Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Bardzo doceniam twoje starania, Sandy – powiedziała Victory dzielnie.
– Posłuchaj, Vic, już od dawna owocnie współpracujesz z Neimanem i to na pewno nie koniec. Nie możemy się doczekać kolekcji jesiennej. – Sandy najwyraźniej ulżyło po dostarczeniu złych wieści.
Jeśli jesienią nadal będę w branży, pomyślała Victory ponuro i odłożyła słuchawkę.
Przez chwilę siedziała nieruchomo, usiłując przetrawić słowa Sandy. Przekaz był całkiem jasny: lepiej, żeby wróciła do tego, co robiła wcześniej, co było bezpieczne, albo już po niej.
– Ale ja nie chcę – powiedziała głośno.
– Dzwoni jakaś babka. – Zoe wsadziła głowę za drzwi. Victory popatrzyła na nią ze znużeniem.
– Jakaś Ellen. Z biura jakiejś kobiety. Chyba Lynn?
– Chodzi o Lyne'a Bennetta? – zapytała Victory.
– Możliwe.
– Dzięki – szorstko odparła Victory. Zwykle jej nie przeszkadzało, że Zoe myli imiona. Pomyślała, że to jej wina, bo zachowywała się swobodnie i sympatycznie, więc jej asystentki nieszczególnie się przykładały do pracy.
– To ten stary miliarder? – zapytała Zoe z niesmakiem na twarzy.
Victory westchnęła i pokiwała głową. Młodej kobiecie, takiej jak Zoe, Lyne Bennett musiał się wydawać zgrzybiałym dziadem. Nagle zapragnęła, żeby Ellen odwołała randkę, a jeśli nie, to Victory zamierzała sama to zrobić. Nie mogła się umawiać z mężczyzną pokroju Lyne'a Bennetta, kiedy rozpadało się jej całe życie. A zresztą, nawet gdyby była na topie, to po co? Strata czasu, a Lyne Bennett zapewne okazałby się potwornym nudziarzem…
– Witam, Ellen – powiedziała do słuchawki.
– Rozmawiałam z Lyne'em, i powiedział, że wernisaż w Whitney bardzo mu odpowiada – oświadczyła Ellen. – Zadzwonię do pani jeszcze dwa dni wcześniej, żeby potwierdzić.
– Dobrze. – Victory była zbyt słaba na protesty. Odłożyła słuchawkę. Wiedziała, że popełnia błąd. Jeszcze nawet nie była na randce, a już nie miała wątpliwości, że Lyne Bennett jest upierdliwcem. Czy jego asystentka nie ma nic lepszego do roboty niż układanie mu życia towarzyskiego?
Ale tak właśnie postępowali samotni bogacze. Zamieniali podwładne w substytuty żon.
Wstała i podeszła do długiego stołu, przy którym sporządzała szkice. Po prawej stronie, w schludnym stosiku, leżały te, które przygotowała do kolekcji jesiennej. Podniosła jeden z nich i spojrzała na niego krytycznie.
Linie zamazywały się jej przed oczyma, i wpadła w panikę. Nie wiedziała, czy szkic jest dobry, czy wręcz przeciwnie. Odłożyła go i wzięła inny, jeden z ulubionych. Wpatrywała się w niego, kręcąc głową. Nie wiedziała. Po prostu już nie wiedziała. To się nigdy dotąd nie zdarzyło. Niezależnie od sytuacji, zawsze mogła polegać na swoim smaku i wyczuciu. Jeśli ją teraz zawiodły, było już po niej.
– Vic?
Podskoczyła. Zoe znów była w gabinecie.
– To jeszcze raz ta kobieta. Z biura Lynn?
Chryste Panie, pomyślała Victory. Ze złością podeszła do aparatu i podniosła słuchawkę.
– Tak, Ellen? – odezwała się surowo.
– Przepraszam, że przeszkadzam – powiedziała Ellen. – Ale właśnie rozmawiałam z Lyne'em, i chciał wiedzieć, czy Cipriani nadaje się na kolację po wizycie w muzeum.
– Nie wiedziałam, że idziemy na kolację – zauważyła Victory.
Ellen zniżyła głos do szeptu.
– Zwykle nie chodzi na kolacje na pierwszej randce. Najwyraźniej jest bardzo zainteresowany.
– Tak? – Victory pomyślała z goryczą, że jeśli faktycznie się nią interesuje, to jest w mniejszości. Pewnie nie czytywał gazet o modzie.
– Jeśli pani nie da rady, nie ma sprawy – oświadczyła Ellen. – Powiem, że ma pani inne plany.
Victory zastanawiała się nad tym przez chwilę. Pewnie nie zaszkodziłoby jej, gdyby akurat teraz pokazała się z Lyne'em Bennettem. Przynajmniej ludzie mieliby o czym gadać i może odwróciłoby to ich uwagę od fiaska jej kolekcji. Nienawidziła kalkulacji w sprawach sercowych, ale czasem człowiek chwytał się wszystkiego, żeby tylko radzić sobie w interesach. Poza tym przecież nie musiała iść z tym facetem do łóżka.
