Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
Lily roześmiała się i popatrzyła na chłopca, który siedział w chodziku. Mógł nim jeździć po całym pokoju, a kiedy napotkał przeszkodę, zmieniał kierunek jazdy.
– To dziwne, Dillon. Nigdy nie mogłam sobie wyobrazić ciebie z dzieckiem – powiedziała Lily.
– Ja też sobie tego nie wyobrażałem – Savich uśmiechnął się i pomógł jej usiąść w fotelu – ale w moim wygodnym życiu pojawiła się nagle Sherlock i tak się sprawy potoczyły, zresztą bardzo szczęśliwie. Teraz musisz się dobrze wyspać, Lily, jesteś zmęczona po podróży.
– Ty i Sherlock też musicie być zmęczeni, chociaż tak dużo podróżujecie i jesteście agentami FBI…
Ktoś zadzwonił do drzwi.
Savich ominął Seana, także kierującego się do drzwi. Na progu stał Simon Russo, którego Savich uważał za człowieka o niespożytej energii, zawsze zdecydowanie dążącego do celu.
– Simon, miło cię widzieć. Co tu robisz, do licha? Simon uśmiechnął się do przyjaciela.
– Mnie też miło cię widzieć, Savich. Przyjechałem obejrzeć obrazy. Gdzie one są? Nie tu, mam nadzieję. Nie masz odpowiednich zabezpieczeń, żeby przechowywać je w domu nawet przez jedną noc.
– Są w skarbcu, w Beezler – Wexler Gallery.
– To dobrze. Porozum się z nimi, żebym mógł je zobaczyć.
– Tak, wiem, ale może napijesz się najpierw herbaty i zjesz kawałek szarlotki, którą upiekła moja mama.
– Nie chcę nawet słyszeć o tej twojej cholernej herbacie. Proszę o kawę, mocną, bez mleka. Potem będę mógł obejrzeć obrazy.
– Simon, wejdź wreszcie, przywitaj się z Sherlock i poznaj moją siostrę, Lily.
– Nie będę mógł dzisiaj obejrzeć obrazów? To w takim razie jutro z samego rana.
– Simon, opanuj się. Chodź do salonu. Zobaczcie, kogo tu przywiał wiatr. To Simon Russo.
Pierwszym wrażeniem Lily było to, że Simon Russo jest zbyt przystojny. Miał gęste czarne włosy, może trochę zbyt długie, był wyższy od jej brata i bardzo szczupły. Jego niebieskie oczy przypominały kolor zimowego nieba w San Francisco. Miał na sobie dżinsy, tenisówki, elegancką białą koszulę, żółto – czerwony krawat i tweedową marynarkę. Nie był ogolony, więc wyglądał jak gangster z akademickiego kampusu – dziwna kompilacja, ale tak go widziała.
Wyglądał również na człowieka, któremu nie jest obce niebezpieczeństwo. Lily nie zaufałaby mu za żadne skarby świata. Zapaliło się jej czerwone światełko. Nie, nawet nie będzie patrzeć na niego jak na mężczyznę. To ekspert, który z jakiegoś powodu chce obejrzeć obrazy Sarah Elliott. Jest przyjacielem Dillona, więc nie powinna się go obawiać, jednak na wszelki wypadek wcisnęła się głębiej w fotel.
– Simon! – Sherlock podbiegła do niego i mocno go objęła. Przytulił ją do siebie i pocałował jej włosy. Odsunęła się wreszcie i pocałowała go w szorstki policzek. – Niech mnie… ale się pospieszyłeś. Wiem, że nie przyjechałeś do nas, tylko do obrazów. Będziesz musiał z tym poczekać do rana.
Lily patrzyła, jak on znowu przytula jej szwagierkę i całuje jej włosy.
– Kocham cię, Sherlock. Chciałbym cię jeszcze całować, ale Dillon zabiłby mnie, gdybym stanął z nim do walki. Tylko raz udało mi się go pokonać, lecz wcale mi to łatwo nie przyszło, chociaż miał wtedy grypę. On nieczysto walczy. Boję się o moje piękne zęby.
– Jeszcze raz pocałujesz jej włosy, to zajmę się twoimi zębami – uprzedził Savich, krzyżując ręce na piersi.
– OK, skupię się na obrazach. Sherlock, chcę, żebyś wiedziała że ja pierwszy zacząłem się starać o twoje względy. – Znowu chciał ją pocałować, ale tylko ciężko westchnął. – No cóż, trudno.
Teraz jego szafirowe oczy zatrzymały się na Lily. Uśmiechnął się do niej – miał zbyt ładny uśmiech. Miała ochotę wstać z fotela i wyjść z pokoju. To był niebezpieczny mężczyzna.
