Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Co o niej myślisz? Poważnie. – Victory nienawidziła się za to, że okazuje niepewność w obecności księgowej.
– Uważam, że jest… inna – powiedziała Marcia niezobowiązująco. – Ale wiesz co? – Przełknęła następny listek gumy. – Długie spódnice nie są praktyczne. Zwłaszcza jeśli codziennie trzeba jeździć metrem.
Victory pokiwała głową. Poczuła się winna. Zawiodła wszystkich, usiłując stworzyć nową jakość, nawet lojalna Marcia była rozczarowana.
– Dzięki. – Wstała.
– Co zrobimy? – spytała Marcia.
– Coś się wymyśli – odparła Victory znacznie pewniej, niż się czuła. – Jak zawsze.
Ruszyła korytarzem do swojego gabinetu.
Jej miejsce pracy usytuowane było w nasłonecznionym kącie budynku, okna wychodziły na Siódmą Aleję. Wspaniałe światło rekompensowało hałas. Przestrzeń urządzono praktycznie, stało tu duże biurko stylizowane na siedemnastowieczny mebel i długi, wąski biblioteczny stół, na którym przygotowywała szkice. Jedną ścianę pokrywał korek, tam przypinała projekty w różnych stadiach rozwoju. Na środku pomieszczenia znajdowało się jedno jedyne ustępstwo na rzecz blichtru: cztery krzesła w stylu art deco z posiadłości w Palm Beach, obite białą skórą. Stały tuż przy ozdobnym stoliku z kutego żelaza i szkła. Blat był pełen czasopism i gazet, a na samej górze leżały dwie wielkie beżowe koperty, na których ktoś schludnie wypisał jej nazwisko srebrnym flamastrem.
Jęknęła, usiadła na jednym z krzeseł i rozdarła kopertę leżącą na samym wierzchu.
W środku znalazła kilka rysunków na grubym białym papierze szkicowym. Zerknęła na nie pośpiesznie, po czym odłożyła je na stosik, odchyliła się i przycisnęła powieki palcami. Tak jak się tego spodziewała, szkice panny Matsudy były do bani.
Oderwała ręce od twarzy i popatrzyła na drugą kopertę. Srebrne pismo nagle wydało się jej złowieszcze. Odwróciła kopertę, żeby nie patrzeć na litery, i ją otworzyła.
Były jeszcze gorsze niż w pierwszej! Przez większość życia Victory patrzyła na rysunki, analizowała je, usiłując zrozumieć, co jest nie tak i w jaki sposób, nieznacznie zmieniając proporcje, zrobić coś lepszego i miłego dla oka. Już po paru sekundach zorientowała się, że szkice panny Matsudy to katastrofa.
Położyła rysunki na stercie i wstała. Trzęsła się z gniewu. To była zniewaga. Dziewczyna nie miała za grosz talentu i próbując kopiować styl Victory, wykorzystała jej charakterystyczne detale i zmieniła je w parodię. Dość. Panna Matsuda podjęła za nią decyzję. Lata temu Nico powiedziała coś, co głęboko zapadło Victory w pamięć. Teraz, patrząc na rysunki panny Matsudy, przypomniała sobie słowa przyjaciółki: „W interesach należy pamiętać o jednym. Musisz obudzić się rano i być w stanie spojrzeć sobie w twarz w lustrze. Naturalnie, sztuczka polega na tym, żeby rozumieć, co możesz i czego nie możesz tolerować w swoim zachowaniu". Po prostu nie byłaby w stanie patrzeć na siebie w lustrze ze świadomością, że te projekty mają na sobie jej metkę.
Tak jakby mogła zaprojektować coś tak paskudnego.
Postanowiła nagadać panu Ikito. Dość dręczenia. Mógł się okazać pomocny i zaryzykować z wiosenną kolekcją albo mieć puste butiki Victory Ford…
Popatrzyła na zegarek. W Tokio była teraz pierwsza w nocy, zbyt późno na telefon. Zresztą pan Ikito nie był jej jedynym problemem. Domy towarowe – podstawa bytu Victory w ostatnich dwunastu latach – też zdawały się obracać przeciwko niej.
Przez chwilę wyobrażała sobie, jak dzwoni do wszystkich znanych sobie ludzi w branży i na nich wrzeszczy, ale wściekłość chyba nie odnosi pożądanego skutku, kiedy jest się kobietą. Gdyby zdradziła, jaka jest zraniona, zła i przygnębiona beznadziejnym przyjęciem zgotowanym jej na ostatnim pokazie, nazwaliby ją zgorzkniałą i wypaloną. Jedynie frajerzy narzekają na pecha, zwalając winę za swoje porażki na wszystkich, tylko nie na rzeczywistego winowajcę – siebie.
