Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Popatrz na mnie! – wykrzyknęła, siedząc na kanapie, w rozpiętej bluzce i opuszczonym z jednej strony staniku, z dzieckiem przy sutku. – To moje zasrane życie. Pracuję siedemdziesiąt godzin na tydzień i mąż mnie opuścił z niewiadomych powodów. Jak do cholery do tego doszło?
Victory z przejęciem popatrzyła na Wendy.
– Ale nie odstawisz mi tu Sarah-Catherine, prawda?
Na szczęście Wendy parsknęła śmiechem.
Sarah-Catherine była wzorcowym przykładem dziewczyny, która przyjechała do Nowego Jorku, przez pewien czas kwitła i nagle sukces ją przerósł. Wspięła się na sam szczyt w branży hotelarskiej, „Bonfire" poświęciło jej sześciostronicowy artykuł. Pewnej nocy jednak, właściwie bez ostrzeżenia, zwariowała. O czwartej rano, całkiem naga, oglądała wystawy sklepowe na Piątej Alei.
– Nigdy nie zrozumiem, dlaczego Sarah-Catherine odbiło – oświadczyła Victory. – Czasem mnie to przeraża. Może się przytrafić każdemu.
Wendy prychnęła. Dziecko wciąż ssało jej sutek.
– Była walnięta od samego początku. Ale odniosła sukces, więc nikt tego nie zauważył. Kryła się.
– Kto to jest Sarah-Catherine? – chciała wiedzieć Magda.
– Ktoś, na kogo wolałabyś nie wyrosnąć – odparła Victory.
– Ja będę taka jak moja maamaa – oznajmiła Magda tym swoim dziwnym głosem. – Będę królową, która rozstawia ludzi po kątach.
Wendy i Victory wymieniły spojrzenia.
– Mamusia nie rozstawia ludzi po kątach, skarbie. Mówi im, co mają robić. Na tym polega jej praca.
– Tatę rozstawiałaś. Wszyscy twierdzili, że on to uwielbia, ale właśnie dlatego odszedł.
Victory zdołała jakoś zaprowadzić Magdę do łóżka, ale dopiero po złożeniu jej obietnicy, że zabierze ją do swojej sali do prezentacji. Biedna Magda była w trudnym wieku, niepewna, czy jest małą dziewczynką, czy nastolatką. Utyła, zaczynały jej rosnąć piersi. Victory było jej żal, ale cóż mogła na to poradzić?
Biedna Wendy, pomyślała raz jeszcze, wyglądając przez okno.
Siedziała na tylnej kanapie luksusowego mercedesa z doładowaniem i czuła się jak jagnię prowadzone na rzeź. Ten onieśmielający samochód należał do Lyne'a Bennetta, i został wysłany po Victory. Usiłowała wyjaśnić, że zdoła dotrzeć na randkę o własnych siłach, ale Ellen, asystentka Lyne'a, błagała, żeby Victory zgodziła się na przejażdżkę.
– Wkurzy się na mnie, jeśli pani tego nie zrobi – twierdziła.
Lyne Bennett, pomyślała Victory. Wzorcowy egzemplarz człowieka, który rozstawia wszystkich po kątach. Wyjęła telefon i zadzwoniła do Wendy.
– Szczerze? – zapytała Wendy. Mówiła nieco niewyraźnie, jakby coś jadła. – Przez ostatnie dwa dni byłam tak załatana, że nie bardzo miałam czas myśleć o Shanie. Czy to nienormalne?
– To dobrze – odparła Victory. – Niezależnie od tego, co będzie z Shane'em, masz swoją pracę. I dzieci.
– Nikt mi nie wierzy, ale jestem pewna, że on wróci.
– Ty znasz go najlepiej.
Victory pomyślała, że Wendy albo jest dzielna, albo tępa. A może zresztą miała rację. Shane prawdopodobnie wróci. Niby dokąd miałby pójść? Nie miał pieniędzy, no chyba że znalazł nową niańkę. Victory uważała, żeby nie poruszyć tego tematu ani nie zdradzić się przed Wendy z tym, co naprawdę myśli o Shanie. Jeśli mieli się na powrót zejść, nie chciała, żeby jej stosunek do Shane'a stanowił problem.
– Rozmawiałaś z nim dzisiaj?
– Wczoraj – odparła Wendy niewyraźnie.
– I?
– Mówi, że się zastanawia. No więc próbuję dać mu spokój.
– Pewnie ma kryzys wieku średniego. W tym roku stuknie mu czterdziestka, prawda?
– Uhm – przytaknęła Wendy. – Zasrani faceci. Dlaczego im wolno mieć kryzys wieku średniego, a nam nie? Pewnego – dnia rzucę to wszystko w diabły i wyjadę w podróż duchową do Indii. Ciekawe, co on na to. Gdzie jesteś? Victory popatrzyła na potylicę szofera.
– Mam tę randkę. Z Lyne'em Bennettem – wyszeptała. – Jestem w jego aucie.
– Pewnie będzie ubaw – oświadczyła Wendy z goryczą. – Przynajmniej zapłaci za kolację. Ale pewnie łyka viagrc, żeby móc uprawiać seks.