– Dlaczego – spytała – tak panu zależy na zobaczeniu moich obrazów?
Savich popatrzył na nią, zachmurzony. Zadała to pytanie takim tonem, jakby miała ochotę wyrzucić Simona przez okno.
– Lily, kochanie – powiedział. – To jest Simon Russo. Dużo ci o nim opowiadałem. Pamiętasz, że mieszkaliśmy razem na ostatnim roku studiów?
– Chyba tak – odparła Lily. – Ale czego on chce od moich obrazów?
– Tego jeszcze nie wiem. On obraca się w świecie wielkiej sztuki. To jego pytałem, jaka jest teraz wartość rynkowa obrazów naszej babki.
– Pamiętam pana. – Lily zwróciła się do Simona. – Miałam szesnaście lat, kiedy przyjechał pan do nas z Dillonem. Było wtedy Boże Narodzenie, a wy byliście na ostatnim roku studiów. Dlaczego tak bardzo panu zależy na tym, żeby zobaczyć moje obrazy?
Simon też ją pamiętał. Była wtedy sprytną nastolatką, która próbowała go naciąć na sto dolarów. Zapomniał już, o co chodziło – chyba to był totalizator piłkarski. Pamiętał jednak, że wycyganiłaby od niego tę sumę, gdyby nie został wcześniej ostrzeżony przez jej ojca, który powiedział mu, by trzymał swoje pieniądze w portfelu.
Teraz wyczuł w jej głosie wyraźną nieufność. Dlaczego tak było? Nie znała go przecież, nie widzieli się od lat, ona też nie przypominała tamtej nastolatki. Nadal wyglądała jak księżniczka z bajki, ale ta dorosła księżniczka była przeraźliwie blada i miała sińce pod oczami. Była też zbyt chuda. Biła z niej niechęć, wyraźnie skierowana do niego.
– Czy coś panią boli? – spytał, robiąc krok w jej kierunku.
– Słucham? – Lily zamrugała i jeszcze głębiej wcisnęła się w fotel.
– Czy czuje pani ból? Wiem, że w zeszłym tygodniu miała pani operację.
– Nie – ucięła, patrząc na niego wrogim wzrokiem. Dopiero po chwili zorientowała się, że przecież ten człowiek nie dał jej żadnego powodu do tak nieprzyjaznego zachowania. Był przyjacielem jej brata, nie powinna obdarzać go taką dozą nieufności. Problem polegał jednak na tym, że był bardzo przystojny, ale to mogłaby mu darować. Po co tu przyjechał i dlaczego chciał obejrzeć jej obrazy?
Niech ją Bóg strzeże przed przystojnymi mężczyznami, którzy interesują się jej obrazami.
O co jej chodzi? – pomyślał Simon i podszedł do Seana, który zatrzymał swój chodzik i z zapałem jadł krakersa.
– Cześć, bracie – powiedział, kucając obok chłopca. – Jeszcze ząbkuje? – spytał.
– Tak – odrzekła Sherlock. – Nie pozwól mu się dotykać, bo wysmaruje ci całą marynarkę.
Simon uśmiechnął się i podał Seanowi dwa palce. Sean szybko dokończył krakersa i odbił się nogami od podłogi. Chodzik uderzył w Simona, który niespodzianie upadł na siedzenie.
Roześmiał się, ukląkł i pogładził czarne włoski Seana.
– Będziesz niezłym zawadiaką, prawda, bracie? Już jesteś dobry, widzisz, udało ci się mnie przewrócić. Całe szczęście, że masz piękne niebieskie oczy matki, bo inaczej wszyscy by się ciebie bali, tak jak się boją twojego taty. – Obrócił się do Lily. – Czy to pani jest dzieckiem zamienionym przez krasnoludki, czy Savich?
– To ją zamieniły krasnoludki – roześmiał się Savich, podając Simonowi rękę, żeby wstał. – Mimo to jest bardzo podobna do naszej ciotki Peggy, która wyszła za mąż za bogatego biznesmena i żyje jak królowa w Brazylii.
– No dobrze – powiedział Simon. – Zobaczymy, czy będzie chciała odgryźć mi rękę. – Wyciągnął dłoń do Lily Frasier. – Cieszę się ze spotkania.
Zwyciężyły dobre maniery i Lily podała mu rękę. Miała gładką białą dłoń, ale na końcu palców wyczuł zgrabienia. Ściągnął brwi.
– Już sobie przypomniałem. Jest pani artystką, podobnie jak Savich.