby przyzwoicie, gdybym miał wyższy stopień.
W dzień po promocji ja i mój kolega Bennie Montez staliśmy na kosmodromie, czekając na swoje statki. Byliśmy świeżo upieczonymi podporucznikami i onieśmielało nas, gdy nam salutowano. Starałem się to ukryć, wczytując się w listę statków krążących wokół Sanctuary. Lista była tak długa, że na pewno coś się szykuje, chociaż nic nam o tym nie wspomniano.
Czułem rosnące podniecenie. Miałem dwa gorące pragnienia: aby wysłano mnie do mojej starej jednostki i żeby mój ojciec wciąż tam jeszcze był. A teraz to, co miało nadejść, znaczyło, że będą jakieś poważne zrzuty i że porucznik Jelal znów weźmie nas w obroty. Takie myśli kłębiły mi się w głowie, kiedy studiowałem tę listę. Jakie mnóstwo nazw. Czytałem je powoli…
— Któryś powinien nazywać się Magsaysay — powiedziałem.
— Dlaczego? — zapytał Bennie.
— Ramon Magsaysay — wyjaśniłem. — Wielki człowiek, wielki żołnierz. Dziś byłby zapewne szefem wojny psychologicznej, gdyby żył. Czy nigdy nie uczyłeś się historii?
— A jakże — zaprotestował Bennie. — Wiem, że Simon Bolivar zbudował piramidy, zatopił Wielką Armadę i wyruszył w pierwszą podróż na Księżyc.
— Zapomniałeś jeszcze, że poślubił Kleopatrę.
— Och, tak. No cóż, każdy kraj ma własną wersję historii.
— Oczywiście — i powiedziałem coś sam do siebie, a Bennie zapytał:
— Co mówisz?
— Przepraszam cię, Bernardo. To było takie powiedzenie w moim ojczystym języku. Można je mniej więcej przetłumaczyć: Tam dom mój, gdzie serce moje.
— A jaki to był język?
— Tagalog. Mój rodzinny język.
— A nie mówią po angielsku tam, skąd pochodzisz?
— Mówią, naturalnie. W urzędach, w szkołach i tak dalej. Tylko w domach mówimy starym językiem. Tradycja. Rozumiesz.
— Tak. Rozumiem. Ale gdzie ty…
Z megafonów rozległa się melodia Meadowland. Bennie wyszczerzył zęby w uśmiechu.
— Lecę na randkę ze swoim statkiem! Uważaj na siebie, bracie! Do zobaczenia!
— Miej się na baczności przed Pluskwo-Pajęczakami! — Odwróciłem się i czytałem dalej nazwy statków…
I wtedy rozległ się najsłodszy w świecie głos: …na sławę imienia, na sławę mienia Rodgera Younga!
Chwyciłem swój worek i pognałem. Tam dom twój, gdzie serce twoje.
Spieszyłem do domu.
Rozdział czternasty
Czyż jestem stróżem brata mego?