Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-083-3
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:
— Nawet nie pomyślałam, że w ten sposób można zmienić tor lotu. Po prostu nie mieściło mi się w głowie, że można się bronić niszcząc własną broń… Nosiłam ten klucz jak zwyczajny breloczek czy medalion. Jak zdołałeś sobie o nim przypomnieć?
— Pomyślałem o nim pewnie dlatego, że przez ostatnie dni myślałem prawie wyłącznie o rzeczach nie mieszczących się w głowie — powiedziałem. — Poza tym już raz popełniłem ten błąd, że poddałem nieuszkodzony gwiazdolot Orlanowi.
— Na szczęście mogliśmy się wówczas ograniczyć do rozregulowania mózgu pokładowego.
— Co teraz za nas zrobili wrogowie! — zauważyłem z goryczą.
W tym czasie było już jasne, że nasz MUK nie da się szybko naprawić, chociaż również nie miał żadnych widocznych uszkodzeń, jak i unieruchomiony niedawno MUK „Tarana”. Tamten jednak jakoś funkcjonował, myląc przyczyny ze skutkami, nasz natomiast po prostu nie działał.
Udało się jednak doprowadzić do porządku urządzenia sterowania ręcznego. Statek mógł się zatem poruszać, ale ruchem prymitywnym i powolnym. Osiągał jedynie taką prędkość, na jaką pozwalał ślimaczy w porównaniu z maszynowym refleks sterujących nim żywych nawigatorów…
Do rejsów galaktycznych taki statek już się nie nadawał.
Nagle ożyły odbiorniki:
— …wzywa „Strzelca”! „Koziorożec” wzywa „Strzelca”! Odbiór!
Nawiązaliśmy normalną łączność stereowizyjną i wtedy Oleg poprosił Olgę i mnie o przybycie na pokład flagowca. Powiedział też, o czym już sami wiedzieliśmy, że zagładzie uległo trzy czwarte eskadry: „Cielec” i większość transportowców, z których zostały tylko dwa. Mózgi pokładowe „Koziorożca” i „Węża” również przestały działać, a mechanicy wątpili, aby udało się szybko je uruchomić.
Gdy przybyliśmy planetolotem na „Koziorożca”, Mary rzuciła mi się z łkaniem na pierś. Opłakiwała mnie tak, jakbym zginął. Otarłem jej łzy i powiedziałem:
— Przypatrz mi się dobrze! Jestem żywy, zdrowy i długo jeszcze zamierzam takim zostać!
— Zemdlałam z przerażenia, kiedy zobaczyłam, dokąd pędzi „Strzelec”! — Wpatrywała się we mnie niedowierzającym wzrokiem. — Byliście już tak blisko epicentrum eksplozji!…
Dopiero teraz uświadomiłem sobie, co musieli przeżywać nasi przyjaciele z „Węża” i „Koziorożca”. Bałem się o nich, ale oni mieli jeszcze większe podstawy, aby lękać się o nas.
Romero powiedział gorzko, tym szczególnym tonem, którego używał zawsze, kiedy uciekał się do przykładów z historii:
— Rzuciliśmy „Cielca” na pożarcie, drogi admirale. Musimy spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że wrogowie są potężniejsi od nas.
— Nie wiem czy potężniejsi — odparłem — ale z pewnością sprytniejsi.
A przygnębionemu Olegowi powiedziałem:
— Przeszłości nie da się odwrócić, myślmy zatem o przyszłości. Zadam ci teraz pewne pytanie. Od twojej odpowiedzi zależy bardzo wiele, dobrze się więc nad nią zastanów. Wasz MUK zacinał się dwukrotnie, prawda? Najpierw odmówił posłuszeństwa, potem pracował przez parę sekund normalnie i znów, tym razem już ostatecznie stanął?
— Było dokładnie tak, jak mówisz, Eli — powiedział ze zdziwieniem. — Jakie wnioski stąd wyciągasz?
— Niezwykle ważne — zapewniłem go i zażądałem zwołania poufnej narady wąskiej grupy kierownictwa wyprawy.
Potem poszedłem do konserwatora; gdzie w przezroczystym sarkofagu leżał Lusin, taki zwyczajny, taki niemal żywy, że nie mogłem patrzeć na niego w milczeniu. Powiedziałem więc:
— Wiesz przyjacielu, że nigdy nie byłem mściwy. Nie chciałem nawet mścić się za śmierć syna poległego na Trzeciej Planecie. Ale za ciebie się zemszczę. Zemszczę się za ciebie, za Petriego, za wszystkich członków załogi „Cielca”, za Allana i Leonida. I za Aranów, potężny niegdyś naród, a obecnie ciemne, zabobonne plemię. Zemszczę się za ofiary perfidnej podłości. Wrogowie nie zostawili nam innego wyjścia!
Rozmawiałem z nim tak szczerze, jak nie rozmawiałem nigdy nawet z Mary, i wyszedłem z konserwatora jeśli nie uspokojony, to przynajmniej pogodzony z koniecznością działania wbrew przekonaniu, wbrew zasadom, które przez całe życie wyznawałem.