– Proszę powtórzyć Lyne'owi, że z przyjemnością zjem z nim kolację – powiedziała.
– Chcę tylko miłości. – Jenny Cadine westchnęła dramatycznie.
– I jeszcze Oscara – dodała Wendy porozumiewawczo.
Wendy i Jenny siedziały na sofach w otwartym salonie w lofcie, popijały białe wino i paliły. Jenny była taka sama jak większość gwiazd filmowych: publicznie utrzymywała, że nie pije i nie pali, ale przy każdej nadarzającej się okazji robiła jedno i drugie, tyle że w sekrecie. Wendy podejrzewała, że Jenny od czasu do czasu popala także trawę, ale nie jej to było oceniać – zarówno ona, jak i Shane też popalali, parę razy w roku. Zmarszczyła brwi i spojrzała na zegarek. Gdzie był Shane? Minęło wpół do dziesiątej. Gdzie się podział, do cholery?
– Jeśli ty nie możesz znaleźć miłości, to nie wiem, kto może. – Wendy upiła łyk wina. Powiedziała to tylko po to, żeby pocieszyć Jenny. Uważano ją za jedną z najpiękniejszych kobiet świata, ale od ponad trzech lat nie miała faceta, co nieszczególnie dziwiło Wendy. Niełatwo jest chodzić z gwiazdą filmową. Trzeba być wyjątkową (i nienormalną, zdaniem Wendy) osobą, żeby lubić tropienie przez paparazzich, a do tego gwiazdy filmowe nieustannie podróżowały. Plan był jak mała rodzina, z jej własnymi intrygami i dramatami. W życiu gwiazdy filmowej nie było miejsca dla małżonka i większość mężczyzn dość szybko to pojmowała.
– Szczęściaro, masz Shane'a – powiedziała Jenny.
– Tak. No cóż… – zaczęła Wendy. Shane nie wrócił do domu na kolację, co było zupełnie do niego niepodobne, i wyłączył komórkę. Zaczynała się denerwować. Zostawiła mu dwie wiadomości, ale nie chciała się narzucać, bo jeśli był poważnie wkurzony czy coś, tylko pogorszyłaby sytuację. Shane wciąż czasem zachowywał się niczym dwudziestopięciolatek, który potrzebuje „przestrzeni".
Tyler wpadł do salonu, rycząc jak pociąg towarowy.
– Nudzę się – oznajmił.
– Powinieneś leżeć w łóżku, kolego – powiedziała Wendy z lekką przyganą w głosie. – Już wpół do dziesiątej.
– Nie – odparł.
– Tak – oświadczyła stanowczo.
– Nie! – wrzasnął.
– Wszedł w trudny wiek. Magda jako sześciolatka była rozkoszna. Wendy złapała syna za ramię i przyciągnęła go do siebie, patrząc mu w oczy.
– Zachowujesz się jak palant. Chyba nie chcesz, żeby Jenny uważała cię za palanta, co?
– O, nie przeszkadza mi to – oświadczyła Jenny beztrosko.
– Idziesz do łóżka? – spytała Wendy. Wyrwał się jej.
– Nieeeeee! – odparł drwiąco, biegając za sofą.
– Przepraszam. – Wendy popatrzyła na Jenny i wstała. Teraz, kiedy kazała Tylerowi iść do łóżka, musiała tego dopilnować.
Gdzie do cholery był Shane?
– Nie zwracaj na mnie uwagi. – Jenny wlała ostatnie krople wina do kieliszka. Chwyciła pustą butelkę. – Otworzę następną.
Wendy skinęła głową i pobiegła za Tylerem. Jęknęła w duchu. W innych okolicznościach nie miałaby nic przeciwko temu, że Jenny jeszcze posiedzi, tyle że w innych okolicznościach Shane nie znikał. O Boże. Czyżby brał potajemnie narkotyki?
Dopadła Tylera od tyłu, i zaniosła wrzeszczącego i kopiącego chłopca do pokoju.
Wszystkie pokoje dziecięce wyglądały jak prowizoryczne klitki o ścianach z płyty gipsowo-kartonowej. Wendy chciała prawdziwego mieszkania z prawdziwymi ścianami, ale Shane uparł się mieszkać w lofcie, bo to było bardzo „trendy". Co jakiś czas wspominali o remoncie albo przeprowadzce, ale Wendy nie miała czasu, a oczy Shane'a robiły się szkliste na każdą wzmiankę o przedsiębiorcach budowlanych albo agentach nieruchomości. No i tak żyli z dnia na dzień, i z dnia na dzień loft wyglądał coraz gorzej.