Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 79
Перейти на страницу:

RACZEJ NIE.

— Kapral… Prać Tylko Ręcznie?

CHYBA TEŻ NIE.

— Kapral… Bawełna?

ISTNIEJE TAKA MOŻLIWOŚĆ.

— Dobrze. No cóż, witamy w… tej…

KLATCHIAŃSKIEJ LEGII CUDZOZIEMSKIEJ…

— Tak. Żołd trzy dolary tygodniowo i tyle piasku, ile zdołasz zjeść. Mam nadzieję, że lubisz piasek.

WIDZĘ, ŻE O PIASKU PAMIĘTASZ.

— Możesz mi wierzyć, o piasku nie da się zapomnieć — odparł z goryczą kapral.

JA NIGDY NIE ZAPOMINAM.

— Mówiłeś że jak się nazywasz? Przybysz milczał.

— To zresztą bez znaczenia — zapewnił kapral Bawełna. — W…

KLATCHIAŃSKIEJ LEGII CUDZOZIEMSKIEJ?

— …właśnie… damy ci nowe imię. Zaczniesz wszystko od początku. Przywołał innego żołnierza.

— Legionista…

— Legionista… ehm… uch… eee… Rozmiar 15, sir.

— Dobrze. Odprowadźcie tego… człowieka i niech pobierze… — Z irytacją pstryknął palcami. — No wiecie… ubranie, wszyscy takie noszą… piaskowy kolor…

MUNDUR?

Kapral zamrugał. Z jakiejś niezrozumiałej przyczyny słowo „kości” przeciskało się z trudem do płynnej, ruchomej masy, jaką tworzyła jego świadomość.

— Tak jest — przyznał. — Zaciągacie się na dwadzieścia lat służby. Mam nadzieję, że okażecie się prawdziwym mężczyzną.

JUŻ MI SIĘ TO PODOBA, zapewnił Śmierć.

* * *

— Mam nadzieję, że nie złamię prawa, wchodząc do lokalu z wyszynkiem — powiedziała Susan, kiedy na horyzoncie znów pojawiło się Ankh-Morpork.

PIP.

Miasto raz jeszcze przesuwało się w dole. Tam gdzie były szersze ulice i place, mogła rozróżnić pojedyncze ludzkie figurki. Ha, pomyślała… Gdyby tylko wiedzieli, że jestem tutaj, w górze… I mimo wszystko nie mogła pohamować uczucia wyższości. Wszystko to, o czym myśleli ci ludzie w dole, to rzeczy, no… przyziemne. Rzeczy zwyczajne. Miała wrażenie, że patrzy z góry na biegające mrówki.

Zawsze wiedziała, że jest inna niż wszyscy. O wiele bardziej świadoma świata, podczas gdy wyraźnie widziała, że większość ludzi kroczy przez życie z zamkniętymi oczami i umysłami ustawionymi na niskim poziomie aktywności. Gdy dowiedziała się, że naprawdę jest inna, sprawiło jej to satysfakcję. Teraz uczucie to otulało ją niby płaszcz.

Pimpuś wylądował na brudnym pomoście. Z jednej strony na drewnianych słupach mlaskała rzeka.

Susan zeskoczyła z grzbietu, wyjęła kosę i weszła Pod Załatany Bęben.

Właśnie trwała awantura. Bywalcy Załatanego Bębna byli niezwykle demokratyczni w swym stosunku do agresji. Lubili, kiedy każdemu się dostało. Więc chociaż publiczność reprezentowała zgodną opinię, że trio na scenie to fatalni muzycy, a zatem odpowiednie cele, wybuchały też inne bójki — ponieważ ludzi trafiały źle wymierzone pociski albo przez cały dzień z nikim się nie bili, albo po prostu próbowali dotrzeć do drzwi.

Susan bez trudu wypatrzyła Impa y Celyna z przodu sceny. Jego twarz przypominała maskę zgrozy. Z tyłu stał troll, za którym próbował się chować krasnolud.

Zerknęła na klepsydrę. Jeszcze tylko kilka sekund…

Był właściwie całkiem przystojny, taki smagły i kędzierzawy. Trochę elfi z wyglądu.

I znajomy.

Przykro jej było z powodu Volfa, ale on przynajmniej był na polu bitwy. Imp stał na scenie. Człowiek nie spodziewa się, że zginie na scenie.

Stoję tak z kosą i klepsydrą, czekając, aż ktoś umrze. On nie jest dużo starszy ode mnie, a ja nie powinnam nic robić w tej sprawie. Jestem pewna, że już go gdzieś widziałam… wcześniej…

Nikt tak naprawdę nie próbował zabijać muzyków Pod Bębnem. Topory i bełty z kusz fruwały w dobrodusznym, swobodnym stylu. Nikt dokładnie nie celował, nawet gdyby był w stanie. Bardziej zabawne było patrzeć, jak inni się uchylają.