Zażądałem, aby poufną naradę zwołano w dobrze odizolowanym od reszty statku pomieszczeniu. Oleg uznał, że najodpowiedniejsza będzie dawna stajnia pegazów, gdyż w innych ekranowanych kabinach Włóczęga, który naturalnie miał w naradzie uczestniczyć, po prostu by się nie zmieścił. Kiedy tam przyszedłem, wszyscy już na mnie czekali. Kamagin i Osima zameldowali, co działo się na „Wężu” i „Koziorożcu”, Olga zrelacjonowała wydarzenia na pokładzie „Strzelca”. Na wszystkich gwiazdolotach nieznane pole odcięło mózgi pokładowe od mechanizmów wykonawczych, przy czym na „Koziorożcu” odbyło się to w dwóch fazach. Na „Strzelcu” i „Koziorożcu” udało się szybko uruchomić ręczne sterowanie, a na „Wężu” urządzenia te nie zostały w ogóle zablokowane. Wszystkie statki przed naprawieniem MUK niezdolne były do kontynuowania zamierzonego rejsu ani do powrotu. „Strzelec” ucierpiał tak mocno, że mógł być wykorzystany jedynie jako statek transportowy. W ten sposób z ogromnej eskadry zostały nam dwa niezbyt sprawne gwiazdoloty załogowe i trzy transporkowce.
— Eli, narada została zwołana na twoje żądanie zwrócił się do mnie Oleg. — Obiecałeś złożyć ważne oświadczenie. Zatem słuchamy.
Zacząłem od pytania zadanego smokowi.
— Włóczęgo, czy mózg biologiczny, powiedzmy równie potężny jak twój, może wpływać na MUK nie przez wydawanie mu zewnętrznych poleceń, jak my to robimy, lecz przez równoległe dublowanie pracy wszystkich jego obwodów?
Smok patrzył na mnie z niezwykłą u niego powagą. Pytanie było zbyt ważne, aby dało skwitować się jakimś żarcikiem.
— Zbyt wiele żądasz od zwykłego mózgu, Eli. MUK liczy z szybkością kilku miliardów operacji na sekundę, a mózg biologiczny nie jest do tego zdolny. Poza tym działa na innej zasadzie logicznej, nie jest czysto analityczny, lecz raczej intuicyjny. Nie atomizuje sytuacji, ale ogarnia ją całościowo… Przynajmniej ja tak pracowałem na Trzeciej Planecie.
— A zatem twoim zdaniem mózg biologiczny nie jest zdolny do takiego działania. Skoro jednak potrafiliśmy zbudować MUK, to możliwe są również konstrukcje o wiele doskonalsze. I jeśli ta superpotężna maszyna myśląca znalazłaby się w naszej eskadrze i, działając z nim unisono, zapragnęła brutalnie wyłączyć MUK, to przyczyny awarii przestałyby być zagadką, nieprawdaż?
Włóczęga nie odpowiedział, a Oleg wykrzyknął z niedowierzaniem w głosie:
— Ale najpierw trzeba dowieść, że ów potężny wrogi mózg istotnie znajduje się na jednym ze statków. — Ten mózg znajduje się na „Koziorożcu”.
— Wymień jego imię! — krzyknął Ellon.
Nie lubił wydłużać szyi, ale teraz jego głowa wystrzeliła niemal pod sufit. Był pewien, że to jego mam na myśli.
— Uspokój się, Ellonie — powiedziałem sucho. Gdyby to o ciebie mi chodziło, z pewnością nie zostałbyś zaproszony na naradę. Tajny agent wroga nosi imię Oan.
Podniósł się gwar. Wszyscy zaczęli mówić na raz. Oleg raz jeszcze zażądał dowodów. Poprosiłem o zadawanie mi pytań, na które mam odpowiedzieć. Pytań jednak nie było, były wątpliwości. Kamagin powiedział, że hipotetyczny wrogi mózg musiałby działać z równą co najmniej szybkością co MUK, a struktury biologiczne, jak to przed chwilą dowiedziono, nie są do tego zdolne. A zatem należy z kolei dowieść, że Oan nie jest istotą żywą, tylko zakamuflowaną maszyną. Osima dodał, że MUK zużywa niemało specyficznej energii wyspecjalizowanych pól, a skąd Oan miałby potajemnie otrzymywać taką energię? Olga z kolei zauważyła, że agent zakłócający pracę mózgu pokładowego musiałby przekazywać swoje rozkazy na inne statki za pomocą jakichś pól, ale obecności takich pól w przestrzeni nie zarejestrowano. Wreszcie Orlan przypomniał, że szpieg musiałby rozszyfrowywać zamysły astronautów nie będąc obecnym przy ich rozmowach, musiałby odczytywać zdalnie i potajemnie ich myśli. Nawet Demiurgowie tego nie potrafią, a w Imperium Niszczycieli technika podsłuchu stała przecież na niezłym poziomie!