– Myślisz? – zapytała Victory. Nie dotarła do tego etapu w myśleniu o Łynie.
– Wszyscy ci faceci łykają viagrc. Mają na tym punkcie obsesję. Zwłaszcza te hollywoodzkie typki – oświadczyła Wendy z niesmakiem. – Wiem, że Lyne Bennett mieszka w Nowym Jorku, ale naprawdę jest bardzo hollywoodzki. Jego najlepsi przyjaciele to gwiazdy filmowe. Zawsze siedzi na trybunach dla VIP-ow na meczach Lakersów. Co za dno.
– Koszykówka?
– Viagra – wyjaśniła Wendy. – Skoro nie staje ci bez wspomagania, to może natura usiłuje dać ci do zrozumienia, że nie powinieneś uprawiać seksu?
Victory parsknęła śmiechem. Pomyślała, że Wendy jednak przejmuje się Shane'em, niezależnie od tego, co twierdzi. Takie gorzkie opinie o mężczyznach do niej nie pasowały.
Rozłączyły się i Victory wyjrzała przez okno. Auto jechało przez Madison Avenue, mijając kosztowne, olbrzymie butiki projektantów w rodzaju Valentino. Skrzywiła się i pomyślała o sytuacji Wendy i Shane'a. Bała się o Wendy – bała się, co będzie, jeśli Shane odejdzie, ale jednocześnie niepokoiła się, jak będzie wyglądało życie jej przyjaciółki, jeśli jednak wróci.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyła przyjaciółkę z Shane'em, wiele lat temu na przyjęciu w Los Angeles, zapewne myślała o nim to samo co Wendy. Najpierw zdumiało ją, że Wendy ma męża. Wendy była bezpośrednia i chłopczykowata: nie robiła sobie makijażu, zwykle paradowała w dżinsach i wysokich butach, męskiej koszuli i granatowym blezerze. Victory była ciekawa, czy Wendy celowo maskuje swoją kobiecość, żeby traktowano ją poważnie w branży filmowej, ale przekonała się, że Wendy po prostu taka jest. Przez swoje ciepło i bezpośredniość przypominała Victory jej najlepsze koleżanki z dzieciństwa. Wendy wyrosła na kobietę, którą inne kobiety uważały za piękność, a mężczyźni ledwie zauważali. Przez pierwszy tydzień znajomości ani słowem nie zdradziła się z tym, że w jej życiu jest jakikolwiek facet.
Victory była zaszokowana, kiedy Wendy pojawiła się na kolacji z uroczym młodym człowiekiem. Shane miał rozczochraną grzywę włosów i okrągłą twarz cherubinka. Nie był zbyt wysoki, ale u mężczyzny o takim uroku to wcale nie przeszkadzało. Najpierw ta para wydała się jej niedopasowana. Shane zachowywał się jak chłopiec, który nie dojrzał do ożenku, a wyglądał jak mężczyzna, który nie potrzebuje żony. Victory natychmiast nabrała podejrzeń – zaczęła się zastanawiać, czy Shane nie jest przypadkiem ukrytym gejem albo czy nie wykorzystuje Wendy.
– Nie miałam pojęcia, że jesteś mężatką! – wykrzyknęła, patrząc na nich oboje ze zdumieniem.
– Jestem jej wielkim sekretem. – Shane spojrzał na Wendy z uwielbieniem. – Wypuszcza mnie tylko, kiedy ma dobry humor.
Wendy zaśmiała się z dumą, a Victory poczuła się jak idiotka. Głupio, że nie rozważyła trzeciej możliwości – że Shane zwyczajnie kocha Wendy. Niby dlaczego nie? Znały się dopiero od paru tygodni, a Victory sama się w niej prawie zakochała. To, że Shane był dość bystry, by dostrzec, jak cudowna jest Wendy, sprawiło, że Victory również zapragnęła go pokochać.
Jej uwielbienie nie trwało jednak długo. Jeśli pominęło się jego urodę, Shane przypominał tani posrebrzany talerz, który, raz zmatowiały, nigdy nie odzyska blasku. Był przymilny i podlizywał się słynnym kolegom i przyjaciołom Wendy z branży filmowej. Wendy harowała jak głupia, a Shane'a zajmowały rozliczne hobby: golf, jazda na nartach, nawet na desce. O swój wygląd dbał jak dziewczyna. Victory była u Wendy kilka razy, gdy Shane właśnie popisywał się nowymi ciuchami, które kupił w butiku Dolce Sc Gabbany albo u Ralpha Laurena czy Prądy, a kiedyś wyciągnął buty z aligatora, marki Cole Haan, za półtora tysiąca dolarów. Wendy tylko się roześmiała. Uważała, że to zabawne – śmieszyło ją, że Shane chodzi do miejskich spa, bierze masaże, robi sobie manikiur i pedikiur. Nawet kazał rozjaśnić końcówki swoich przeszczepionych włosów. I wstrzykiwał sobie botoks, w przeciwieństwie do Wendy (nie potrzebowała, na jej bardzo jasnej, nigdy nie opalanej skórze nie tworzyły się zmarszczki). Do tego gadał o liftingu oczu u bardzo słynnego hollywoodzkiego chirurga.