Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Posadziła Tylera na łóżku. Natychmiast zaczął skakać. Gdzie Shane? To on zwykle układał Tylera do snu, a potem przychodziła Wendy i całowała syna na dobranoc. Kiedy była w domu, naturalnie. Czasem tkwiła na planie, i choć nigdy by się do tego nikomu nie przyznała, no może z wyjątkiem Nico, Victory czy innej przyjaciółki, wcale nie tęskniła za rodziną, i cieszyła się ogromnie, że chwilowo jest samotną, samorealizującą się osobą bez żadnych rodzinnych zobowiązań doczepionych do niej niczym dodatkowe kończyny. Tyler zakrył uszy rękoma i wrzasnął.
– Właśnie tak się czuję, kolego. – Wendy złapała go za koszulę, a on wyciągnął rękę i ją uderzył. W twarz. Pięścią.
Wendy jęknęła i zaszokowana zrobiła krok do tyłu. Natychmiast pomyślała, że z pewnością nie chciał tego zrobić. Ale znowu się na nią zamachnął, wymachiwał chudymi rączkami. Nie mogła w to uwierzyć. Słyszała o małych chłopcach, którzy bili swoje matki (o starszych chłopcach również), ale nigdy nie sądziła, że jej własny syn zwróci się przeciwko niej, że jej sześciolatek potraktuje ją jakby była jakąś… sprzątaczką.
Chciało jej się płakać. Cierpiała. Czuła się zraniona. Miała to przed oczyma, tuż przed oczyma: miliony lat, podczas których mężczyźni pomiatali kobietami. I sądzili, że mają do tego prawo…
Nagle przepełnił ją koszmarny gniew. Nienawidziła małego skurwiela. Jej oddech był płytki, urywany. Złapała go za nadgarstki i przytrzymała je mocno.
– Nigdy więcej nie waż się uderzyć mamusi – powiedziała dobitnie. – Rozumiesz? Nigdy więcej nie uderzysz mamusi!
Wydawał się… zmieszany. Jakby tak naprawdę nie rozumiał, co zrobił źle. Pewnie faktycznie nie rozumiał, pomyślała Wendy i puściła jego przeguby.
– Do łóżka, Tyler. Już – powiedziała ostro.
– Ale… – zaczął protestować.
– Już! – wrzasnęła.
Pokornie położył się w ubraniu. Miała to gdzieś. Shane przebierze go później w piżamę albo Tyler będzie spał w ubraniu przez całą noc, od tego się nie umiera.
Wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Przez cały czas dygotała z wściekłości. Przystanęła i nakryła ręką usta. W jej oczach zebrały się łzy. Kochała syna, naprawdę. Oczywiście, że kochała wszystkie swoje dzieci. Ale możliwe, że była okropną matką. Tyler najwyraźniej jej nienawidził.
Nie potrafiła poradzić sobie z tymi emocjami. Na tym właśnie polegało wychowywanie dzieci: niekończące się, wieczne emocje, w większości niezbyt przyjemne.
Nagle dopadło ją potworne poczucie winy.
Ruszyła do salonu. Z wąskiego korytarza widziała Jenny Cadine na tle salonu. Aktorka wyglądała jak piękna dziewczyna na fotografii prezentującej modę. Kręcone włosy upięła niedbale z tylu, długie nogi wyciągnęła przed siebie. Przez chwilę Wendy jej nienawidziła. Nienawidziła jej za życie pełne wolności, za to, z czym Jenny nie musiała się borykać. Czy wiedziała, jakie ma szczęście?
Wendy skręciła do kuchni, otworzyła zamrażarkę i wyjęła z niej butelkę wódki.
Po co komu dzieci, zastanawiała się, nalewając sobie niewielki kieliszek. Wypiła go jednym haustem. Gdyby nie dzieci, pewnie nie byłaby do dzisiaj z Shane'em. Ale nie dlatego je urodziła. Zatrzasnęła drzwi zamrażarki. Lodówka ozdobiona była dziecięcymi rysunkami, podobnie jak lodówka w jej domu, którą zawsze zdobiły rysunki jej oraz trójki jej młodszego rodzeństwa. Miała dzieci po prostu dlatego, że to się wydawało najzupełniej naturalne – nigdy nawet nie kwestionowała takiej możliwości. Jako rówieśnica Magdy nie mogła się doczekać, aż będzie „dorosła" (gdy skończy dwadzieścia jeden lat), żeby móc rodzić dzieci (zapewne matka wmówiła jej, że w tym wieku kobieta może już mieć potomstwo) i z seksem też nie była w stanie poczekać. Zaczęła całować się z chłopakami w wieku trzynastu lat, a dziewictwo straciła jako szesnastolatka. Ogromnie się jej podobało. Dostała orgazmu w tej samej chwili, w której chłopak wetknął jej kutasa.
