Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa Luneta– Więc to jest twoja zbroja – powiedział Will. – No, nie wygląda mi na mocną. Nie wiem, czy mogę na niej polegać. Sprawdzimy.
Wyjął nóż z plecaka, przyłożył ostrze do hełmu z przodu i odciął róg, jakby kroił masło.
– Tak myślałem – mruknął i odciął następny kawałek, a potem jeszcze jeden. W niecałą minutę zredukował masywny hełm do sterty skrawków. Wstał i wyciągnął pełną garść.
– To była twoja zbroja – oznajmił i z brzękiem rzucił skrawki na stos u swoich stóp – a to jest mój nóż. Ponieważ twój hełm nie nadawał się dla mnie, muszę walczyć bez niego. Gotowy jesteś, niedźwiedziu? Chyba mamy równe szanse. Przecież mogę ściąć ci łeb jednym machnięciem noża.
Było cicho. Czarne oczy niedźwiedzia gorzały jak węgle. Will poczuł kroplę potu ściekającą po kręgosłupie. Potem niedźwiedź poruszył łbem. Zrobił krok do tyłu.
– Zbyt silna broń – oświadczył. – Nie mogę z tym walczyć. Chłopcze, wygrałeś.
Will wiedział, że po sekundzie ludzie zaczną wiwatować, gwizdać i pohukiwać, więc zanim jeszcze przebrzmiało słowo „wygrałeś”, odwrócił się i zawołał, żeby uciszyć tłum:
– Teraz musicie dotrzymać umowy! Zajmijcie się rannymi i zacznijcie naprawiać domy. Pozwólcie, żeby statek nabrał paliwa!
Wiedział, że przetłumaczenie i przekazanie wiadomości zajmie minutę i że zwłoka powstrzyma wybuch gniewu i ulgę, jak sieć kanałów powstrzymuje i przełamuje falę powodzi. Niedźwiedź patrzył i widział, co Will robi i dlaczego, i lepiej od niego zrozumiał, co chłopiec osiągnął.
Will włożył nóż z powrotem do plecaka i znowu wymienili spojrzenia z niedźwiedziem, ale tym razem innego rodzaju. Zbliżyli się do siebie, a za nimi niedźwiedzie zaczęły rozmontowywać miotacz ognia.
Na brzegu kilku ludzi zabrało się do sprzątania, lecz znacznie więcej stłoczyło się wokół Willa, zaciekawionych chłopcem, który mógł rozkazywać niedźwiedziom. Nadeszła pora, żeby Will znowu zrobił się niewidzialny, więc zastosował magię, która odpędzała wszelkiego rodzaju ciekawskich od jego matki i zapewniała im bezpieczeństwo przez lata. Oczywiście to nie była żadna magia, tylko sposób zachowania. Milczenie, ślamazarne ruchy i tępy wzrok sprawiły, że w niecałą minutę stracił na atrakcyjności w oczach tłumu. Ludzie po prostu przestali się interesować nudnym dzieciakiem, zapomnieli o nim i odwrócili się od niego.
Lecz niedźwiedź nie reagował jak człowiek, widział, co się dzieje, i zdawał sobie sprawę z niezwykłych zdolności Willa. Podszedł bliżej i przemówił ściszonym głosem, który dudnił basowo jak silniki statku:
– Jak się nazywasz?
– Will Parry. Możesz sobie zrobić drugi hełm?
– Tak. Czego szukasz?
– Płyniecie w górę rzeki. Chcę popłynąć z wami. Idę w góry, a to najszybsza droga. Czy mnie zabierzecie?
– Tak. Chcę zobaczyć ten nóż.
– Pokażę go tylko niedźwiedziowi, któremu ufam. Słyszałem o jednym niedźwiedziu, on zasługuje na zaufanie. To król niedźwiedzi, dobry przyjaciel dziewczynki. Nazywa się Lyra Złotousta. Będę jej szukał w górach. Niedźwiedź nazywa się Iorek Byrnison.
– Ja jestem Iorek Byrnison – oznajmił niedźwiedź.
– Wiem – przyznał Will.
Statek ładował paliwo na pokład; wagoniki kolejowe podtaczano do nabrzeża i przechylano na bok, węgiel z łoskotem sypał się przez luki do ładowni, czarny pył wzbijał się wysoko. Niezauważony przez mieszkańców miasta, zajętych zmiataniem szkła i targowaniem się o cenę paliwa, Will wszedł za królem-niedźwiedziem po trapie na pokład statku.
9. W górę rzeki
... Cień przez umysł przechodzi jak kiedy chmura w południe zakrywa potężne słońce...