Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]

Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:

Trwa galaktyczna wojna pomiędzy Ziemianami i Pluskwo-Pajęczakami, agresywną rasą antropoidów, których społeczna organizacja przypomina rój, poddany bezwzględnej władzy dyktatorskiej. Ogrom przewagi liczebnej nieprzyjaciela wyklucza globalną konfrontację i wymusza taktykę nagłych, niespodziewanych ataków ze strony sił Ziemskiej Federacji. Do takich zadań najlepiej przygotowani są komandosi z Piechoty Zmechanizowanej, a wśród nich kadet Johny Rico, który karierę żołnierza rozpoczął tak niedawno…
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 42
Перейти на страницу:

— Och, ponieważ są to ludzie wybrani. Inteligentniejsi.

— Horrendalne!

— Słucham?

— Czy to za długie dla pana słowo? Twierdzę, iż jest to idiotyczne przekonanie. Wojskowi wcale nie są bystrzejsi od cywilów. W wielu wypadkach cywile odznaczają się większą inteligencją. Ale uczeni bywają ludźmi tak egocentrycznymi, że brak im odpowiedzialności społecznej. Dałem panu wskazówkę, czy ją pan dostrzega?

Sally odpowiedział:

— Och, wojskowi są zdyscyplinowani.

Major Reid starał się nie tracić cierpliwości.

— Bardzo mi przykro, ale teoria ta, aczkolwiek nęcąca, nie jest oparta na faktach. Ani panu, ani mnie nie wolno głosować, dopóki pozostajemy w służbie czynnej, a nie zostało sprawdzone, czy dyscyplina wojskowa wyrabia w człowieku samodyscyplinę na przyszłość. — Major Reid uśmiechnął się. — Zadałem panu podchwytliwe pytanie. Przyczyną trwania naszego systemu jest jego zadowalające działanie. Wielu narzeka, ale nikt się nie buntuje. Panuje największa w historii wolność osobista, podatki są niskie, standard życia na tyle wysoki, na ile pozwala poziom produkcji, przestępczość spada. Dlaczego? Nie dlatego, że głosującymi są ludzie mądrzejsi, ten argument już obaliliśmy.

Przerwał, a po chwili dodał:

— Ponieważ dość już mamy błędnych przypuszczeń, powiem jasno: w naszym systemie każda osoba, zarówno głosująca, jak i piastująca urzędy, dowiodła swoją ochotniczą i ciężką służbą, że dobro grupy społeczną stawia wyżej niż własne korzyści!

Major Reid zatrzymał się, stuknął w kopertę staroświeckiego zegarka, koperta odskoczyła, a on spojrzał na wskazówki.

— Czas wykładu kończy się, a mamy jeszcze określić moralne powody naszego sukcesu. Otóż głosować, to znaczy dzierżyć władzę i to władzę najwyższą, od której wszystkie inne pochodzą, także i moja władza, pozwalająca mi zatruwać wam życie raz na dzień. Korzystanie z prawa wyborczego jest egzekwowaniem przemocy, bez względu na to, czy władzę polityczną sprawuje dziesięciu ludzi, czy dziesięć milionów. Nasz wszechświat, jak wiadomo, składa się z elementów dualistycznych. Co znajduje się na przeciwnym biegunie władzy? Pan Rico!

Udało mi się. Zadał pytanie, na które potrafiłem odpowiedzieć.

— Odpowiedzialność, panie wykładowco.

— Brawo. Zarówno z powodów praktycznych, jak i matematycznie sprawdzonych przyczyn moralnych władza i odpowiedzialność muszą się równoważyć. Prawo do głosowania jest prawem najwyższym. Dlatego też musimy mieć pewność, że wszyscy, którzy je dzierżą, godzą się na podjecie także najwyższej społecznej odpowiedzialności. Żądamy, aby każda osoba, która pragnie sprawować władzę, narażała swe własne życie w imię dobra państwa. W ten sposób najwyższa odpowiedzialność jest zrównoważona najwyższym przywilejem. Sytuacja stabilna i doskonała.

Major Reid nie pozwalał nam leniuchować…

Przed zakończeniem szkoły każdy z nas musiał odbyć służbę na statku kosmicznym pod doświadczonym okiem oficera bojowego.

Był to rodzaj egzaminu końcowego — twój instruktor pokładowy mógł zdecydować, że się nie nadajesz. Mogłeś oczywiście odwołać się do dowództwa, ale nie słyszałem, aby ktoś się na to odważył. Kadeci albo wracali ze statku z plusem, albo nie oglądaliśmy ich więcej na oczy.

Cały czas byliśmy w pogotowiu, worki żołnierskie spakowane — kiedyś, w czasie obiadu, powołano wszystkich oficerów-kadetów z mojej kompanii.

