Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]

Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:

Trwa galaktyczna wojna pomiędzy Ziemianami i Pluskwo-Pajęczakami, agresywną rasą antropoidów, których społeczna organizacja przypomina rój, poddany bezwzględnej władzy dyktatorskiej. Ogrom przewagi liczebnej nieprzyjaciela wyklucza globalną konfrontację i wymusza taktykę nagłych, niespodziewanych ataków ze strony sił Ziemskiej Federacji. Do takich zadań najlepiej przygotowani są komandosi z Piechoty Zmechanizowanej, a wśród nich kadet Johny Rico, który karierę żołnierza rozpoczął tak niedawno…
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 42
Перейти на страницу:

— Słuchajcie, szeregowy, macie trzymać się za mną i nie wchodzić mi w drogę. Jak będziecie mi przeszkadzać, to rozwalę wam ten głupi łeb!

Skinąłem tylko głową i zacząłem sobie zdawać sprawę, że to nie będzie zrzut ćwiczebny. Potem zaczęło mną trząść, a potem znaleźliśmy się na dole.

* * *

Operacja Pluskwo-Pajęczaki powinna się nazywać operacja Dom Wariatów. Wszystko poszło źle.

Była zaplanowana jako uderzenie zmasowane mające powalić wrogów na kolana, umożliwiając natychmiastowe zajęcie stolicy, obiektów kluczowych na całej planecie i zakończenie wojny. Zamiast tego niewiele brakowało, abyśmy wojnę przegrali.

Nie krytykuję generała Diennesa. Nie wiem, czy to prawda, że domagał się zwiększenia liczebności sił wojskowych i większego poparcia, a ustąpił pod presją Marszałka Nieba. Zresztą to nie mój interes. Wątpię też czy ci wszyscy, co mądrzą się poniewczasie, znali rzeczywiste fakty.

Ja zaś wiem, że generał został katapultowany razem z nami, że dowodził nami na dole i kiedy sytuacja stała się krytyczna, sam poprowadził manewr, który nas uratował.

Na Klendathu pozostały tylko jego radioaktywne szczątki, jest o wiele za późno, by postawić go przed sądem wojennym, po co więc o tym mówić?

* * *

Mam jednak co nieco do powiedzenia tym strategom, co wygniatają tyłkami fotele, a sami nigdy nie dokonali zrzutu.

Tak, zgadzam się, że planetę Pluskwo-Pajęczaków można było zasłać bombami wodorowymi. Ale czy dzięki temu wygralibyśmy wojnę?

Pluskwo-Pajęczaki to nie to co my. Te pseudopajęczaki nie są nawet podobne do pająków. Są antropoidami i wyglądają jak olbrzym w oczach wariata. Są inteligentne, lecz swą organizacją społeczną i psychologiczną bardziej przypominają mrówki czy termity. Tworzą grupy komunalne, rojowiska poddane bezwzględnej władzy dyktatorskiej.

Zbombardowanie ich planety spowodowałoby śmierć żołnierzy i robotników, ale ocalałyby kasty mózgowców i królowe. Wątpię, czy nawet dobrze wycelowane uderzenie wodorową rakietą ryjącą zdołałoby zabić królową. Nie wiemy, jak głęboko ma ona swoje siedlisko. I wcale mi nie spieszno dociec prawdy… Żaden z chłopców, którzy zapuścili się w te jamy, nie wyszedł żywy.

Przypuśćmy nawet, że zniszczylibyśmy produkcyjną powierzchnię Klendathu. Pozostałyby im statki powietrzne i kolonie na innych planetach, a ich Naczelne Dowództwo funkcjonowałoby dalej.

Dopóki się nie poddadzą — nie ma końca wojny. Wtedy jeszcze nie mieliśmy bomb nowa i nie mogliśmy rozłupać Klendathu jak orzecha. Skoro dostają w skórę, a nie chcą się poddać, wojna musi trwać.

Gdyby mogli się poddać…

Ich żołnierze poddać się nie mogą, a robotnicy nie mogą walczyć — można stracić nie wiadomo ile czasu i amunicji strzelając do robotników, a oni nie potrafią prosić o łaskę! Kasta żołnierzy nigdy się nie poddaje.

Nie należy jednak popełniać błędu i sądzić, że Pluskwo-Pajęczaki są równie głupie, jak na to wyglądają.

Ich wojownicy są zręczni, wyszkoleni i agresywni — pod warunkiem, że zaczną strzelać pierwsi. Wtedy możesz mu spalić jedną nogę, dwie, trzy nogi, a on będzie posuwał się dalej. Spal mu cztery nogi, a on przewróci się na grzbiet i będzie wciąż strzelał. Musisz dobrać się do jego komory nerwowej i gdy ją uszkodzisz, to przeleci obok ciebie, strzelając byle gdzie, aż wpadnie na jakieś mury czy kamienie.