– Wszystko w porządku? – zawołała Jenny.
– Tak, dobrze – odparła Wendy. Zebrała się w sobie i ruszyła do salonu. Postanowiła dziś uprawiać z Shane'em seks. Porządny seks. Przez ostatnie miesiące Shane się rozleniwił, ale może po prostu był zbyt rozpieszczony. Pozwalał jej robić sobie dobrze, ale potem przetaczał się na drugi bok i zasypiał. To ją denerwowało, jednak nie chciała zbytnio go dręczyć. Po dwunastu latach małżeństwa człowiek rozumie, że pary przechodzą przez różne fazy…
Usłyszała zgrzytanie klucza w zamku i nagle wszystko wróciło na swoje miejsce.
Shane wszedł do salonu, jak zwykle emanując chłopięcym dobrym humorem. Wciąż miał lekką opaleniznę po ich krótkich bożonarodzeniowych wakacjach w Meksyku i zaróżowione z zimna policzki. W Shanie był coś uroczo męskiego, co sprawiało, że gdy wchodził, czuło się przypływ dobrej energii. Przestrzeń się rozrastała, loft był jakby większy…
– Cześć – powiedział, rzucając płaszcz na krzesło.
– Shane, skarbie. – Jenny poklepała miejsce obok siebie. – Właśnie o tobie mówiłyśmy.
– Naprawdę? – Zerknął na Wendy. Na moment ich spojrzenia się skrzyżowały. W jego wzroku była jakaś twardość, ale Wendy postanowiła to zignorować. Pewnie czuł się winny z powodu opuszczenia kolacji i oczekiwał bury. Postanowiła go przebić. Zignoruje to, że się spóźnił; nawet nie zapyta, gdzie był.
– Rozmawiałyśmy o tym, jaka z Wendy szczęściara, że ma ciebie – oświadczyła Jenny uwodzicielsko.
Shane zamarł.
– Jest jeszcze wino? – zapytał.
– Hektolitry – odparła Wendy. – Jeśli pamiętałeś, żeby je zamówić.
Nagle poczuła potrzebę zaznaczenia swojego autorytetu w tej sytuacji.
– Nie pamiętałem – oświadczył.
– To bez znaczenia.
Wendy czuła się trochę winna, wobec tego wstała i poszła do kuchni. Wyciągnęła kieliszek dla Shane'a, po czym nalała trochę wina i wręczyła kieliszek mężowi.
– Dzięki – powiedział. Popatrzył na nią lodowato, jakby była całkiem obca.
– Nasz film będzie hitem. – Jenny wychyliła się i dotknęła nogi Shane'a. – Wendy ci wspominała?
– Jasne, że będzie hitem. – Shane upił trochę wina. – Przecież ty w nim grasz.
Jenny wyszła czterdzieści pięć minut później. Shane odprowadził ją do auta. Kiedy wrócił, w mieszkaniu zrobiło się jakby chłodniej.
Nie patrząc na Wendy, wszedł do kuchni i nalał sobie kieliszek wódki.
– Co ty wyprawiasz? – zapytała Wendy. Chciała go dotknąć, wszystko naprawić, ale otoczył się murem. W końcu zrezygnowała. – Nie wiem, na czym polega twój problem, Shane – powiedziała. W końcu irytacja wzięła górę nad dobrymi chęciami. – Ale proponuję, żebyś go sobie przepracował.
Shane łyknął wódki i wbił spojrzenie w podłogę.
– Nie żartowałem, Wendy – oświadczył. – Chcę rozwodu.
Rozdział 4
Biedna Wendy, pomyślała Victory, jakiś milionowy raz w tym tygodniu.
Minęło około dziesięciu dni, odkąd Shane wywołał sensację swoim oświadczeniem i wyniósł się z loftu. Wendy zadzwoniła do niej o wpół do dwunastej w nocy, pijana i w szoku, a Victory zarzuciła płaszcz na piżamę i pojechała do przyjaciółki. Zachowanie Shane'a było całkowicie niewytłumaczalne, w mieszkaniu panował chaos. Magda, zamiast spać, żądała wyjaśnień, a mała Chloe, wyczuwając, że czegoś brakuje, domagała się piersi, choć już ponad rok wcześniej została od niej odstawiona. Wendy nie miała mleka, ale i tak pozwoliła małej ssać, w przekonaniu, że skoro dzięki temu dziecko poczuje się lepiej, to warto się poświęcić.