Po dwóch dniach przyszła moja kolej. Szedłem zameldować się u komendanta z workiem na ramieniu i radością w sercu. Miałem już dość ślęczenia nad książkami i kompromitowania się podczas odpowiedzi w klasie. Parę tygodni w zgranej kompanii na statku bojowym, tego właśnie Johnnie potrzebował!

W komendaturze było jeszcze dwóch kadetów — Hassan i Byrd. Wprowadzono nas do Świętego Przybytku. Komendant siedział w fotelu na kółkach — w pozycji stojącej widywaliśmy go tylko na inspekcji i defiladzie. Przypuszczam, że chodzenie musiało mu sprawiać ból.

Pułkownik Nielssen, bo to był on, podniósł wzrok i rzekł:

— Dzień dobry panom, proszę, rozgośćcie się.

Usiadłem, ale nie czułem się gościem. Przesunął się do termosu z kawą i wyjął cztery filiżanki. Nie miałem ochoty na kawę, ale czy może kadet odmówić komendantowi? Umoczył usta.

— Mam dla panów rozkazy — oznajmił — oraz tymczasowe przydziały. Chciałbym mieć pewność, że panowie rozumieją swój status.

Już nam to kładziono do głowy. Mieliśmy być oficerami na tyle, na ile to było potrzebne, by nas nauczyć i wypróbować. Nadliczbowi, czasowi i na próbę. Po powrocie będziemy znów kadetami i każdy oficer będzie mógł nas zwymyślać i postawić do raportu.

Mieliśmy zostać kadetami-podporucznikami, czyli tymczasowymi podporucznikami — ranga tak samo potrzebna jak nogi rybie. Wetknięto nas pomiędzy sierżantów a prawdziwych oficerów, ale jeśli zdarzyło się, że ktoś zasalutował kadetowi-podporucznikowi, to pewnie tylko w zupełnych ciemnościach.

— Wasz patent oficerski określa was jako kadeta-podporucznika — kontynuował — ale pobory pozostają bez zmiany i nie przysługuje wam też żaden tytuł wojskowy. Jedyna zmiana to mała gwiazdka na naramienniku. Podlegacie w dalszym ciągu rygorom szkolenia, bowiem nie zdecydowano jeszcze, czy zdatni jesteście pełnić funkcję oficera. — Pułkownik uśmiechnął się. — Dlaczego więc ta nazwa kadet-podporucznik?

Sam się zastanawiałem. Po co te hece z awansami, skoro żadnych awansów nie ma?

— Jak pan sądzi, panie Byrd? — spytał komendant.

— Ach… aby włączyć nas do zespołu oficerów dowodzących, panie pułkowniku.

— No właśnie — komendant wyprostował się. — To będzie Chwila Prawdy, panowie. Po eliminacjach została was niewielka grupa. Macie przed sobą jeszcze jedną najważniejszą próbę. Musicie wykazać, że posiadacie to nieokreślone coś, co w bitwie odróżnia dowódcę… od oficera bez prawdziwego powołania. Możecie tego dowieść na polu bitwy. Panowie! — zapytał po chwili. — Czy jesteście gotowi złożyć przysięgę?

Nastąpiło milczenie, a potem Hassan odrzekł zdecydowanie:

— Tak, panie pułkowniku. — Birdie i ja zawtórowaliśmy jak echo.

Pułkownik zmarszczył brwi.

— No dobrze. Proszę wstać i podnieść prawą rękę. Zerwaliśmy się na nogi. Po trzydziestu sekundach byliśmy oficerami — nadliczbowymi, czasowymi i na próbę.

Pomyślałem, że da nam teraz gwiazdki na naramienniki i puści nas. Tych gwiazdek nie musieliśmy zdobywać, były one taką samą pożyczką jak ten tymczasowy awans, który reprezentowały.

On jednak usadowił się z powrotem w fotelu i wyglądał nieomal po ludzku.

— Słuchajcie, chłopcy — powiedział — uprzedzam was, że może być okropnie. Martwcie się na zapas. Planujcie każde posuniecie, które należy podjąć, by uniknąć najgorszych okoliczności, jakie mogą się zdarzyć. Musicie mieć pełną świadomość, że wasze życie należy do waszych żołnierzy i nie możecie go narażać w samobójczym gonieniu za sławą… Ale też nie możecie go oszczędzać, jeśli zajdzie potrzeba. Teraz, przed zrzutem, możecie się martwić i zagryzać. W obliczu niebezpieczeństwa musicie jednak zachować kamienny spokój. — Przerwał i przyjrzał się nam uważnie. — I jeszcze jedno — dodał. — Czy jest coś, co może was ocalić, co może wam pomóc, jeśli ciężar odpowiedzialności okaże się nie do udźwignięcia? Kto powie?

Nikt nie odpowiedział.

— No, śmiało! Nie jesteście rekrutami. Pan Hassan!

— Rada sierżanta, panie pułkowniku — powiedział z namysłem.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)