Zrzut był od początku pechowy. W naszej eskadrze znajdowało się pięćdziesiąt statków, które miały wyjść z prędkości Czerenkowa w doskonale skoordynowanej formacji, trafić na orbitę z prędkością odrzutową, a potem zrzucić nas w przewidzianym z góry miejscu. Na pewno łatwe to nie było, ale jak coś nawali, konsekwencje zawsze spadają na P.Z. Okazało się, że mieliśmy wielkie szczęście. Statek Valley Forge pędząc w ściśniętej formacji zderzył się z Ypres i oba statki zostały zniszczone. Nam jednak, choć nie wszystkim, udało się wydostać z kanałów wyrzutowych, bo mimo tej kolizji statek wciąż wystrzeliwał kapsuły.

Wewnątrz kokonu spadającego w dół nie byłem tego świadom. Przypuszczam, iż dowódca naszej kompanii wiedział, że statek jest stracony, a wraz z nim połowa załogi. Był katapultowany jako pierwszy i nagle stracił łączność obwodową z pilotem.

Spytać go jednak nie można, bo z wyprawy nie powrócił.

A mnie stopniowo zaczęło świtać, że z nami mogiła.

Następne osiemnaście godzin to był koszmar. Niewiele z tego pamiętam, jakieś wyrywkowe, mrożące krew w żyłach sceny.

Nigdy nie lubiłem pająków. Zwykły domowy pająk przyprawiał mnie o gęsią skórkę. O tarantuli nie mogłem wprost pomyśleć i nie jadałem homarów, krabów ani innego takiego świństwa. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Pluskwo-Pajęczaka, mózg mi po prostu stanął i zacząłem nieprzytomnie wrzeszczeć. Dopiero po chwili zorientowałem się, że go zabiłem i przestałem krzyczeć. Chyba to był robotnik, bo przecież wówczas nie byłem w stanie zmierzyć się z wojownikiem.

Ale i tak znajdowałem się w lepszej sytuacji niż ci z Korpusu K-9. Mieli być zrzuceni, gdyby zrzut się udał, na obrzeżu pola naszego ostrzału. Neopsy powinny ustawić się na zewnątrz i służyć taktycznymi wskazówkami sekcjom zabezpieczającym peryferie.

Neopies słyszy, widzi, węszy i przekazuje swemu panu wiadomości odebrane przez radio. Przy sobie ma tylko radio i ładunek wybuchowy. Jeśli zostanie poważnie ranny lub schwytany, sam wysadza się w powietrze.

Biedne psy odczuwają wobec Pluskwo-Pajęczaka jeszcze większy wstręt niż ja. Są oczywiście takie neopsy, które od maleńkości przyzwyczają do widoku i smrodu Pluskwo-Pajęczaka, lecz te akurat nie były jeszcze tresowane.

Ale nie dość tego. Właściwie wszystko szło źle, choć niezupełnie zdawałem sobie z tego sprawę. Trzymałem się tuż za Dutchem starając się zabijać i razić ogniem wszystko, co się ruszało i do każdej spostrzeżonej jamy wrzucałem granaty.

Wkrótce doszedłem do tego, że mogłem zatłuc Pluskwo-Pajęczaka nie marnując ani amunicji, ani mieszanki napędowej umożliwiającej skoki. Nie nauczyłem się jednak rozróżniać, które były szkodliwe, a które nie. Tylko jeden na pięćdziesięciu jest wojownikiem, ale jest taki wściekły, że nadrabia za tamtych czterdziestu dziewięciu.

Ich przyboczne uzbrojenie nie jest ani w połowie ciężkie jak nasze. Jest to jednak broń śmiercionośna — wypuszczają wiązki specjalnych promieni, które przenikają przez zbroję i tną ciało, jakby to było jajko ugotowane na twardo.

A co gorsza mózg kierujący ich działaniami nie znajduje się tam, gdzie mógłbyś go dosięgnąć — mieści się głęboko, w jednej z tych jam.

Przez dłuższy czas Dutchowi i mnie sprzyjało szczęście. Młóciliśmy co się dało na przestrzeni jakiejś mili kwadratowej, zapychaliśmy dziury bombami i zabijaliśmy wszystko, co pojawiło się na powierzchni. Oszczędzaliśmy przy tym, na wszelki wypadek, paliwo do swoich silników odrzutowych.

Zadaniem naszym było oczyszczenie tego obszaru, żeby bez przeszkód mogły przybyć posiłki i ciężki sprzęt bojowy.

To nie był rajd — to była bitwa.

Mieliśmy utworzyć przyczółek desantowy i utrzymać go, aby przybywające jednostki mogły zająć i spacyfikować całą planetę.

Tylko że to się nam nie udało.

Nasza własna sekcja sprawiała się jak należy. Znajdowała się jednak w niewłaściwym miejscu i nie miała kontaktu z innymi sekcjami. Dowódca oddziału i sierżant zostali zabici i nie byliśmy w stanie dokonać przegrupowania. Trzymaliśmy się jednak twardo i gdyby przybyły posiłki, moglibyśmy przekazać im zdobyty teren.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)