Potężny rudobrody mężczyzna uśmiechnął się do Liasa i odczepił od bandoliery nieduży toporek do rzutów. W trolle można było rzucać bez oporów. Topory zwykle się odbijały.

Susan widziała teraz wszystko wyraźnie. Toporek rzeczywiście się odbije i trafi Impa. Niczyja wina właściwie. Gorsze rzeczy trafiają się na morzu. Gorsze rzeczy trafiają się w Ankh-Morpork przez cały czas, często bez przerwy.

Ten człowiek nawet nie chce go zabić. To bezsensowne. Nie tak powinny się dziać takie sprawy. Ktoś powinien coś z tym zrobić.

Wyciągnęła rękę, żeby złapać trzonek toporka.

PIP!

— Zamknij się!

Nagle się rozległo głośne: Uaaauum.

Imp stał jak dyskobol, a dźwięk wibrował w gwarnej gospodzie. Dźwięczał niby żelazny pręt upuszczony nocą w bibliotece. Echa odbijały się od kątów sali, a każde niosło własny ładunek harmonicznych akordów.

To była eksplozja dźwięku — w podobny sposób eksploduje rakieta w Noc Strzeżenia Wiedźm, kiedy to każda spadająca iskra wybucha ponownie…

Palce Impa pieściły struny gitary, wydobywając kolejne trzy akordy. Miotacz toporów opuścił toporek.

Ta muzyka nie tylko wyrwała się na wolność, ale jeszcze po drodze obrabowała bank. Muzyka z podwiniętymi rękawami i rozpiętym górnym guzikiem, która unosiła kapelusz i zmuszała do słuchania.

Ta muzyka docierała do nóg wprost przez miednicę, w ogóle nie składając wizyty mózgowi.

Troll ścisnął młotki, popatrzył tępo na swoje kamienie i zaczął wybijać rytm.

Krasnolud nabrał tchu i wydobył z rogu wibrującą nutę.

Słuchacze bębnili palcami po blatach. Orangutan siedział z szerokim, błogim uśmiechem na twarzy, jak gdyby połknął banana w poprzek.

Susan spojrzała na klepsydrę podpisaną „Imp y Celyn”. W górnej części nie zostało już nawet ziarnko piasku — za to migotało tam coś niebieskiego.

Poczuła maleńkie ostre pazurki wdrapujące się jej po plecach i wreszcie chwytające za ramię.

Śmierć Szczurów zajrzał w szklaną bańkę.

PIP, powiedział cicho.

Susan wciąż nie radziła sobie ze szczurzym, ale potrafiła rozpoznać „O rany”.

Palce Impa tańczyły po strunach, ale dźwięk, jaki wydobywały, nie miał nic wspólnego z głosem harfy czy lutni. Gitara płakała jak anioł, który właśnie odkrył, dlaczego stał po niewłaściwej stronie. Iskry migotały na strunach.

Imp miał zamknięte oczy; trzymał gitarę przyciśniętą do piersi, jak żołnierz w porcie swoją włócznę. Trudno powiedzieć, kto tu na kim grał.

A muzyka wciąż się wylewała.

Włosy bibliotekarza stały dęba na całym ciele. Czubki iskrzyły.

Muzyka budziła chęć, by kopniakami rozbić ściany i wspiąć się do nieba po ognistych stopniach. Chęć, by wyrwać wszystkie przełączniki, wyszarpać wszystkie dźwignie i wetknąć palce do gniazdka elektrycznego wszechświata, żeby zobaczyć, co się stanie. Chęć, by całą swoją sypialnię wymalować na czarno, a ściany okleić plakatami.

Rozmaite mięśnie w ciele bibliotekarza drgały do rytmu, gdy muzyka uziemiała się poprzez niego.

W kącie tawerny stała niewielka grupka magów. Z otwartymi ustami obserwowali występ.

A rytm krążył wciąż dalej, z trzaskiem przeskakiwał z umysłu do umysłu, pstrykał palcami i wykrzywiał wargi.

Muzyka na żywo. Muzyka z wykrokiem, dzika, na swobodzie…

* * *

Nareszcie wolna! Przeskakiwała z głowy do głowy, trzeszczała, spływając przez uszy w stronę tyłomózgowia. Niektórzy byli bardziej podatni od innych… byli bliżej rytmu…

* * *

Minęła godzina.

Bibliotekarz szedł przez nocną mżawkę, podpierając się rękami, a czasem wspinając na mury. Głowa pękała mu od muzyki.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)