Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 135
Перейти на страницу:

Kuter sunął w dół. Poczułem, jak wbija mi powietrze w płuca; grawikompensator nie miał zamiaru walczyć z nieważkością. Pewnie nie uważał tego za konieczne. Lans pochylił się do przodu, niemal rozpłaszczając się na przednim ekranie. Ręce leżały na panelu sterowniczym jak przyklejone. Łuk skoczni wypełnił ekran…

Przeciążenia wcisnęły nas w fotele łagodną falą. Rzeczywiście, półtora g, nie więcej niż w rozpędzającym się samochodzie… patrzyłem na grawikompensator, płynnie zmniejszający się do rozmiarów dużego jabłka. Po czarnej powierzchni pląsały białe iskierki wyładowań.

– No dalej, dalej, Lans… – wyszeptała księżniczka. Chłopiec chyba jej nie słyszał.

Kuter mknął po skoczni. Wyskoczył z pasa i od razu pochylił się dziobem do przodu. Z lekkim trzaskiem rozwinęły się skrzydła, ale nie spowodowało to wyraźnych zmian. Kuter leciał jak topór, wprawdzie puszczony silną, wprawną ręką, lecz mimo wszystko beznadziejnie ciężki. A grawikompensator się rozszerzał, sprawnie wyrzucając na nas półtora g, jakby chcąc pozbawić nas najmniejszego wrażenia lotu.

Spadaliśmy. Spadaliśmy na morderczo strome zbocza, na bezlitośnie sterczące w niebo skały. Ciekawe, czy grawikompensator może wytłumić prędkość upadku? Przemienić go w coś długiego, nieprzyjemnego, ale nie śmiertelnego? Nie miałem ochoty eksperymentować. Ścisnąłem w dłoni granat temporalny. Gdy do skał zostanie dziesięć metrów…

Na pulpicie rozbłysły kolorowe światełka. Zaświecił wyłączony do tej pory ekran. A gdzieś pod nami, w część „rufowej”, pojawił się cienki, świszczący dźwięk.

Nie poczuliśmy żadnego pchnięcia, półtora g nadal wciskało nas w fotele. Ale grawikompensator znowu się kurczył, a skały oddalały się szybko. Silniki zadziałały. Wznosiliśmy się. Pole neutralizujące zostało za nami. Teraz niech sobie Shorrey z nim walczy.

– Dziękuję, Lansie Dari – powiedziała miękko księżniczka. – Jesteś wspaniałym pilotem, zapamiętam to.

Chłopiec odwrócił się do nas i po chwili wahania powiedział ze smutkiem:

– Jestem marnym pilotem, księżniczko. Zrobiłem dwa albo trzy błędy, które powinny były nas zabić. Ale kuter zablokował ręczne sterowanie i uratował nas. Prawdopodobnie w jego autopilocie umieszczono program startu awaryjnego.

Wzdrygnąłem się. Więc wychodziło na to, że wszystkie nasze wysiłki w poprzedniej rzeczywistości były daremne? Traciliśmy czas, pchając ciężki kuter przez całą bazę, a na starcie czekała na nas mądra, sprawna maszyna. I Lans zginął tylko dlatego, że słabo znał obcą technikę…

– Będę musiała cię ukarać – powiedziała księżniczka znajomym, surowym tonem.

– Rozumiem.

– No cóż… Myślę, że w zupełności wystarczy miesiąc… zajęć pilotażu z najlepszymi instruktorami planety. Oczywiście, po odniesieniu zwycięstwa.

Lans skinął głową z poważną miną.

– Tak jest, księżniczko.

– Lans, zawiniłeś również wobec mnie – wtrąciłem się. – Dlatego kara zostanie wzmocniona moim osobistym nadzorem w ciągu całego miesiąca.

Lans skinął głową, przetrawiając to, co usłyszał. Księżniczka nie wytrzymała i roześmiała się, jakby wyobrażając sobie tę niezwykłą karę – marzenie każdego nastolatka na jej planecie, i jak się okazało, również ziemskiego dzikusa, jej przyszłego męża. Po chwili śmialiśmy się już wszyscy – trójka szczęściarzy lecących na spotkanie nieznanej przyszłości.

Lot trwał trzy godziny. Zdaniem Lansa, można by było osiągnąć większą prędkość po wyjściu w stratosferę, ale tam mogły nas dostrzec i zestrzelić orbitalne patrole Shorreya. Dopóki szliśmy lotem koszącym, nad skałami, zarejestrowanie nas było prawie niemożliwe.

Księżniczka spała albo udawała, że śpi. Lans całkowicie skoncentrował się na sterowaniu kutrem. A ja drzemałem, od czasu do czasu otwierając oczy i zerkając na sześcian hologramu. Pod kutrem ciągnęła się smętna okolica – skaliste, pozbawione drzew góry, wąskie doliny przypominające koryta wyschniętych rzek. Potem zaczęła się pagórkowata równina z rzadkimi plamkami płytkich i pewnie słonych jezior.