Podeszła do korkowej ściany i przyjrzała się oryginalnym rysunkom do wiosennej kolekcji. Mimo opinii krytyków nadal uważała, że są piękne: śmiałe, oryginalne i nowe. Dlaczego reszta świata nie potrafiła tego dostrzec?
– Posłuchaj, Vic – powiedziała Wendy podczas lunchu. – Miliony razy widziałam, jak to spotyka reżyserów, aktorów i scenarzystów. Kiedy już odniesiesz sukces, świat chce cię zaszufladkować i przylepić ci etykietkę. Próbujesz robić coś innego i nagle stajesz się zagrożeniem. Krytycy instynktownie pragną cię zabić. A ponieważ nie mogą cię zamordować, robią coś, co jest temu bliskie – próbują zabić w tobie ducha. Łatwo jest radzić sobie z sukcesem – ciągnęła Wendy, przeżuwając listek sałaty. – Prawdziwym sprawdzianem jest pogodzenie się z porażką.
Victory już wcześniej doświadczyła porażek, ale wtedy nie miały one znaczenia. Nikt nie miał wobec niej wygórowanych oczekiwań ani jej niepowodzenia nie były do tego stopnia nagłaśniane.
– Mam wrażenie, że wszyscy śmieją się ze mnie za moimi plecami.
– Wiem. – Wendy pokiwała głową. – To koszmar. Ale musisz pamiętać, że tak nie jest. Większość ludzi jest zbyt zajęta sobą, żeby zwracać na to uwagę…
– Hej! – Do pokoju weszła Zoe, asystentka Victory. – Dzwoni Sandy Berman z Neimana Marcusa. Clare mówiła, że przyszłaś, ale nie mogłam cię znaleźć.
– Byłam u March – wyjaśniła Victory.
– Powiedzieć, że cię nie ma? – Zoe wyczuła jej wahanie.
– Nie, odbiorę.
Usiadła za biurkiem. To miała być nieprzyjemna rozmowa, trudna zarówno dla Sandy, jak i dla samej Victory. Robiły interesy od ponad dziesięciu lat i często powtarzały, że wspólnie dorosły w tym biznesie. Zebrała siły i podniosła słuchawkę.
– Sandy! Cześć! – wykrzyknęła, jak gdyby nigdy nic.
– Musisz być wykończona – powiedziała Sandy uprzejmie.
– Podróżowałaś, prawda?
– Japonia, Dallas, Los Angeles, jak zwykle. – Victory wzruszyła ramionami. – Ale wszystko w porządku! A jak ty się miewasz?
– Już lepiej, skoro się skończył Tydzień Mody.
Zachichotały znacząco i zapadła cisza. Victory kusiło, żeby ją zapełnić, ale postanowiła, że to Sandy musi odwalić brudną robotę.
– Wiesz, że cię kochamy – zaczęła Sandy.
Victory w milczeniu skinęła głową. Strach chwycił ją za gardło.
– Wiosenna kolekcja bardzo przypadła mi do gustu. To moje osobiste zdanie – ciągnęła Sandy. – Ale uważamy, że nie sprzeda się tak dobrze jak twoje inne kolekcje.
– Poważnie? – Victory udała zdumienie. – Słowo daję, Sandy, moim zdaniem to najlepsza kolekcja, jaką kiedykolwiek przygotowałam. – Zmarszczyła brwi. Nie znosiła reklamować się ludziom z domów towarowych. To było takie tandetne. Ale nie mogła się na nich wypiąć. – Jest nieco inna…
– Nie twierdzę, że nie jest piękna – przerwała jej Sandy. – Ale zastanawiamy się, kto miałby ją nosić. Gdyby to zależało ode mnie, nie byłoby żadnego problemu. Jednak klienci Neimana są bardziej konserwatywni, niż myślisz.
– Rozumiem, że się boją – powiedziała Victory ze współczuciem. – Ale ludzie zawsze obawiają się nowości. Naprawdę uważam, że powinniście dać tej kolekcji szansę. Możecie się przyjemnie zdziwić.
– Wiem, jaka jesteś utalentowana, to nie ulega wątpliwości – oświadczyła Sandy uspokajająco. – Dobra wiadomość jest taka, że weźmiemy dziesięć sztuk.
– To niezbyt wiele, jak na trzydzieści sześć.
– No tak, to nie jest zwyczajowe zamówienie – zgodziła się Sandy. – Ale ta kolekcja nie sprzeda się łatwo. Szczerze mówiąc, Vic, musiałam walczyć nawet o te dziesięć.
Gula wędrowała boleśnie przez przełyk Victory i osiadła gdzieś na wysokości obojczyków.