Byłem zbyt zmęczony, żeby zastanawiać się nad dalszymi działaniami. Zresztą naprawdę nie jestem mocny w planowaniu. Niech się tym zajmuje Shorrey – człowiek idealny, produkt idiotycznego eksperymentu genetycznego. Nie sądzę, żeby zdołał znaleźć rozwiązanie. Księżniczka i Ernado byli zbyt pewni, że zawartego w Świątyni małżeństwa nie można zakwestionować.

Patrzyłem na śpiącą dziewczynę. Księżniczka. Dziewczynka z moich marzeń, która rozkochała mnie w sobie i ściągnęła na odległą planetę, należącą do jej ojca, mojego przyszłego teścia… Na usta wypełzł mi krzywy uśmiech. Mój teść imperator… Doskonały tytuł przyszłych pamiętników. Albo nie! Skoro jest teść, to w domyśle mamy też teściową. Moja teściowa imperatorów a. Stustronicowa książeczka w miękkiej okładce z półnagimi ślicznotkami i płonącymi gwiazdolotami. Aha, przy pasie ślicznotki musi wisieć płaszczyznowy miecz bez pochwy. Wydana przez prywatne wydawnictwo o pretensjonalnej nazwie Renesans czy Smok Gorynicz jako fantastyka, co zapewnia zbyt dowolnym bredniom. Przestałem się uśmiechać.

Do diabła, ja nadal nie wierzę w realizm tego świata! A przecież naprawdę wpakowałem się w sam środek gwiezdnej wojny, a księżniczka, jeśli dotrzemy do Świątyni żywi, rzeczywiście zostanie moją żoną, imperatorowa zaś teściową. Zabijałem i byłem ranny, cudem uratowałem się od nieuchronnej śmierci. Skąd więc ta ironiczna obojętność, dlaczego z takim uporem próbuję traktować otaczający mnie świat jak sen?

Może dlatego, że księżniczka jest inna niż w moich marzeniach? Łatwiej uznać cały świat za iluzję, niż pogodzić się z realnością księżniczki. Bo ta dziewczyna, która tak spokojnie śpi w sąsiednim fotelu, wcale mnie nie kocha. I nie mam pojęcia, jak ją zdobyć! Na długo przed naszym spotkaniem uwierzyła w fałszywą tezę: warto umrzeć za księżniczkę. Mogę dokonywać dowolnych czynów, mogę oddać za nią życie, ale nie zdołam przekonać jej, że przywiodła mnie tu miłość. W tej dziwnej grze, którą na moich oczach prowadzą dwie potężne siły, przydzielono mi żałosną rolę gońca królowej. Gońca, która pokonał całą szachownicę.

Ale goniec, nawet kiedy ma otwartą drogę, nie może zostać królem.

– Dolatujemy, lordzie. – W głosie Lansa usłyszałem zdenerwowanie. – Obudź księżniczkę.

– Nie śpię – odezwała się natychmiast dziewczyna. – Lepiej przyjrzyj się Świątyni, lordzie. Na waszej planecie takiej nie ma. Na tym właśnie polega cały problem…

Nie odpowiedziałem. Patrzyłem w ekran.

Świtało. Ciemność jakby opadła w dół, spoczęła na ziemi – równina, nad którą lecieliśmy, była wypalona, po prostu ogromne pole czarnego żużlu. Jeśli nawet były tu kiedyś góry, zmieniły się w tłuczeń. Jeśli był piasek – stopił się. Niebo jaśniało, gasząc iskry gwiazd. A na granicy jasnego nieba i czarnej ziemi wisiała ogromna kula – przezroczyście nieważka, wchłaniająca ciemność i światło.

Dopiero gdy wylądowaliśmy i wyszliśmy z kutra, mogłem ocenić rozmiary Świątyni. Miała co najmniej kilometr średnicy i wisiała dziesięć metrów nad ziemią, opierając się – jeśli można użyć tego słowa – na cienkiej kolumnie. Kula armatnia umieszczona na igle wyglądałaby znacznie stabilniej.

Powierzchnię kuli pokrywała mozaika ułożona z malutkich płytek. Tylko dwa kolory… A właściwie jeden kolor i milion barw. Część płytek była czarna – czerń wsysała światło jak materiał kombinezonu bojowego. Większość za to – lustrzana. Ułożone chaotycznie płytki przecinały się. Mrok i lustrzane odbicia; smoliste kleksy plamiły błyszczące pola, rój kwadracików odbijających szarość nieba rozcieńczał atramentową czerń kręgów.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)